COVID-19 – komu zależy na WZBUDZANIU STRACHU? Uspokajam negatywne emocje

2020-06-15 16:48 Andrzej Bęben
Zbigniew Martyka_lekarz_zakaźnik
Autor: YouTube

Każda śmierć jest tragedią. Ale, niestety, ludzie umierali i będą umierać z różnych przyczyn. Każdego dnia odchodzi z tego świata 150-200 tys. osób. Co roku umiera z głodu około 11 milionów dzieci poniżej 5. roku życia, to znaczy 30 tys. małych dzieci dziennie! W ciągu zaledwie dwóch tygodni umrze tych małych dzieci tyle, co na całym świecie zmarło dotychczas z powodu określanego jako COVID-19 – mówi nam dr n. med. ZBIGNIEW MARTYKA, kierownik Oddziału Obserwacyjno-Zakaźnego w Szpitalu w Dąbrowie Tarnowskiej.

„Super Express”: – Minął miesiąc od naszej rozmowy. Zmienił Pan, w jakiejś choćby części, pogląd na SARS-CoV-2/COVID-19?
Zbigniew Martyka: – Mówiłem ostatnio w wywiadzie do małopolskiego radia RDN, że ilość zachorowań na razie nie będzie spadać, gdyż początkowa izolacja opóźniła proces rozszerzania się infekcji. Teraz się to sprawdza. Wcześniej czy później prawie każdy z nas spotka się z tym wirusem tylko większość tego nawet nie zauważy.

– Skoro tak, to szanownych Czytelników odsyłam do naszej pierwszej rozmowy, a teraz zapytam wprost: jeśli większość świata naukowego uważa, że mamy pandemię a mniejszość, w tym Pan, jest odmiennego zdania, to dlaczego mniejszość ma mieć rację a nie większość?
– To trzeba zapytać tej większości, dlaczego pomijają fakty dotyczące ilości zachorowań, zgonów, ciężkości przebiegu w porównaniu z innymi chorobami, a przede wszystkim z prawdziwymi epidemiami, które dziesiątkowały ludzi. Nie chcę powtarzać utartego sloganu mówiącego o tym, które ryby płyną z prądem, a które są w stanie płynąć pod prąd. Zamiast tego chciałbym przytoczyć powiedzenie z książki Waldemara Łysiaka. Żeby nie wypowiadać mocnych słów, to powiem trochę łagodniej: „Jedzmy to, co muchy. Przecież miliony much nie mogą się mylić”. Ponadto chciałbym przytoczyć oficjalne dane Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny, dokładniej – Zakładu Epidemiologii Chorób Zakaźnych i Nadzoru, Pracowni Monitorowania i Analizy Sytuacji Epidemiologicznej. Analiza porównuje ilość zachorowań na grypę na przełomie lat od 2015/16 do 2019/20 roku. Można w tym wywiadzie umieść taki wykres?

Można. I co z niego wynika?

wykres_zachorowalność_grypa_1
Autor: NIZP-PIH

– Proszę zwrócić uwagę, że zachorowalność na grypę gwałtownie i niewytłumaczalnie spadła dokładnie w momencie wybuchu paniki z powodu zagrożenia koronawirusem. We wszystkich latach krzywe zachorowań na grypę niemal się pokrywają. Ale od marca 2020 krzywa ta gwałtownie spada w trudny do wytłumaczenia sposób. Tak, jakby ludzie przestawali zapadać na grypę lub... zamiast rozpoznawanej dotychczas grypy zaczęto rozpoznawać inną infekcję – COVID-19. Wytłumaczenia mogą być co najmniej dwa.

– Jakie?
– Albo w ubiegłych latach były także infekcje wywołane wirusami z grupy „korona”, te wirusy przecież atakują nas już od dziesiątków lat. Tylko nikt wówczas nie robił z tego problemu. Albo teraz pacjentów, wykazujących typowe objawy grypowe, bada się pod kątem koronawirusa i stwierdza się jego obecność w badaniach, których dokładność jest niejednokrotnie podważana i zamiast grypy rozpoznaje się zakażenie COVID-19. No bo co się stało nagle z zachorowaniami na grypę od marca 2020? Dlaczego ich liczba gwałtownie spadła? Jeśli to co mamy teraz, to zupełnie inny rodzaj infekcji, to ilość zachorowań na grypę powinna pozostać na porównywalnym poziomie jak w ubiegłych latach.

– Ciekaw jestem, jak Pan postrzegany jest w swoim najbliższym środowisku, wśród lekarzy? Bo z tego co widać po komentarzach na Pańskim facebookowym profilu, to pacjenci biją brawa. W tarnowskiej Okręgowej Izbie lekarskiej nie patrzą na Pana krzywym okiem?
– To pytanie nie do mnie. Proszę zapytać moich kolegów po fachu. Ci, którzy się do mnie zwracają, w zasadzie mają podobne spostrzeżenia.

