Spis treści
Sąd w Szczecinku wznowił proces pielęgniarki
W poniedziałek, 26 lutego, Sąd Rejonowy w Szczecinku miał ogłosić wyrok w sprawie Ewy B., oskarżonej o zaszczepienie 40 dzieci nieustaloną substancją. Jednak zamiast wyroku sędzia Katarzyna Brambor-Kwiatkowska wznowiła przewód sądowy, tłumacząc to koniecznością uzupełnienia materiału dowodowego.
Sąd powziął wątpliwości co do aktualności karty karnej oskarżonej, czyli informacji o karalności z Krajowego Rejestru Karnego. Kolejny termin rozprawy wyznaczono na 5 marca.
Pielęgniarka narażała dzieci na niebezpieczeństwo?
Prokuratura Okręgowa w Koszalinie oskarżyła Ewę B. o narażenie 40 dzieci, w większości niemowląt, na niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub utraty życia poprzez zaszczepienie ich nieustalonym preparatem. Kobieta miała pobierać od rodziców pieniądze za nierefundowaną szczepionkę skojarzoną, ale jej nie podawać.
Według śledczych, Ewa B. wprowadziła rodziców w błąd i doprowadziła do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, wyłudzając od nich łącznie nie mniej niż 16 tys. zł. Proceder miał trwać w latach 2016-2019, gdy oskarżona była pielęgniarką do spraw szczepień ochronnych w jednej ze szczecineckich przychodni.
Pielęgniarka nie przyznaje się do winy
Ewa B. na pierwszej rozprawie nie przyznała się do zarzucanych jej czynów.
- Nigdy mi się nie zdarzyło zaszczepić dziecka niewłaściwą substancją czy niezgodnie z kalendarzem szczepień. Szczepienia ochronne wykonywałam od prawie 30 lat – mówiła w sądzie.
Przyznała jednak, że przez rutynę mogła pomylić się we wpisie serii i daty podawanej szczepionki lub w ogóle ich nie wpisać w dokumentację medyczną dziecka.
Prokurator żąda kary więzienia i zakazu wykonywania zawodu
Podczas mów końcowych prok. Ewa Dziadczyk wniosła o uznanie oskarżonej za winną zarzucanych jej czynów i wymierzenie jej kary trzech lat pozbawienia wolności, grzywny oraz zakazu wykonywania zawodu pielęgniarki na pięć lat. Zażądała również naprawienia szkody poprzez zapłatę rodzicom pobranych od nich kwot.
Obrońca oskarżonej wniósł o uniewinnienie Ewy B., a w przypadku uznania jej winy – o karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu.
Jak wyszła na jaw afera szczepionkowa?
Sprawa wyszła na jaw w 2019 roku, gdy jedna z matek zorientowała się, że koszt szczepienia u pielęgniarki jest niższy niż cena tego preparatu w aptece. Zwróciła się bezpośrednio do producenta szczepionki, który poinformował, że nie wyprodukował szczepionki o takiej serii i numerze, jaką miało przyjąć jej dziecko.
Inny rodzic dowiedział się podczas wizyty lekarskiej, że ma źle prowadzoną książeczkę zdrowia dziecka, bez serii i numeru podanej szczepionki.