Napad na kantor w Olsztynie. Ukradli ponad 2 miliony złotych! Były policjant obmyślił "napad doskonały"

2021-03-24 9:24 PAP sch
Sejf
Autor: Pixabay W Olsztynie były policjant obmyślił plan "napadu doskonałego". Złodzieje ukradli ponad 2 miliony złotych.

To historia niczym z hollywoodzkiego filmu o przebiegłych i błyskotliwych rabusiach. Wszystko wydarzyło się jednak nie w USA, a w Olsztynie. W środę (24 marca) przed tamtejszym sądem rejonowym ma rozpocząć się proces czterech mężczyzn, którzy napadli na kantor i zrabowali ponad 2,5 mln zł. Operacją kierował były policjant i niewiele brakowało, aby był to napad doskonały. Z aktu oskarżenia w tej sprawie wynika, że główny oskarżony w olsztyńskiej komendzie był zastępcą naczelnika i przez wiele lat z sukcesami tropił m.in. dealerów narkotyków. Z pracy w policji musiał odejść po tym, gdy wyszło na jaw, że jego podwładni biją zatrzymanych.

"Napad idealny" w Olsztynie. Rabusie układali plan przez rok

Zastępca naczelnika otrzymał w tej sprawie zarzuty dotyczące braku nadzoru nad podwładnymi policjantami. Proces w tej sprawie trwa przed sądem w Ostródzie.

Po zdjęciu munduru były policjant zatrudnił się w firmie ochroniarskiej. Przez co najmniej rok układał misterny plan napadu na kantor w samym centrum Olsztyna - nieopodal siedziby Prokuratury Okręgowej i jednej z komend policji. Mimo sąsiedztwa tych instytucji kantor wybrano bardzo rozważnie - wokół są stare kamienice, których podwórka nie są objęte monitoringiem miejskich kamer. Niemal niepostrzeżenie można pokonać w ten sposób kilka ulic w centrum miasta. Ten element topografii wykorzystano w planowaniu napadu.

Do zrealizowania "napadu doskonałego" policjant zaangażował swojego brata i dwóch kolegów, z których jeden pracował w kantorze - tym samym, który został obrabowany.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Napad na kantor w Olsztynie. "Mózgiem" gangu były policjant! Proces bez udziału mediów

Plan napadu niczym z hollywoodzkiego filmu

Do napadu doszło we wrześniu 2019 r., ale już w styczniu brat pomysłodawcy namówił bezdomnego z Ostródy do kupienia dwóch telefonów komórkowych. Mężczyzna miał za to otrzymać 100 zł ale, gdy kupił telefony dostał "za przysługę" 15 zł. Przez kilka miesięcy telefony te leżały w pudełkach, użyto ich dopiero do zrealizowania napadu.

Pracownikowi kantoru przydzielono kilka kluczowych ról. Przede wszystkim miał pilnować, kiedy w kantorze są pełne sejfy i jakie kody je otwierają. Miał też poznać kod dezaktywujący alarm w kantorze. Największa rola polegała na dorobieniu ogromnego pęku kluczy do kantoru, którymi dysponowała koleżanka, z którą pracował.

Kobieta skrzętnie pilnowała kluczy. Żeby je dorobić, pracownik kantoru musiał posiłkować się pomocą byłego policjanta. Ten najpierw zaprzyjaźnił się z pracownicą kantoru, a następnie zapraszał ją np. na kawę. W tym czasie pracownik kantoru dorabiał klucze w najbliższych punktach ślusarskich.

CZYTAJ TEŻ: Olsztyn: Wpadł do kantoru i STRZELAŁ do ludzi! Może dostać nawet DOŻYWOCIE. Nowe fakty [WIDEO, ZDJĘCIA]

Napad na kantor w Olsztynie. Sprawca zatrzymany

Rabusie chcieli zrzucić winę na pracownicę

Mężczyźni zamierzali napaść na kantor, zwyczajnie otwierając drzwi kluczem i dezaktywując kod do sejfu (aby nie wzbudzać podejrzeń przechodniów). Wiedzieli, że prowadzący śledztwo od razu zapytają o to, kto miał klucze i znał kody. Dlatego przez wiele miesięcy po napadzie naprowadzali policję na trop pracownicy kantoru, której podkradali klucze.

