Do dramatu doszło 28 października 2020 roku. Grzegorz upadł na jezdnię, a następnie uderzył głową o krawężnik. Na miejscu szybko pojawili się jego koledzy z pogotowia, którzy natychmiast ruszyli mu z pomocą. Niestety, mimo podjętych działań ratownik zmarł.
Ratowanie ludzkiego życia było dla Grzegorza czymś więcej niż pracą. Już jako dziecko marzył o tym, by pomagać innym. Początkowo chciał zostać strażakiem. Jak wspominał jego ojciec, gdy pytał syna o powód wyboru takiej drogi, słyszał krótką odpowiedź: „By ratować ludzi”.
Ostatecznie Grzegorz związał swoją przyszłość z ratownictwem medycznym. Pracował w bydgoskim pogotowiu ratunkowym, a także prowadził zajęcia jako wykładowca na Akademii Medycznej. Współpracownicy zapamiętali go jako wyjątkowego człowieka, który wyróżniał się empatią, zaangażowaniem i ogromnym oddaniem swojej pracy.
Po jego śmierci pogrążeni w żałobie zostali najbliżsi. Grzegorz osierocił małego synka, zostawił ukochaną narzeczoną, rodzinę i przyjaciół. Jego odejście było ogromnym ciosem również dla kolegów z pogotowia, którzy stracili nie tylko współpracownika, ale także bliskiego przyjaciela.
Kierująca hyundaiem Bolesława H. poniosła konsekwencje wypadku. Została skazana na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Sąd orzekł wobec niej również pięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów oraz obowiązek wypłaty rodzinie zmarłego 10 tys. zł zadośćuczynienia.
Choć od śmierci Grzegorza minęło już sześć lat, jego bliscy i współpracownicy wciąż o nim pamiętają. Każda rocznica tragedii przypomina o ratowniku, który całe swoje życie poświęcił pomaganiu innym, a sam nie wrócił z drogi do pacjenta.