Wszystko wydarzyło się w poniedziałek, 19 grudnia 2022 roku, w domu w Siecieborzycach w województwie lubuskim. Przed domem, na schodach, Urszula S. (35 l.) znalazła paczkę. Wyglądała jak pozostawiona przez kuriera. Mimo że kobieta była po rozstaniu i w sądowym sporze z ojcem swojego dwuletniego wówczas synka Bartka - nie podejrzewała, że mężczyzna może posunąć się do okrucieństwa. Z ufnością zaniosła paczkę do kuchni, gdzie był jej syn i córka - i zaczęła rozpakowywać przesyłkę. W momencie otwarcia doszło do eksplozji, a pani Urszula resztkami sił próbowała ochronić swoim ciałem córkę.
Jak się później okazało, Błażej K. samodzielnie skonstruował ładunek i celowo podłożył bombę pod dom byłej partnerki i matki ich wspólnego dziecka. Kasetkę na pieniądze nafaszerował petardami, dodał tam też gwoździe i kolce, które miały dodatkowo poranić ofiary. Zdaniem śledczych wiedział, że ucierpieć może też jego dwuletni syn. Tak też się stało…
Po wybuchu, kobieta z dziećmi trafiła do szpitala, a lekarze podjęli heroiczną walkę o ich życie. Udało się, jednak rany były przerażające. Pani Ula miała obrażenia brzucha, oczu, twarzy, uszkodzone narządy wewnętrzne. Straciła też jedną rękę, a w drugiej udało się uratować tylko kilka palców. Poranione zostały też dzieci.
Na szczęście, wszyscy przeżyli. To dlatego Błażej K., którego policja złapała po tragedii, usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa. Dla sądu nie było jednak wątpliwości: ta bomba miała zabić. W pierwszym procesie - Sąd Okręgowy w Zielonej Górze skazał Błażeja K. na 25 lat więzienia. Od tego wyroku wszyscy się odwołali, łącznie z oskarżonym, który twierdził, że jest… niewinny.
Wymiar sprawiedliwości nie miał jednak wątpliwości. W Sądzie Apelacyjnym w Poznaniu karę zaostrzono! Błażej K. ma zostać za kratkami do końca swoich dni, a o ewentualne przedterminowe wyjście będzie mógł się starać dopiero po 35 latach odbycia kary.
Istnieje obawa, ze po wyjściu z więzienia oskarżonego chciałby on dokończyć to, co zaczął - mówił w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Henryk Komisarski z Sadu Apelacyjnego, podkreślając, że opinie biegłych psychiatrów i psychologów wskazują, że Błażej K. ma jest zapatrzony w siebie, nie znosi sprzeciwu, jest agresywny i po wyjściu na wolność, mógłby chcieć dokończyć swoją zbrodnię.
Motyw zbrodni również został wskazany bezpośrednio. Błażej K. chciał się zemścić, podkładając ładunek wybuchowy, za to, że kobieta odeszła od niego i zabrała ze sobą syna. On sam, choć próbował sądownie wywalczyć opiekę naprzemienną, ostatecznie poniósł klęskę w sądzie rodzinnym i miał się spotykać z dzieckiem w obecności kuratora.
Był wściekły na pokrzywdzoną. Odgrażał jej się, że do tej pory była marchewka, a teraz będzie kij - mówi sędzia Komisarski.
Wyrok jest prawomocny.