Fiński kontrwywiad ogłosił, że to nie Rosja nie stoi za zrywaniem podmorskich kabli na Bałtyku
"Takie przypadki będą się powtarzały coraz częściej, bo Rosja się rozzuchwala" - mówił przykładowo w rozmowie z TVN24 Maksymilian Dura z portalu Defence24.pl, odnosząc się do uszkodzenia kabla na Morzu Bałtyckim w lutym zeszłego roku. Kiedy były kłopoty z kablami, komentarze o działaniach Rosji mnożyły się. W sierpniu zeszłego roku Instytut Studiów nad Wojną (ISW) ostrzegał, że Rosja może atakować podmorskie kable. Moskwa z pewnością interesuje się infrastrukturą przeciwnika, ale czy na pewno to Putin poprzerywał nam kable? Fiński kontrwywiad zapewne zaskoczy wielu komentatorów, bo właśnie ogłosił, że to jednak nie była Rosja. Raport sugeruje, że uszkodzenia były przypadkowe i były robione przez kotwice. Liczba statków i kabli rośnie, a tym samym coraz więcej jest takich incydentów.
Do uszkodzeń kabli „dochodziło regularnie w tym stuleciu, choć incydenty te nie były wcześniej szeroko komentowane”
W opublikowanym w tym tygodniu przez Supo corocznym przeglądzie sytuacji bezpieczeństwa stwierdzono, że do takich uszkodzeń kabli na Bałtyku przez kotwice statków „dochodziło regularnie w tym stuleciu, choć incydenty te nie były wcześniej szeroko komentowane”. Supo nie zaprzecza temu, że Rosja stosowała metody sabotażowe, ale w przypadku Bałtyku to zdaniem Finów jednak nie to. Mało tego - raport głosi, że w przestrzeni publicznej tworzono mylny obraz sytuacji i możliwości Rosji. "Taki pogląd na te incydenty przejawia się także w kręgach służby wywiadowczych innych krajów" – powiedział Juha Martelius, szef fińskiej agencji wywiadowczej Supo, w opublikowanym w środę wywiadzie dla tygodnika „Suomen Kuvalehti”.