omal nie zginęli

Pijany Damian wiózł autem 6 dzieci i ich ojca na cmentarz! Szokujące szczegóły policyjnego pościgu w Jeżewie

2023-08-18 17:45

To cud, że nikt nie zginął. Szalona jazda malutkim czerwonym peugeotem Damiana K. (30 l.) zakończyła się dachowaniem. 6 dzieci i narzeczona pijanego kierowcy trafili do szpitala. On sam z wypadku wyszedł bez szwanku. Prokurator uważa, że Damian K. doprowadził do katastrofy w ruchu lądowym, dlatego wystąpił o tymczasowy areszt dla niego. Sąd w piątek, 18 sierpnia nie aresztował Damiana K., gdyż uznał, że nie można mówić o katastrofie tylko o wypadku.

To zdarzenie wstrząsnęło woj. kujawsko-pomorskim. 15 sierpnia Damian K. biesiadował z narzeczoną Samantą i jej szwagrem Tomaszem. Nie wiadomo, kto wpadł na pomysł, aby pojechać na cmentarz do Jeżewa koło Bydgoszczy.

Za kierownica malutkiego peugeota 206 usiadł Damian. Mężczyzna miał zabrane prawo jazdy za przekroczenie punktów karych. Dorośli do niewielkiego samochodu zapakowali sześcioro dzieci Tomasza: Nadię (9 l.), Martę (10 l.), Żanetę (16 l.), Sylwka (7 l.), Radka (8 l.) oraz Piotrka (13 l.). Jak oni to zrobili tego nikt nie wie. Wiadomo natomiast, że Damian K. był pijany - jechał od jednego krawężnika do drugiego i spychał inne samochody.

Czytaj: Jeżewo. Pijany Damian uciekał przed policją aż wylądował na dachu! Zaskakujące fakty. W aucie było 6 dzieci [ZDJĘCIA]

Policjanci szybko dowiedzieli się o jego wyczynach. Chcieli go zatrzymać, by przerwać jego jazdę. Ten nie planował się jednak zatrzymać i skręcił w polną drogę, dodał gazu i wylądował w rowie na dachu.

Okazało się, że Damian K. ma ułańską fantazję. Wybił szybę i na nogach rozpoczął ucieczkę przed policją. Mundurowi jednak szybko go złapali. W jego krwi buzowało ponad 1,3 promila alkoholu. Policjanci, gdy podeszli do leżącego na dachu malutkiego peugeota, to złapali się za głowy. W samochodzie było osiem rannych osób w tym sześcioro dzieci. Wszyscy trafili do szpitala.

Prokurator postawił Damianowi K. zarzut kierowania po pijanemu oraz jazdy bez uprawnień. Najcięższego kalibru jest zarzut spowodowania katastrofy w ruchu lądowym. Kodeks karny przewiduje za to karę do 10 lat pozbawienia wolności.

Prokuratura w Świeciu do miejscowego sądu wystąpiła z wnioskiem o to, aby sąd aresztował Damiana K. na najbliższe trze miesiące. Sąd nie przychylił się do wniosku prokuratury. Jak tłumaczył sędzia, orzeczenia sądu najwyższego w sprawie katastrofy w ruchu lądowym są bowiem niejednoznaczne. Niektóre orzeczenia są takie, że katastrofa jest wtedy, gdy jest 10 osób poszkodowanych, a inne orzeczenia takie, że katastrofa jest wtedy gdy jest 6 osób poszkodowanych.

Sąd w Świeciu uznał, że to co zrobił Damian K., to nie jest katastrofa tylko zwykły wypadek. A za to grozi mu maksymalnie tylko 3 lata więzienia.

- Poprosiliśmy o pisemne uzasadnienie tego postanowienia - powiedział nam prokurator Piotr Głowacki, Zastępca Prokuratora Rejonowego w Świeciu. - Jak otrzymamy uzasadnienie, to podejmiemy decyzję czy będziemy pisać zażalenie na decyzję sądu pierwszej instancji - dodał Głowacki.

Na sali sądowej, Damian K. był grzeczny jak baranek i do wszystkiego się przyznał.

Sonda
Czy kary dla pijanych kierowców powinny być jeszcze bardziej dotkliwe?
Przerażający wypadek w Legincy. Zmiażdzył Młodą kobietę