Przełom w sprawie Jowity! Śledczy są pewni jednego. Rzeczy znalezione przy szczątkach należały do zaginionej

2026-07-21 10:15

Pojawiły się nowe, niezwykle ważne informacje w sprawie zaginięcia Jowity Zielińskiej z powiatu rypińskiego. Jak ustalił dziennikarz "Super Expressu", śledczy nie mają wątpliwości, że przedmioty odnalezione przy kobiecych szczątkach należały właśnie do 30-latki. Na odpowiedź na najważniejsze pytanie – czy znalezione kości to ciało Jowity – trzeba jednak jeszcze poczekać.

Śledztwo w sprawie makabrycznego odkrycia w lesie pod Rypinem przynosi kolejne ustalenia. Jak dowiedział się dziennikarz "Super Expressu" od jednego ze śledczych, rzeczy zabezpieczone przy odnalezionych szczątkach na 100% należały do Jowity Zielińskiej. To pierwszy tak jednoznaczny sygnał, że tragiczne odkrycie może mieć związek z zaginięciem kobiety sprzed dwóch lat.

Czytaj: Zwłoki Jowity Zielińskiej zostały podrzucone?! Szokująca teoria profilera. „Sprawca chciał powiedzieć: Nic mi nie zrobicie”

Mimo tych ustaleń śledczy wciąż nie potwierdzają oficjalnie tożsamości odnalezionych szczątków. Kluczowe będą wyniki badań genetycznych.

Na chwilę obecną jest za wcześnie, aby stwierdzić, czy odnalezione szczątki należą do Jowity, ale jest duże prawdopodobieństwo, że tak właśnie jest – powiedziała nam w poniedziałek, 20 lipca prokurator Małgorzata Kręcicka, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Włocławku.

Materiał został już przekazany do specjalistycznych badań. Jak przekazała prokurator, na wyniki trzeba będzie poczekać od dwóch do trzech tygodni.

Policja: ciało mogło zostać podrzucone

Jak ustalił "Super Express", śledczy biorą również pod uwagę scenariusz, zgodnie z którym ciało kobiety zostało podrzucone do lasu już po jej śmierci. Na taką hipotezę ma wskazywać między innymi sposób ukrycia zwłok. Zostały one zakopane bardzo płytko, dlatego – zdaniem śledczych – ich odnalezienie prędzej czy później było nieuniknione. 

Dodatkowo jeden z profilerów kryminalnych dodaje, że sprawca mógł celowo podrzucić zwłoki właśnie w tym miejscu i w taki sposób, wysyłając śledczym prowokacyjny komunikat: – Nic mi nie zrobicie.

Zaginęła dwa lata temu. Do domu brakowało jej 200 metrów

6 lipca 2024 roku Jowita Zielińska wracała z pracy do domu. Około godziny 12.30 wyjechała z Rogowa rowerem i po drodze zatrzymała się jeszcze na cmentarzu. Monitoring potwierdził jej obecność, a świadkowie widzieli ją później jadącą w kierunku domu.

Do celu brakowało zaledwie około 200 metrów. Nigdy tam nie dotarła.

Przez wiele miesięcy policjanci, strażacy, ratownicy, leśnicy i setki ochotników przeczesywali lasy, pola, bagna i zbiorniki wodne. W akcję zaangażowano psy tropiące, psy do wyszukiwania zwłok oraz specjalistyczny sprzęt. Mimo ogromnych poszukiwań nie natrafiono na żaden ślad prowadzący do zaginionej.

Przełom wydawał się blisko 10 sierpnia 2024 roku, gdy w lesie w Wierzchowiskach odnaleziono zielony rower należący do Jowity. Leżał około pięciu kilometrów od jej domu, w miejscu, którego – według ustaleń śledczych – kobieta nie znała. Do dziś nie wiadomo, czy rower znajdował się tam od dnia zaginięcia, czy został podrzucony później.

Przez kolejne miesiące trwały zakrojone na ogromną skalę poszukiwania z udziałem policjantów, strażaków, ratowników i setek ochotników. Przełom nastąpił dopiero teraz, a dokładnie 18 lipca, po odnalezieniu kobiecych szczątków w lesie, około 500 metrów od domu zaginionej.

Ostateczną odpowiedź na pytanie, czy odnalezione szczątki należą do Jowity Zielińskiej, dadzą badania DNA.

Pokój Zbrodni - mordowali małżenstwa

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki