Pięcioletnie przeżycie w tej grupie wynosi ok. 28 proc., co pokazuje, jak trudno się je leczy. Tym bardziej, że przez długie lata nie pojawiały się żadne nowe terapie, a podstawą leczenia był zabieg operacyjny, uzupełniany radio- lub chemioterapią, metody nie dla każdego pacjenta wskazane. To już zaczęło się zmieniać.
Ogromny postęp – terapie molekularne
– Już mamy pierwszą terapię celowaną do zastosowania w glejaku, to terapie ukierunkowane na mutację w genach IDH1 i IDH2. Co ważne, mutacje te stwierdzane są na bardzo wczesnym etapie transformacji nowotworowej –mówi prof. Tomasz Kubiatowski, onkolog kliniczny z Zakładu Onkologii, Radioterapii i Medycyny Translacyjnej Uniwersytetu Rzeszowskiego. – Ten nowy lek, blokując progresję nowotworu na jego najwcześniejszym etapie, wydłuża czas do momentu, kiedy potrzebna byłaby kolejna interwencja, np. radioterapia. A to daje pacjentowi dłuższe zachowanie komfortu życia, tym bardziej, że lek stosuje się doustnie.
Na razie dla jednej grupy, z nadzieją na rozszerzenie
Obecnie leczenie jest kierowane do chorych na glejaka G2 niewymagających uzupełniającej radioterapii z chemioterapią po zabiegu neurochirurgicznym, z mutacjami w genach IDH1, IDH2, ale to już jest ogromny postęp. Zastosowanie leku daje nadzieję na wydłużenie czasu do progresji choroby, która będzie wymagać dalszego leczenia – powtórnego zabiegu i/lub leczenia promieniowaniem oraz chemioterapii – mówi prof. Sergiusz Nawrocki, specjalista radioterapii onkologicznej, kier. Katedry Onkologii i Kliniki Radioterapii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.
– Nowy lek jest bardzo dobrze tolerowany, wykazuje tylko niewielkie objawy uboczne. Daje nadzieję na to, że nawet tak trudny nowotwór może stać się chorobą przewlekłą. Jak również na to, że zapoczątkuje szereg innych leków na glejaka, dla kolejnych grup pacjentów – podkreśla prof. Maciej Mrugała, neuroonkolog z Mayo Clinic Scottsdale AZ, USA.