Syn hinduskiego miliardera chce przygarnąć hipopotamy, które uciekły z rezydencji narkobarona. Błaga, by nie zabijać gigantów
Kolumbia ma już dość hipopotamów gigantów! Wszystko przez barona narkotykowego Pablo Escobara, który jeszcze w latach 80. sprowadził kilka takich zwierząt do swojej rezydencji Hacienda Napoles. Król kokainy został zastrzelony w 1993 roku, a likwidacją majątku mafioza zajęły się władze. W zamieszaniu część hipopotamów uciekła z rezydencji, a Kolumbia okazała się dla nich rajem. Inwazyjny gatunek zagraża środowisku, ostatnio były nawet ataki na ludzi, do tego w moczu tych zwierząt są groźne bakterie. Najpierw łapano hipopotamy, potem podawano im środek powodujący sterylizację. Rząd Kolumbii ogłosił dwa lata temu specjalny plan opanowania sytuacji i potwierdził, że liczba hipopotamów wzrosła do 169 i może wzrosnąć do 1000 do 2035 roku, jeśli nic nie zostanie zrobione.
Anant Ambani chce przetransportować hipopotamy przez ocean do ośrodka w Indiach
Teraz jest już mowa nie tylko o planach sterylizacji, ale wprost o zabijaniu. Ale pojawił się ktoś, kto sprzeciwia się takim planom. Syn jednego z najbogatszych ludzi świata chce uratować hipopotamy z Kolumbii. Anant Ambani z Indii, potomek miliardera Mukesha Ambaniego, zaproponował, że przyjmie zwierzęta do swojego ośrodka Vantara w stanie Gudźarat. To duże centrum opieki nad zwierzętami, w którym żyją już setki gatunków, w tym słonie, lwy i tygrysy. Według planu hinduskiego bogacza transport miałby odbyć się pod nadzorem weterynarzy, a zwierzęta dostałyby nowe, bezpieczne miejsce do życia. Ambani podkreśla, że hipopotamy nie są winne sytuacji, w której się znalazły. Teraz decyzja należy do władz Kolumbii.