– Trzeba było mocno Pana przekonywać do tej rozmowy, bo obawia się Pan, Doktorze, by nie być posądzonym o „gwiazdorzenie”. Jakoś wyszukiwarka Google nie potwierdza tych obaw. To na marginesie. W wywiadzie dla RDN, pod koniec maja, powiedział Pan: „w mediach poddaje się bezwzględną liczbę zachorowań i zgonów, a nie mówi się, że to nawet nie kilka procent ludności tylko cząstki promila. Równie dobrze można byłoby podawać w codziennych wiadomościach, ile osób zginęło w wypadkach komunikacyjnych a ponieważ zginęło około 7 razy więcej, więc te liczby wzbudzałyby jeszcze większy strach. Tak więc przekazuje się wiadomości w ten sposób, by wzbudzać lęk, strach, a to prowadzi do paniki”. Jeśli to, co teraz się w świecie dzieje, Pańskim zdaniem, nie jest tym, czym jest, to komu zależało lub zależy, by tak było?
– Sam się nad tym zastanawiam. Chciałbym znać odpowiedź na to pytanie. Co do cytowania moich wypowiedzi w mediach elektronicznych, to nie wiem, kto i ile razy to czyta lub powiela. Ja mówię to, o czym wiem, że jest prawdą. Natomiast wiem, że uspokojenie ludzi, zmniejszenie strachu, lęku, niekiedy wręcz paniki, służy ogólnie pojętemu dobru. Ludzie spanikowani stają się agresywni. Znam przykłady, gdy pracownicy służby zdrowia są traktowani jak persona non grata, bo nawet jeśli nie mają bezpośredniego kontaktu z osobami zakażonymi, to na wszelki wypadek i tak są uważani za „podejrzanych”. Można o tym przeczytać również w ostatniej „Gazecie Lekarskiej". A więc także właśnie w obronie lekarzy, pielęgniarek, ratowników, staram się uspokajać, tonować negatywne emocje.

– Miało umrzeć dziesiątki milionów ludzi. To się, na całe szczęście, nie sprawdziło. Przyzna Pan, że 350 tys. zmarłych w świecie, to także o wiele, wiele, wiele za dużo...
– Każda śmierć jest tragedią. Ale, niestety, ludzie umierali i będą umierać z różnych przyczyn. Każdego dnia odchodzi z tego świata 150-200 tys. osób. Co roku umiera z głodu około 11 milionów dzieci poniżej 5. roku życia, to znaczy 30 tys. małych dzieci dziennie! W ciągu zaledwie dwóch tygodni umrze tych małych dzieci tyle, co na całym świecie zmarło dotychczas z powodu określanego jako COVID-19. A do tego dochodzą zgony z głodu u starszych dzieci, osób dorosłych. Co jest dla Pana bardziej frapujące? Jeśliby Panu naprawdę zależało na ratowaniu życia ludzkiego i gdyby to od Pana zależało, to gdzie skierowałby Pan działania, aby zmniejszyć śmiertelność? 

– To smutne. Uważa się, że zasadniczym elementem walki z każdą chorobą jest odporność organizmu i psyche. Jak je poprawić w dzisiejszych czasach, zdrowym stylem życia? Co to znaczy?
– To jest podstawa, żeby dbać o odporność organizmu. Od kilkudziesięciu lat następuje degradacja środowiska. W miarę, jak spada zawartość mikroelementów w glebie, a tym samym w roślinach, rośnie krzywa śmiertelności z powodu chorób cywilizacyjnych. Jeśli przykładowo mamy w organizmie deficyt mikroelementów, to upośledzone są liczne funkcje, wiele enzymów komórkowych nie funkcjonuje prawidłowo, pogarsza się metabolizm. To prowadzi do całego szeregu chorób, oczywiście dotyczy to także układu odpornościowego. Takie wnioski wynikały z badań wykonywanych już kilkadziesiąt lat temu, opisywanych w prestiżowych czasopismach medycznych, a przecież sytuacja się nie poprawia. Odwrotnie - jest pod tym względem coraz gorzej. Są też inne czynniki działające fatalnie na funkcje organizmu, na wzrost zachorowań, nie tylko brak mikroelementów i witamin, ale nie da się tego w kilku zdaniach przedstawić. To rozległy temat.

– Strach przed SARS-CoV-2 zatrzymał w domu nie tylko zdrowych. Chorych również. Mamy mniej odnotowanych udarów, zawałów itd. Nie dlatego, że ludzie są w lepszej kondycji niż przed rokiem. Chorzy bali się, boją się iść do szpitala, wezwać pogotowie ratunkowe, bo wirus się czai. Takie skutki paniki mogą być jeszcze boleśniejsze od wywołanych bezpośrednio przez koronawirusa?
– To pytanie do socjologów, ekonomistów, psychologów, psychiatrów. Oni wytłumaczą, dlaczego podjęte działania typu lockdown przyczynią się do większej ilości zgonów w przyszłości niż sama infekcja koronawirusowa.

– Będzie druga fala epidemii?
– Jeśli infekcja tego konkretnego typu koronawirusa powstała i rozprzestrzeniła się spontanicznie, to nie można przewidzieć, co będzie później. W przeszłości świat był dotknięty niejedną prawdziwą i poważną epidemią, która dziesiątkowała ludzi, nie taką, w której zmarły setne części promila ludności. Wszystko wcześniej czy później wracało do normy. Nawet wtedy, kiedy nie było leków, szczepionek. Przewidywać dokładnie można byłoby wówczas, gdyby to było działanie sterowane, a w chwili obecnej nic mi nie wiadomo na ten temat. Może ktoś ma takie informacje z dobrze poinformowanych źródeł? Ja ich nie mam. Dodatkowo, wirus ten ulega dość szybko mutacjom. Tak więc, jeśli za kilka tygodni, kilka miesięcy, pojawiłyby się nowe zachorowania, to byłyby spowodowane wirusem o innej budowie antygenowej. A więc nie musiałby być to ta sama choroba.

Czytaj SUPER EXPRESS bez wychodzenia z domu. Kup bezpiecznie Super Express. KLIKNIJ tutaj.

Dr Paweł Grzesiowski: Szumowski eksperymentuje na organizmach Polaków [Super Raport]
Najnowsze artykuły