Koszmar w Tatrach. Pogoda pokazała najgroźniejsze oblicze
Poranek 22 sierpnia 2019 roku nie zapowiadał kataklizmu. Pogoda była słoneczna, co zachęciło setki turystów do wyjścia na szlaki. Giewont, ze swoim monumentalnym, żelaznym krzyżem, od pokoleń stanowi główny cel tatrzańskich wycieczek. W okolicach południa na wąskiej ścieżce powstała kolejka chętnych do wejścia na szczyt. Ludzie cierpliwie czekali trzymając się metalowych łańcuchów, nikt nie przypuszczał, że za chwilę staną się one śmiertelnym zagrożeniem.
- Byliśmy już na górze, lunął deszcz. Zrobiło się piekielnie ślisko, a osoby, które były w japonkach i klapkach nie dały rady iść i blokowały szlak - opisywał „SE” następnego dnia pan Rafał, który trafił do szpitala. Pierwszy piorun zmroził wszystkich. Wyładowanie poszło po łańcuchu, więc ludzie, którzy się go trzymali, zostali rozrzuceni jak piłki pingpongowe.
- Jedna kobieta przed nami straciła przytomność. Mąż reanimował ją. Potem i jego uderzył piorun. Kobieta obok nas miała złamaną miednicę. Byli ludzie mniej ranni, z połamanymi nogami i rękami. Byli tacy jak ja - porażeni. Ja nie trzymałem się łańcucha tylko skały. Mimo to poparzyło mi rękę, brzuch i nogę. Buty, które miałem na sobie, zostały rozerwane i spalone - dodawał pan Rafał.
Czytaj więcej o tych zdarzeniach: Zabójcza burza w Tatrach. Pioruny na Giewoncie zabiły pięć osób
Ksiądz Jerzy: "Myślałem, że moja ziemska wędrówka dobiegła końca"
W samym centrum tego koszmaru znalazł się ksiądz Jerzy Kozłowski, młody kapłan z diecezji świdnickiej, który wszedł na Giewont z grupą młodzieży. Kiedy rozpętała się nawałnica, stał blisko metalowej konstrukcji krzyża. Pierwszy piorun uderzył bezpośrednio w jego plecy, wypalając w ubraniu i ciele głęboką ranę. Przewrócił go na kamienie. Kapłan na chwilę stracił przytomność. Gdy ją odzyskał, został trafiony przez kolejne dwa pioruny.
Sparaliżowało mu nogi oraz prawą ręki. - Myślałem, że moja ziemska wędrówka dobiega końca. Leżałem na kamieniu, wszędzie był dym. Zacząłem się modlić o szybką śmierć i skrócenie cierpienia - mówił ksiądz, który cudem ocalał.
W tym samym momencie wokół niego ludzie walczyli o przetrwanie. Wielu z nich również zostało rażonych piorunami, uderzającymi raz po raz w Giewont i metalowe elementy na nim umieszczone. Mimo ciężkich obrażeń kapłan znalazł w sobie siłę, by pełnić posługę duchową. Zaczął błogosławić ludzi, którzy za chwilę mogli stanąć przed obliczem Boga. Podniósł jedyną sprawną, lewą rękę i uczynił znak krzyża, głośno wypowiadając słowa absolucji zbiorowej – ogólnego rozgrzeszenia, które w Kościele katolickim jest udzielane w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia.
TOPR na ratunek. "Największa tego typu akcja"
Gdy na szczycie Giewontu szalała burza, na ratunek rannym ruszyli ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Ludzie płakali, niektórzy modlili się, inni siedzieli przerażeni. Ja zostałem zabrany przedostatnim śmigłowcem. Prosiłem, żeby ratownicy zabierali najciężej rannych, bo sam nie czułem bólu. A oni rozdawali nam folie termiczne, uspakajali, mówili, co mamy robić - wspominał pan Rafał.
Śmigłowce bez przerwy krążyły między Giewontem a lądowiskiem w Zakopanem, transportując dziesiątki poparzonych osób. Ksiądz Jerzy również trafił do szpitala. Lekarze rozpoczęli długą walkę o uratowanie jego zdrowia. Proces rekonwalescencji i bolesnej rehabilitacji trwał wiele miesięcy, jednak kapłan powoli odzyskiwał władzę w sparaliżowanych kończynach.
- To była największa tego typu akcja ratunkowa w Tatrach - ocenił później Jan Krzysztof, naczelnik TOPR. W sumie do szpitali w Małopolsce przetransportowano 157 osób. Miały urazy związane z porażeniem prądem, jak i mechaniczne, które powstały od upadku czy uderzeń o skały.
Nawałnica zebrała też śmiertelne żniwo. Po polskiej stronie Tatr pioruny zabiły 24-letnią Annę z Dolnego Śląska, która osierociła 4-letniego synka. Zginęła także 46-letnia kobieta z Mazowsza oraz dwoje dzieci: 10-letnia Julia spod Radomia, która w Zakopanem spędzała wakacje wraz z rodzicami i 10-letni Jaś z Tarnowa. Po słowackiej stronie Tatr zginęła jedna osoba.
Galeria ze zdjęciami: Podczas gwałtownej nawałnicy w Tatrach zginęło 5 osób, a 157 zostało rannych