Do domu brakowało jej zaledwie 200 metrów. Do dziś nikt nie wie, co stało się z Jowitą

Minęły dwa lata od jednego z najbardziej tajemniczych zaginięć w Polsce. Jowita Zielińska zniknęła w biały dzień, zaledwie około 200 metrów od swojego domu. Mimo ogromnej akcji poszukiwawczej, odnalezienia jej roweru i wielu miesięcy śledztwa, do dziś nie wiadomo, co wydarzyło się 6 lipca 2024 roku.

6 lipca minęły dokładnie dwa lata od zaginięcia Jowity Zielińskiej. Od tamtego dnia nie pojawił się żaden pewny trop, który pozwoliłby odpowiedzieć na pytanie, co stało się z 32-latką. Jej bliscy wciąż żyją nadzieją, że prawda w końcu wyjdzie na jaw.

Jowita była spokojną i lubianą osobą. Pracowała w sklepie mięsnym w Rypinie, a wolny czas poświęcała rodzinie i codziennym wizytom na cmentarzu, gdzie odwiedzała grób swojego męża, który zmarł kilka lat wcześniej. Po jego śmierci została w domu teściów, z którymi łączyły ją bardzo bliskie relacje.

Dzień, który zmienił wszystko

6 lipca 2024 roku rozpoczął się jak każdy inny. Rano Jowita wyjechała zielonym rowerem do pracy. Po zakończeniu zmiany, około godziny 12.30, wróciła do Rogowa, skąd rowerem ruszyła w stronę domu w Lisinach. Po drodze, zgodnie ze swoim zwyczajem, zatrzymała się na cmentarzu. Monitoring potwierdził jej obecność. Później świadkowie widzieli ją jadącą w kierunku domu.

Do celu brakowało zaledwie około 200 metrów. Nigdy tam nie dotarła...

Tysiące hektarów przeszukane. Bez przełomu

Od pierwszych godzin po zaginięciu rozpoczęto zakrojone na szeroką skalę poszukiwania. W działania zaangażowani byli policjanci, strażacy, ratownicy, leśnicy, myśliwi, a także rodzina, sąsiedzi i liczni ochotnicy.

Przeszukiwano lasy, bagna, pola, akweny wodne i pustostany. Wykorzystano psy tropiące, psy do poszukiwania zwłok oraz sonar do sprawdzania zbiorników wodnych. Mimo ogromnego zaangażowania służb nie odnaleziono żadnego śladu, który doprowadziłby do rozwiązania zagadki.

Rower znaleziono miesiąc później

Przełom wydawał się blisko 10 sierpnia 2024 roku. Przypadkowa osoba natrafiła w lesie w miejscowości Wierzchowiska na ciemnozielony rower należący do Jowity.

Miejsce znajdowało się około pięciu kilometrów od jej domu i było ukryte przed wzrokiem osób przejeżdżających drogą.

Do dziś nie wiadomo, czy rower leżał tam od dnia zaginięcia, czy został podrzucony później. Pewne jest jedno – Jowita nie znała tego miejsca. Mimo kolejnych dokładnych przeszukań okolicy nie odnaleziono żadnych nowych śladów.

"Nie wierzymy, że chciała zniknąć"

Bliscy 32-latki nie mają wątpliwości, że Jowita nie zniknęła z własnej woli.

a.

6 lipca 2024 to kolejna data, która zapisała się na zawsze w naszej pamięci. Nie ma dnia, abyśmy nie myśleli o Jowicie. Chcielibyśmy poznać odpowiedź na pytanie, co stało się tamtego dnia? Gdzie jest Jowita, co się wydarzyło, że zniknęła kilometr od domu? Kim jest sprawca, który przyczynił się do jej zaginięcia? Nie wierzymy w to, aby Jowita chciała dobrowolnie zniknąć. Ale kimkolwiek jest sprawca, niech wie, że nie wszystkie ślady zdołał zatrzeć – mówią bliscy 32-latki, cytowani przez "Fakt".

Dwa lata po zaginięciu odpowiedzi wciąż nie ma. Pozostają jedynie pytania, ból rodziny i nadzieja, że jedna z najbardziej zagadkowych spraw ostatnich lat w końcu doczeka się wyjaśnienia.

Zabił Wojtka i podrzucił zwłoki przy cmentarzu. Potem pomagał w jego poszukiwaniach

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki