Chwile grozy w BIEDRONCE. Ochroniarz DUSIŁ i brutalnie bił klienta. Wstrząsająca relacja

2020-11-25 14:06 Bartosz Wojsa
Kraków: Ochroniarz z Biedronki brutalnie pobił klienta. Pryskał gazem w oczy i dusił!
Autor: Google Maps Kraków: Ochroniarz z Biedronki brutalnie pobił klienta. Pryskał gazem w oczy i dusił!

Ochroniarz z Biedronki znajdującej się przy ul. Joselewicza 28 w Krakowie miał brutalnie pobić klienta, bo myślał, że ukradł coś ze sklepu. Bił go, szarpał, dusił, przyciskał do chodnika i pryskał gazem w oczy. Dopiero na koniec sprawdził kieszenie mężczyzny i okazało się, że miał on w nich paragon, będący dowodem na to, że niczego nie ukradł. Relacja jest wstrząsająca! Mamy stanowisko Biedronki.

Kraków. Ochroniarz z Biedronki brutalnie pobił klienta

Pan Georgii zamieścił w sieci wstrząsającą relację z pobicia, którego miał dokonać ochroniarz z Biedronki znajdującej się przy ul. Joselewicza 28 w Krakowie. Mężczyzna wybrał się tam w poniedziałek, 23 listopada, by kupić swojej siostrze prezent z okazji 15. urodzin. Gdy zrobił zakupy, opuścił sklep i ruszył w stronę przystanku, nagle został zaatakowany. "Byłem już prawie na przystanku, kiedy poczułem trzy mocne uderzenia w plecy - obróciłem się, zobaczyłem grubego mężczyznę lat 25, który chwycił mnie za ręce i próbował coś z nimi zrobić. Tępo stałem przez kilka sekund, po czym uświadomiłem sobie, że mam do czynienia z ochraniarzem, tak pisało na jego specyficznym stroju. Po tym jak zrozumiałem, kim jest ten pan, zapytałem się go z charakterystycznym wschodnim akcentem (no bo inaczej nie potrafię), co się w ogóle tutaj dzieje. Usłyszawszy obce dźwięki, ten pan powalił mnie na ziemię, usiadł na moim kręgosłupie i zaczął zakładać na mnie kajdanki. Ja natomiast, wetknięty twarzą do chodnika, dalej wypytywałem, co się dzieje i prosiłem mnie puścić", czytamy we wstrząsającej relacji pobitego. 

Kraków. Ochroniarz z Biedronki pryskał gazem w oczy i dusił na chodniku

Jak wynika z relacji, ochroniarz nie puścił mężczyzny, zaczął go mocno naciskać swym kolanem i dusić na chodniku. Pan Georgii wołał o pomoc przechodniów, ale nikt się nie zatrzymał. "Nikt mi nie pomógł. Dosłownie nikt. Krakowianie przechodzili obok mnie, nawet nie zwracając uwagi. I chociaż nie udało mi się uzyskać reakcji tłumu, reakcja kretyna, który mnie dusił, była błyskawiczna. Warknął do mnie: „Zamknij się ty k**wa Ukraińcu”, po czym zalał moje oczy obfitą porcją gazu pieprzowego. I ja się zamknąłem, bo nie chciałem dostać jeszcze", czytamy. Poszkodowany od początku miał krzyczeć, że ma paragon w kieszeni i niczego nie ukradł. Dopiero na sam koniec, gdy ochroniarz w kajdankach zaprowadził go do sklepu, zostało to sprawdzone. I faktycznie: paragon był. 

Kraków. Ochroniarz z Biedronki dopiero po pobiciu sprawdził paragon mężczyzny

"Popatrzywszy na pomiętą kartkę przez minutę, zdjął ze mnie kajdanki i wypchał z powrotem na halę sklepu. Nie powiedział do mnie nic. Ani przeprosił, ani powiedział, że się pomylił - po prostu mnie wypchał", relacjonuje pan Georgii. Pojawiła się kierowniczka sklepu, ale odmówiła mu pomocy. Dopiero, jak zadzwonił na policję, pozwolono mu przemyć oczy wodą. "Policjanci wzięli mój dowód, wprowadzili jakieś dane do systemu, poprosili o dowód tego chorego psychicznie ochraniarza i tyle. Zostałem poinformowany, żeby wszcząć postępowanie muszę stawić się osobiście na komisariacie na ul. Szerokiej. Poszedłem więc tam", czytamy we wpisie. Ostatecznie policjanci i tak nie spisali interwencji, bo wymagali od poszkodowanego karty informacyjnej ze szpitala. Pan Georgii ją załatwił i wrócił na komisariat. Złożył zeznania, odesłano go do domu. - Nikt mnie nie przeprosił, poczynając od tego ochraniarza-sadysty-ksenofoby, a kończąc na kierowniku sklepu. Zostałem pobity i poniżony, a wszystko wygląda na to, że nikt nie poniesie żadnych konsekwencji. Zajście miało miejsce w sklepie Biedronka na Joselewicza 28 - pisze pan Georgii. 

Kraków. Biedronka reaguje po pobiciu klienta. Mamy stanowisko sieci sklepów

Policjanci w Krakowie rzeczywiście odnotowali tego typu zdarzenie, ale nic więcej na jego temat nie mogą powiedzieć. Bardziej rozmowna jest za to sieć sklepu Biedronka, z którą się skontaktowaliśmy. - Od momentu otrzymania pierwszego sygnału gruntownie analizujemy tę sprawę, nadając jej wyjaśnieniu absolutny priorytet. Wyrażamy ubolewanie zdarzeniem, które nigdy nie powinno mieć miejsca, i kierujemy najgłębsze przeprosimy do naszego Klienta. Nie ma i nie będzie naszej zgody na takie zachowanie, a pracownik zewnętrznej agencji ochrony Argus nigdy więcej nie będzie pracował w naszych sklepach. Jednocześnie poprosiliśmy kierownictwo agencji ochrony o zdecydowane działania celem uniknięcia takich sytuacji w przyszłości - czytamy w przesłanym do "Super Expressu" oświadczeniu. 

Tragiczny pożar w Rudniku. Zginęło dwóch niepełnosprawnych