Prochy Szymusia złożono w czarnej urnie ozdobionej białym aniołkiem. W ostatniej drodze towarzyszyli mu pogrążeni w smutku bliscy, przyjaciele i wszyscy ci, których poruszyła historia małego chłopca. Kiedy urna spoczęła w ziemi, uczestnicy ceremonii wypuścili w niebo balony – symboliczne balony miłości, które miały unieść ku niebu wszystko to, czego nie zdążono powiedzieć.
Czytaj: Nie pozwolili mamusi pójść na pogrzeb 4-letniego Szymusia z Bydgoszczy
To był jeden z najbardziej poruszających momentów uroczystości. W ciszy, przerywanej jedynie płaczem i modlitwą, kolorowe balony unosiły się coraz wyżej, jakby niosły ze sobą pamięć o uśmiechniętym chłopcu, który miał przed sobą całe życie.
Na grobie pojawiły się kwiaty, znicze oraz krzyż z portretem Szymusia. Ze zdjęcia spogląda pogodny, szczęśliwy chłopiec – taki, jakim zapamiętają go najbliżsi. Szczególnie wzruszające były dwa wieńce ułożone z białych róż w kształcie serca. Jeden od taty, drugi od mamy i babci. Milczące symbole miłości, której śmierć nie jest w stanie odebrać.
Mama chłopca, będąca w ósmym miesiącu ciąży, nie mogła uczestniczyć w pogrzebie. Po tragedii trafiła pod opiekę lekarzy, którzy – w trosce o jej zdrowie – nie wyrazili zgody na udział w ceremonii.
Szymuś był dzieckiem pełnym energii i marzeń. Uwielbiał bawić się klockami, jeździć na rowerze i chodzić na spacery po lesie. Był ciekawy świata. Raz chciał zostać kucharzem, innym razem policjantem. Miał głowę pełną planów i dziecięcych wyobrażeń. Miał zaledwie cztery lata.
Przypomnijmy - do tragedii doszło 20 kwietnia. Mama chłopca wróciła z zakupów i poprosiła partnera, by pomógł jej wnieść torby do mieszkania w bloku na bydgoskim Szwederowie. To była zaledwie chwila, w której Szymuś został sam. W tym czasie otworzył drzwi balkonowe na piątym piętrze i wypadł przez balustradę. Mimo długiej reanimacji jego życia nie udało się uratować. Matka widziała dramatyczną walkę o życie synka. Doznała szoku i trafiła do szpitala.
Lubił się bawić, był małym uparciuchem. Na zawsze pozostanie w naszej pamięci – przekazał tata Szymka za pośrednictwem kapłana.
Jeszcze wczoraj myślałem, że nic nie powiem. Trudno dobrać jakiekolwiek słowa. Przypomniałem sobie Stary Testament i wezwanie do pocieszania. Chciałem was dzisiaj pocieszyć. Teraz, kiedy tego najbardziej potrzebujemy, Bóg niesie nas na swoich ramionach – dodał ksiądz odprawiający mszę za duszę chłopca.
Po Szymusiu pozostały wspomnienia, zdjęcia, ukochane zabawki i pustka, której nic nie zapełni. Pozostała też miłość – największa, najczystsza i wieczna. Taka, która nigdy nie zwiędnie.