Spis treści
Od Traugutta na dwudziestozłotówce do światowej kariery
Kanior zaczynał w 1977 r., tuż po ukończeniu Wydziału Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych szukała rytownika – młody artysta dostał szansę życia. Przez rok uczył się techniki pod okiem starszego pracownika.
– Na początku dostałem do wykonania parę znaczków. Na Igrzyska Olimpijskie w Moskwie robiłem jakiś bloczek, potem znaczek o powstaniach śląskich. Tuż przed wydaniem nowej serii banknotów dostałem zlecenie na portret Romualda Traugutta na 20‑złotowym banknocie. To była moja największa praca dla PWPW – powiedział Kanior.
Już wtedy wiedział, że trafił na swoje miejsce.
– W tym zawodzie proces twórczy trwał miesiące, trzeba było znaleźć w sobie cierpliwość. Ja ją miałem – ocenił.
Berlin i przełomowy banknot 5‑markowy
Po czterech latach pracy w Warszawie Kanior wyemigrował do Berlina. Przez dwa lata był dokładnie sprawdzany, zanim przyjęto go do tamtejszej wytwórni papierów wartościowych. Został tam na 20 lat.
– Nie było łatwo, ale zostałem zaakceptowany i doceniony. Pracowałem bardzo dużo – wspomina.
Na przełomie lat 80. i 90., gdy upadł mur berliński, powstawała nowa seria niemieckich marek. Kanior wykonał portret pisarki Bettiny von Arnim na banknocie 5‑markowym.
– Ta praca otworzyła mi drzwi na świat. Zyskałem uznanie, awansowałem do czołówki. Robiłem już najbardziej skomplikowane ryty – przekazał.
Banknoty młodych państw: energia Gruzji i Armenii
Artysta z ogromną sympatią wspomina pracę dla Gruzji i Armenii.
– To były bardzo młode kraje, które wyzwoliły się spod kurateli Rosji, z mnóstwem energii i ambicji. Każdy szczegół serii był przemyślany. Praca nad nimi to była czysta przyjemność – zapewnił.
Ostatnie banknoty wykonane w Berlinie były dla Estonii.
Powrót do Polski i praca dla gigantów
Po dwóch dekadach w Berlinie Kanior odszedł z drukarni i nawiązał współpracę z monachijską wytwórnią – jedną z największych na świecie. Gdy Polska weszła do UE, wrócił do kraju i zamieszkał w Koszalinie. Pracuje zdalnie, przesyłając zakodowane projekty ze swojej pracowni.
– Marzyłem o takiej przyszłości, jaką zbudował sobie Czesław Słania. Był wolny i niezależny. To mi zawsze imponowało – przyznał.
Ponad 50 krajów i banknoty najwyżej oceniane na świecie
Kanior tworzył dla państw afrykańskich, azjatyckich, Ameryki Południowej. Jego prace są w obiegu w Izraelu, Arabii Saudyjskiej, Omanie, Armenii, Gruzji. W serii euro wykorzystano m.in. jego rysunki do nominałów 20 i 100 euro.
Tworzył też banknoty próbne prezentowane na targach zabezpieczeń. Jedno z najbardziej nietypowych zleceń przyszło ze Szwajcarii – portret Jimiego Hendriksa do serii „power flowers”.
– Rodzina muzyka zgodziła się na wykorzystanie wizerunku, ale za kwotę, której nawet szwajcarska firma nie chciała zapłacić. Ostatecznie zrobiłem portret dziewczyny – powiedział.
Od stalowej matrycy do tabletu
Kanior dzieli swoje 40 lat pracy na dwa etapy: tradycyjne rytownictwo i erę komputerową.
– Ja też rylczykiem wybierałem w płytce stalowej linie, kreseczki, punkciki. Potem czasy się zmieniły. Teraz nie robię rytów w stalowej matrycy, tylko na tablecie. Do bardzo skomplikowanej pracy potrzebuję ok. 4 tygodni, wcześniej to były miesiące – zaznaczył.
Nowe euro? „Widzę pomysł, nie banknot”
Choć nie brał udziału w konkursie Europejskiego Banku Centralnego, uważa jego formułę za świetną. Bardziej przemawiają do niego motywy kultury europejskiej niż przyrodnicze.
– To, co graficy pokazali, to dopiero propozycja. Nad tym trzeba byłoby jeszcze popracować. Nie widzę jeszcze banknotu. Widzę dopiero sam pomysł – skwitował.