Spis treści
Alarm bombowy w Szpitalu Narutowicza w Krakowie
Trwa operacja służb w krakowskim Szpitalu im. Narutowicza po odebraniu w piątek, 26 czerwca, wiadomości o rzekomym ładunku wybuchowym. Mimo że wiarygodność tego zawiadomienia oceniana jest jako niska, mundurowi szczegółowo przeszukują budynek. To tylko jeden z wielu podobnych incydentów, które w ostatnim czasie sparaliżowały pracę różnych placówek w okolicy. O ewentualnym wyprowadzeniu ludzi ze szpitala zadecyduje jego dyrekcja.
Polecany artykuł:
Służby sprawdzają Szpital Narutowicza w poszukiwaniu ładunków wybuchowych
Aktualnie śledczy próbują zidentyfikować nadawcę fałszywych wiadomości o bombach. Według ustaleń małopolskiej policji, analogiczne groźby trafiły do wielu instytucji publicznych. Tego typu "informacje kaskadowe", rozsyłane zazwyczaj z jednego adresu, traktowane są z dużą rezerwą. Mimo to, każda taka sytuacja wymaga wnikliwej weryfikacji, dlatego policyjni pirotechnicy precyzyjnie przeczesują krakowski Szpital Narutowicza, upewniając się, że nie ma tam żadnego niebezpieczeństwa.
Sytuacja ta to ogromny problem dla osób potrzebujących pomocy medycznej. Z relacji "Gazety Krakowskiej" wynika, że mundurowi odgrodzili teren przed szpitalem taśmami, uniemożliwiając wstęp osobom trzecim. Pacjenci z wyznaczonymi na dziś wizytami muszą oczekiwać przed budynkiem na finał działań policyjnych, podczas gdy pozostali są po prostu odsyłani.
Fałszywe alarmy dezorganizują pracę urzędów w Polsce
Problem fałszywych zawiadomień o zagrożeniu dotyka nie tylko Małopolskę, ale całą Polskę. Chociaż najczęściej alarmy okazują się fałszywe, to w celu zagwarantowania bezpieczeństwa społeczeństwa każda groźba jest sprawdzana. "Gazeta Krakowska" podaje również, że w wyniku podobnego zgłoszenia konieczna była ewakuacja urzędu gminy w Kluczach.