Premier Danii uważa, że Donald Trump poważnie myśli o zajęciu Grenlandii
Ostatnie dni pokazały, że Donald Trump jest zdolny do znacznie bardziej nieprzewidywalnych działań, niż się dotychczas wydawało. Jak wiemy, 3 stycznia nad ranem prezydent USA wydał rozkaz militarnego uderzenia na Wenezuelę i porwał jej prezydenta do Nowego Jorku. Zwłaszcza Duńczycy poczuli się mocno zaniepokojeni. Bo Trump od miesięcy mówił wprost o chęci zajęcia Grenlandii i zapewnia, że dopnie swego. Wyspa jest od setek lat formalnie zależna od Danii, choć posiada pewną autonomię. „Niestety, uważam, że prezydent USA powinien być traktowany poważnie, kiedy mówi, że chce Grenlandii” - powiedziała premier Danii Mette Frederiksen. „Jeśli Stany Zjednoczone zaatakują kraj NATO, wszystko się zatrzyma” – dodała.
"Nigdy nie wykluczam użycia siły wojskowej. Ale myślę, że są duże szanse, że uda się nam to bez niej"
W marcu zeszłego roku w wywiadzie dla telewizji NBC Donald Trump mówił: "Będziemy mieć Grenlandię. Tak. Na 100 proc.". Pytany o to, czy zdecydowałby się nawet na siłowe, wojskowe przejęcie wyspy zależnej obecnie od Danii, potwierdził taką opcję: "Nigdy nie wykluczam użycia siły wojskowej. Ale myślę, że są duże szanse, że uda się nam to bez niej". Władze Danii i Grenlandii nie raz wyrażały oburzenie postawą Amerykanów. "Prezydent Trump mówi, że USA przejmą Grenlandię. Pozwólcie wyrazić mi się jasno: Stany Zjednoczone tego nie dostaną. Nie przynależymy do nikogo innego. Sami decydujemy o naszej przyszłości" - napisał wtedy na Facebooku premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen.