"Policjant chciał mnie udusić": Kontrowersyjne nagranie Wardęgi w Krakowie. Jak było naprawdę? [WIDEO]

2017-01-18 12:42 Sylwia Adamczyk
Sylwester Wardęga
Autor: YouTube Sylwester Wardęga

Sylwester Wardęga, znany youtuber, opublikował wideo z Krakowa zatytułowane "Policjant chciał mnie udusić". Nagranie wywołało spore kontrowersje. Zdania internautów są podzielone. Jak było naprawdę? Znamy aktualne stanowisko policji i analizujemy wideo.


80 zł za wjazd na dworzec

Cała akcja rozpoczęła się od wjazdu Wardęgi na płytę dworca. To znana krakowskim kierowcom "pułapka". Za omyłkowy wjazd samochodem na ten teren grozi kara finansowa w wysokości 80 zł. Egzekwują ją ochroniarze. Taki jest regulamin obiektu.

Youtuber nie chce zapłacić, a na miejscu pojawia się policja. Wardęga dostaje mandat w wysokości 100 zł. Za co? Jak tłumaczy nam  mł. insp. Sebastian Gleń, rzecznik prasowy krakowskiej policji, mandat wystawiono za wjazd na drogę, na której obowiązuje zakaz ruchu. Youtuber mandatu nie przyjmuje. Na nagraniu słyszymy, jak policjant mówi w tym momencie: "Dobrze, proszę zaczekać. Wręczę panu wezwanie".

"Jeden z policjantów zaczął mnie dusić" 

Tutaj zaczyna się kluczowa część filmu. Wardęga relacjonuje, że do samochodu poszedł chłopak, który poprosił o zdjęcie. - Czekałem aż policjant wróci, więc nie wydało mi się nic złego w tym, żebym wyszedł z samochodu i zrobił sobie to zdjęcie - mówi w nagraniu youtuber. Wysiada z auta, prawdopodobnie nie zdając sobie sprawy, że... zgodnie z prawem, nie powinien tego robić. - W takiej sytuacji kierujący pojazdem lub pasażer pojazdu mogą wysiąść tylko za pozwoleniem kontrolującego. Tym bardziej, że tam odbywa się ruch - tłumaczy nam rzecznik Gleń. 

Potem funkcjonariusze zabierają Sylwestra Wardęgę do policyjnego wozu. Ale co działo się bezpośrednio przedtem? Tego na nagraniu nie widać.

- Wydarzyła się sytuacja, której sam do końca nie rozumiem. Policjanci prowadzą mnie do auta, chcą mnie do tego auta już włożyć, a nagle postanawiają złapać mnie za szyję i pokazać, kto tutaj rządzi - relacjonuje youtuber w swoim nagraniu. 

Widać, jak Wardęga stawia opór, uśmiecha się. Trudno ocenić tę sytuację jednoznacznie. Nie wiadomo, na ile reakcja policji była uzasadniona. - W przypadkach konieczności pokonania biernego oporu możemy użyć przymusu. Także w przypadku konieczności wyegzekwowania polecenia wydanego zgodnie z prawem przez policjanta - wyjaśnia nam mł. insp. Gleń. 

Reakcja funkcjonariuszy jest zdecydowana i brutalna. - Jeden z policjantów zaczął mnie dusić chwytając za szyję i kładąc się całym ciężarem ciała na moich rękach, a drugi chciał te ręce wyjąć i założyć na nie kajdanki - opowiada Wardęga. Jak mówi youtuber, w pewnym momencie zaczął nawet tracić przytomność. 

- Zupełnie nie rozumiem, po co oni nagle zaczęli wzywać wsparcie - mówi dalej w swoim nagraniu. Tę sytuację tłumaczy rzecznik policji. - Wezwanie posiłków było zasadne, żeby zapewnić bezpieczeństwo w otoczeniu - mówi. Jak dodaje, chodzi o fakt, że w okolicy odbywa się ruch drogowy, jeżdżą tamtędy autobusy. Prawdopodobnie nie chodziło więc o wsparcie w samym obezwładnieniu youtubera. 

Całe nagranie kończy się siłowym wprowadzeniem Wardęgi do policyjnego wozu. 

Zdania internautów podzielone. Głos zabiera Stonoga

W komentarzach pod filmem znajdujemy różne głosy. Jedni popierają youtubera. - Policja zamiast pomagać obywatelom to jeszcze robi wszystko, aby im uprzykrzyć życie - piszą. Inni zarzucają Wardędze prowokację. - Mówisz, ze prowadzą Cię do auta po czym nagle zaczynają Cię dusić. Widać, że stawiasz opór z uśmiechem na twarzy i nie wykonujesz poleceń dobrowolnie. Ch*****, że właściciel parkingu pobiera takie opłaty, ale powinieneś mieć pretensje do niego a nie do policjantów, którzy przyjechali. Nie pokazujesz całego materiału, tylko wycięte sceny. Policjant z którym rozmawiałeś siedząc w aucie na początku bardzo pozytywnie do Ciebie nastawiony - czytamy w jednym z komentarzy. 

Głos w sprawie zabrał Zbigniew Stonoga, zwracając się na swoim fanpage'u na Facebooku do Sylwestra Wardęgi. - Uważam iż uznał Pan swoją kamerę za immunitet i krok po kroku wyprowadzał Pan tych młodych i grzecznych chłopaków z równowagi. Jesli zaś chodzi o użyte wobec Pana środki przymusu bezpośredniego, to przecież walczył Pan o ich zastosowanie od momentu prowadzenia do radiowozu aż do jego drzwi. Przecież wprost widać iż usztywnia się Pan, nie wykonując polecenia policjantów którzy dokonali Pańskiego zatrzymania. Przykre w tym wszystkim jest to, że Pan za ten filmik dostanie jakieś 4000 zł a ci Policjanci będą w większości narażali swoje życie za gówniane 2870 zł - pisze Stonoga. 

- Odszczekam to wszystko co tutaj napisałem jak pies w zadany mi przez Pana sposób, jeśli pokaże Pan nam wszystkim całość filmu bez montażu, a jeśli jest tak jak napisałem, to pojedzie Pan ze mną i przy mojej kamerze ich przeprosi zaś uzyskane z YT środki wpłaci na rzecz organizacji pomocy dla rodzin poległych policjantów. Co Pan na to? - kończy swój post Stonoga. 


Sprawa jest wyjaśniana

- Prowadzimy czynności wyjaśniające te sprawę. Zbadamy zasadność i sposób wykonania tej interwencji - mówi nam rzecznik Sebastian Gleń. Nie uzyskamy dziś komentarzy od policjantów z nagrania - nie ma ich dzisiaj w pracy. 

Wyjaśnienie tej sprawy nie będzie wcale łatwe, bo prawdopodobnie w tej chwili nie ma już dostępu do nagrań z monitoringu z krakowskiego dworca. Okazuje się bowiem, że do całego zdarzenia doszło... w listopadzie. Sylwester Wardęga swoje nagranie opublikował w sieci 17 stycznia. 

>>> W samym centrum Krakowa diler zaproponował narkotyki... policjantom!