Wtorkowe popołudnie (8 września) w Iławie zapowiadało się spokojnie. Aż do godz. 15.23. Wtedy do strażaków dotarło zgłoszenie o wielkim, brązowym i nakrapianym wężu, który pojawił się na jezdni w rejonie ulicy Wojska Polskiego, pomiędzy szpitalem a urzędem skarbowym.
Na pierwszy rzut oka sytuacja mogła zmrozić krew w żyłach. W zgłoszeniu była mowa o ogromnej żmii. Tyle że szybko wyszło na jaw, że „gość” przy skarbówce przyjechał do Iławy jakby z zupełnie innej strefy klimatycznej. To był boa dusiciel.
Strażacy ruszyli na łowy
Na miejsce pojechali iławscy strażacy. Zadanie nie należało do tych, które wykonują codziennie. Pożary, wypadki, powalone drzewa? Owszem. Ale półtorametrowy dusiciel spacerujący po mieście to już zupełnie inna liga.
– Działania iławskich strażaków polegały na odpowiednim zabezpieczeniu miejsca zdarzenia, a następnie bezpiecznym schwytaniu zwierzęcia do plastikowego pojemnika – relacjonuje mł. bryg. Piotr Szysler, zastępca komendanta powiatowego PSP w Iławie.
Boa dał się schwytać i w plastikowym pojemniku ruszył w kolejną podróż. Tym razem strażackim samochodem prosto do komendy przy ul. Wyszyńskiego. Właściciel? Ani widu, ani słychu. Nikt się po egzotyczną zgubę nie zgłosił. Nie udało się też ustalić, by ktoś w Iławie lub powiecie miał oficjalnie zarejestrowanego takiego węża.
Klimatyzacja była. Myszy zabrakło
Strażacy nie mogli przecież zostawić gada bez opieki. Boa dostał więc nocleg w komendzie. I to całkiem przyzwoity.Trafił do klimatyzowanego pomieszczenia stanowiska kierowania, gdzie przez całą dobę pracują panie przyjmujące zgłoszenia i dysponujące jednostki straży pożarnej na terenie powiatu iławskiego. Niezwykły lokator miał więc całodobowy dozór i towarzystwo. Była woda, odpowiednia temperatura i bezpieczne miejsce. Gorzej poszło z kolacją.Strażacy próbowali znaleźć dla niego coś odpowiedniego, ale na przeszkodzie stanął... ich własny kot.
Komendowy mruczek najwyraźniej bardzo poważnie traktuje swoje obowiązki i wcześniej rozprawił się z myszami tak skutecznie, że dla boa nie została ani jedna. Egzotyczny gość musiał więc pójść spać bez kolacji.
Rano wąż zmienił opiekunów
W środę, 9 września około godz. 8 boa opuścił strażacką komendę. Odebrali go pracownicy miejskich służb. Gada obejrzał weterynarz, który ocenił, że jest to młody osobnik w dobrym stanie.
Teraz przed iławskimi urzędnikami kolejne zadanie: znaleźć mu bezpieczny i legalny dom. Pod uwagę brane są placówki zajmujące się zwierzętami egzotycznymi, ogród zoologiczny lub doświadczony hodowca. Niewykluczone, że boa trafi ostatecznie do Gdańska.
Iława już kiedyś miała wężowy alarm
Co ciekawe, to nie pierwsza taka historia w Iławie. W marcu 2011 roku ogromny wąż wydostał się z paczki przewożonej pociągiem relacji Gdynia–Zakopane. Miał około 3,5 metra długości.
Gad wyrwał się z zabezpieczenia podczas podróży, a jego niespodziewany spacer wywołał niemałe zamieszanie. Pociąg zatrzymano w Iławie. W trakcie sprawdzania przesyłek odnaleziono jeszcze drugiego, mniejszego węża, mierzącego około półtora metra. Oba miały trafić do odbiorcy z Nowego Sącza.
Pasażerowie zamiast spokojnej jazdy dostali wtedy atrakcję jak z filmu przygodowego. Teraz, po 15 latach, Iława znów ma swoją wężową historię.
Tym razem bez pociągu, bez przesyłki i bez wagonowego zamieszania. Za to z urzędem skarbowym w tle. I tak historia pięknie zatoczyła koło. Bo kiedy mówi się, że skarbówka potrafi człowiekowi „wyciągnąć węża z kieszeni”, to zwykle tylko żart. W Iławie nie trzeba było jednak niczego wyciągać z kieszeni. Wąż sam przyszedł pod skarbówkę.