Siadały na trójnogach, łączyły się duchowo z bogiem Apollinem i wieszczyły! A wielcy tego świata słuchali ich mętnych wywodów i starali się wyciągnąć z nich ważkie wnioski. Pytie, czyli wieszczki z czasów starożytnej Grecji, były traktowane całkowicie poważnie. Polityka, wojny, stanowienie prawa – wieszczki miały na to wszystko prawdziwy wpływ. A żeby Apollo mógł natchnąć je jakimś proroczym heksametrem, musiały odurzać się świętymi wyziewami dochodzącymi obficie gdzieś spod trójnogu. Podejrzewa się, że Pytie używały głównie liści bielunia, znanego do naszych czasów naturalnego środka odurzającego. Było wtedy oczywiste, że pomaga im on widzieć jasno przyszłość. Grecy nie byli pierwsi, bo już 10 tysięcy lat przed naszą erą człowiek neolityczny odkrył prawdopodobnie pierwszą substancję psychoaktywną, a konkretnie wywar z poczciwego muchomora. Był używany w rytuałach pogrzebowych i wierzono, że pozwala na kontakt z duchami.
Podobnie bezdyskusyjne były i w pewnej mierze nadal są duchowe właściwości rośliny zwanej Ayahuasca w Amazonii. To odwieczne „pnącze duchów” i święte ziele używane w szamańskich rytuałach. Wywar z niego według ludu z Amazonii otwiera przed człowiekiem inny wymiar, a doznania pod wpływem tej rośliny miały i często wciąż mają dla mieszkańców Ameryki Południowej naturę religijną. Ale starożytne narkotyki były też używane do celów czysto rekreacyjnych. Sumerowie nazywali mak lekarski „rośliną radości”. Uzyskiwane z maku opium było w starożytności niezwykle popularne. Zażywali je tak szacowni twórcy, jak Horacy czy Marek Aureliusz. Podobno ten ostatni właśnie makówkom zawdzięczał swoją stoicką postawę życiową. Zdarzało mu się z tym stoicyzmem nieco przesadzić, bo bywało, że odurzony makowym wywarem cesarz filozof przysypiał na uroczystościach państwowych. Dziś z takiego powodu wybuchłby wielki skandal. Wtedy nikomu nie przyszłoby do głowy, że dzieje się coś szczególnie niewłaściwego.