ZMASAKROWAŁ własną żonę. Sąd skazał kata, a prokurator chce KASACJI wyroku!

2020-10-29 21:06 AC

Kopał ją po całym ciele, okładał pięściami, nożem obcinał włosy. W kilka minut zmasakrował własną żonę i tylko sekundy dzieliły ją od śmierci. Paweł W., syn znanego krakowskiego lekarza, został skazany na 11,5 roku więzienia za usiłowanie zabójstwa żony. Prokurator, który początkowo chciał takiego wyroku, teraz przychyla się do wniosku skazanych o kasację wyroku - poinformowała Uwaga TVN. Teraz skatowana Marta Diener boi się o własne bezpieczeństwo.

Do brutalnej zbrodni doszło w 2016 roku. Marta Diener została zaatakowana w domu przez swojego męża oraz jego kolegę. Było to krwawe ukoronowanie związku, który przynajmniej na początku zapowiadał się bajkowo. Oprawcy skakali kobiecie po głowie, złamali kręgosłup, zmiażdżyli kręgi. Pomogła jej policja, którą wezwała w ostatniej chwili. I to właśnie policjanci uratowali jej życie.

Pani Marta przez cztery lata walczyła o sprawiedliwość i musiała udowadniać przed sądem, że napaść była usiłowaniem zabójstwa. Akt oskarżenia, który przygotował Mariusz Boroń, naczelnik II Wydziału Śledczego Prokuratury Okręgowej w Krakowie jasno wskazywał, że doszło do usiłowania zabójstwa. Prawomocny wyrok 11,5 roku więzienia dla Pawła W. oraz 9 lat dla jego kolegi miał zakończyć sprawę i gehennę ofiary.

Spokój trwał jednak jedynie dziesięć miesięcy.

- Po przebudzeniu zobaczyłam wiadomość od profesora Ćwiąkalskiego, który poinformował mnie o skandalicznej decyzji prokuratora Boronia, który wniósł o uchylenie wyroku. Pomyślałam w pierwszej chwili, że to zły sen. Niestety to nie był sen, a życie znów przewraca mi się do góry nogami – opowiada Marta Diener w programie Uwaga TVN.

Ten sam prokurator, który początkowo argumentował usiłowanie zabójstwa, teraz przygotował kilkudziesięciostronicowy dokument, w którym opowiada się za kasacją wyroku i twierdzi, że skazani nie chcieli zabić, a jedynie pobić i upokorzyć panią Martę.

Zdaniem prokuratora, sąd powinien teraz teraz na nowo rozpatrzyć cały proces. Tymczasem Marta Diener wciąż cierpi po okrutnej zbrodni.

- Cały czas jestem na lekach. Jestem sztucznie podtrzymywana, ale wolę tak, niż leżeć i nie mieć siły podnieść ręki. Zdarza się, że muszę zadzwonić po kogoś, by zajął się dziećmi, bo nie mam siły wstać do toalety - opowiada w Uwadze TVN.

I dodaje, że do czasu rozprawy kasacyjnej znów będzie żyć w niepewności, bo "może się wydarzyć wszystko".

Polonez na protestach. "Będzie dobrze" Adama Federa, odc. 144