- Tragiczna śmierć 10-letniego Timiego, ukraińskiego uchodźcy, wstrząsnęła Ostródą, ujawniając zaniedbania ratowników.
- Dwóch ratowników oskarżono o nieumyślne spowodowanie śmierci i narażenie życia, po tym jak chłopiec utonął, a akcja ratunkowa rozpoczęła się z opóźnieniem.
- Sprawa ujawniła kontrowersje związane z lokalnym wymiarem sprawiedliwości i powiązaniami oskarżonych. Czy Sąd Najwyższy zapewni sprawiedliwość?
Timi, 10-letni chłopiec z Ukrainy, przyjechał do Polski z mamą i siostrą, uciekając przed dramatem wojny. Była to podróż w poszukiwaniu nadziei, spokoju i nowego początku. Wierzyli, że Polska będzie azylem, gdzie mogą stworzyć szczęśliwe życie.
- Planowaliśmy tu żyć. Ja miałam pracować, a dzieci zdobywać wykształcenie. Polska miała być naszym bezpiecznym miejscem. Teraz wszystko się zawaliło – mówiła w rozmowie z "Super Expressem" Anna C., matka Timiego. Kiedy wspomina ukochanego syna, ma łzy w oczach.
Timi uczęszczał do Szkoły Podstawowej nr 2 w Ostródzie, gdzie szybko zaskarbił sobie sympatię nauczycieli i rówieśników. Koleżanki i koledzy z klasy wciąż nie mogą pogodzić się z jego stratą. – Był radosnym, zdolnym uczniem. Zawsze tryskał energią – wspomina jego nauczycielka, nie kryjąc wzruszenia.
Tragedia wydarzyła się pod koniec sierpnia 2023 roku, w upalny, letni dzień. Jezioro Sajmino, zwane przez mieszkańców Ostródy jeziorem Kajkowskim, tego dnia przyciągało setki ludzi spragnionych wypoczynku. Wśród nich był Timi, bawiący się pod opieką znajomej matki. Plaża była pełna, śmiech dzieci niósł się nad taflą wody. Nad bezpieczeństwem plażowiczów mieli czuwać ratownicy — Katarzyna P. i Piotr J.
Śledztwo ujawniło przerażającą prawdę. Ratownicy pełniący wtedy dyżur to 29-letnia Katarzyna J. i 52-letni Piotr J., członek policyjnego klubu sportowego „Mazury”, działającego przy Komendzie Powiatowej Policji w Ostródzie. Zdaniem prokuratury, nie dopełnili swoich obowiązków:
- dyżur pełnili z jednego, źle wyznaczonego stanowiska,
- nie nadzorowali wody ani z lądu, ani z tafli jeziora,
- nie reagowali na łamanie regulaminu,
- nie rozpoczęli akcji ratunkowej, gdy chłopiec zniknął pod wodą.
- Ratownicy nieprawidłowo obserwowali kąpielisko, nie zauważyli topiącego się chłopca. Narażali na śmierć każdego, kto tego dnia wszedł do wody – podkreśliła Ewa Ziębka, rzecznik Prokuratury Okręgowej z Elbląga. - Gdyby patrzyli, gdyby choć przez chwilę poczuli, że ich praca to nie tylko obowiązek, ale misja, Timi mógłby dzisiaj żyć – wspominała reporterowi "Super Expressu" pani Paulina, która feralnego dnia była na ostródzkiej plaży.
Droga do sprawiedliwości to droga przez mękę. Początkowo śledztwo prowadzili policjanci z Ostródy. Znali się z ratownikami, którym dziś prokuratura stawia zarzuty. Działali oni razem w Policyjnym Klubie Sportowym „Mazury”, istniejącym przy Komendzie Powiatowej Policji w Ostródzie. Pracowali nad sprawą, choć powinni być wyłączeni z postępowania. Dopiero po licznych publikacjach medialnych sprawa trafiła KPP w Iławie.
Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Ostródzie w kwietniu 2025 r. Terminu rozprawy nie wyznaczono. Dlaczego? Bo Piotr J. jest „dobrze znany” wielu sędziom z Ostródy. Cały sąd chciał się wyłączyć. Przekazano wniosek do Sądu Najwyższego. Ten przed kilkoma tygodniami powiedział: dość! Sąd Najwyższy nie zostawił suchej nitki na tłumaczeniach Ostródy. Zacytujemy fragmenty, które mówią same za siebie:
- "Sąd powinien mieć na uwadze, by nie stwarzać wrażenia, że unika prowadzenia danej sprawy, niejako szukając do tego pretekstu.”
- „Autorytet wymiaru sprawiedliwości wymaga, aby sąd miejscowo właściwy nie uchylał się od prowadzenia tej kłopotliwej sprawy.”
- „To właśnie mierząc się z tego rodzaju niewygodnymi sprawami, sądy mogą wykazać, że są zdolne stać na wysokości powierzonych im przez ustawy zadań.”
Sąd Najwyższy uznał, że nie ma wystarczających podstaw, by przekazywać sprawę gdzie indziej. - W sądzie w Ostródzie orzeka 17 sędziów – jeśli część się zna z Piotrem J., to pozostali mogą i powinni zająć się sprawą - argumentował dalej Sędzia Sądu Najwyższego.
- Nie każdy kontakt to od razu powód do wyłączenia. Sprawa nie dotyczy pracownika sądu, lecz osoby znanej w lokalnym środowisku – zauważył sąd. Wymiar sprawiedliwości nie może uchylać się od trudnych spraw.
Najbardziej bulwersować może fakt, że Timi leżał na dnie jeziora przez ponad 40 minut. Czterdzieści długich minut, w których życie chłopca powoli gasło. Koleżanka chłopca widząca tragedię zgłaszała jednemu z ratowników, że Timi utonął, ale jej apel o ratunek został zignorowany. Dopiero po upływie niemal trzech kwadransów rozpoczęto akcję ratunkową, której finał mógł być niestety tylko jeden. – Mogę potwierdzić, że od pierwszego zgłoszenia świadka do czasu rozpoczęcia poszukiwań minęło ponad 40 minut – dodaje wyraźnie prokurator Ziębka.
Były policjant, pracujący w zawodzie ponad 20 lat, nie wierzy, że winni odpowiedzą za śmierć Timiego. - Wiem z doświadczenia, że czym dłużej postępowanie przygotowawcze trwa, tym maleje szansa na jego wyjaśnienie. Świadkowie zapominają, czasem umierają albo emigrują i prokurator z uwagi na brak dowodów, nierzadko musi śledztwo umorzyć - mówił w 2024 r. nasz rozmówca. Minęło kilkanaście miesięcy od tej rozmowy, a sprawa dalej tkwi w miejscu. Ratownicy usłyszeli zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci oraz narażenia życia (art. 160 § 2 i 3 kk w zb. z art. 155 kk). Grozi im od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.