Do napadu doszło kilka minut po godz. 22 w sobotę, 21 września 2019 roku. Kilka godzin wcześniej do byłego policjanta, teraz ochroniarza, przyjechał pracownik kantoru. Kamery nagrały, jak wjechał do jego garażu. Następnie obaj panowie, którzy rzekomo mieli naprawiać zepsute auto, poszli do sklepu po piwo - zapłacili kartą, by ich transakcja się zarejestrowała i w razie podejrzeń dała im alibi.

Kamery nagrały też, że wkrótce dołączył do nich brat byłego policjanta, który na stacji benzynowej kupił im hot-dogi. Także zapłacił kartą. Miejski monitoring nagrał, jak mężczyzna przywiózł przekąski i wrócił do domu. Tyle tylko, że w drodze powrotnej zajechał w pobliże kantoru, co zupełnie było nie po drodze.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Olsztyn. POGROM na nekropolii! Zdewastowane groby DZIECI! 38-latek zatrzymany. TAJEMNICZY komunikat policji

Jeden szczegół zepsuł "plan doskonały"

Według ustaleń śledczych były policjant i pracownik kantoru ukryli się na podwórku. Po zmroku ruszyli do kantoru pewnym krokiem wiedząc, że kryje ich cień ponieważ wcześniej specjalnie uszkodzili świetlny neon wiszący nad wejściem. Kluczem otworzyli roletę antywłamaniową i drzwi, a następnie dezaktywowali kod alarmu. Pomylili się wklepując kod, ale nie spanikowali. Zadzwonili do firmy ochroniarskiej (tej samej, w której zatrudnił się mózg napadu) i podali kod znany tylko właścicielom kantoru i ochronie, zapewniając, że wszystko jest w porządku.

Po wejściu do kantoru pierwszą rzeczą, którą zrobili rabusie było zabranie rejestratora nagrań z kamer. Następnie otworzyli sejf i zabrali z niego pieniądze. Próbowali otworzyć kolejny, ale im się nie udawało. Zeszło im na to za dużo czasu i w kantorze włączył się alarm napadowy. Rabusie ponownie więc zadzwonili do firmy ochroniarskiej i podając się za właściciela kantoru zapewniali, że wszystko jest w porządku. Traf jednak chciał, że inny pracownik tej firmy zadzwonił do prawdziwego właściciela kantoru. Ten od razu zorientował się, że doszło do napadu. Na miejsce natychmiast przybyła policja i właściciel kantoru, który wezwał pracowników. W tym tego, który go obrabował. Ten przyjechał z opóźnieniem.

Rabusie z torbą pełną pieniędzy uciekli podwórkami, na jednym z nich czekał na nich kolega, który zawiózł ich z łupem do domu byłego policjanta. Tam pracownik kantoru przebrał się i wrócił na miejsce przestępstwa wzywany przez szefa. Od razu został przesłuchany i zabezpieczono mu telefon. Potem robiono to jeszcze kilka razy.

CZYTAJ TAKŻE: Ich małżeństwo było piekłem od samego początku! Makabryczne szczegóły zabójstwa Joanny Gibner

Dziewięć miesięcy poszukiwań policji

Rabusie "pracowali" w rękawiczkach, na miejscu nie zostawili żadnych śladów. Po 3 miesiącach uznali, że przeprowadzili napad doskonały. Zaczęli wtedy wydawać pieniądze kupując m.in. luksusowe auta i markowe ubrania.

Sprawa wydała się, gdy biegłemu informatyki śledczej udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych mężczyzn zaangażowanych w napad. Rozwiązywanie zagadki zajęło prokuratorowi i policjantom 9 miesięcy. Gdy policjanci zatrzymywali byłego naczelnika w bagażniku jego auta w workach znaleziono 400 tys. zł.

PRZECZYTAJ TEŻ: "Morderca odebrał mi synka". Zadźgał Filipa nożem, bo chciał się wyżyć? [ZDJĘCIA]

Podziel się opinią
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE