Ich małżeństwo było piekłem od samego początku! Makabryczne szczegóły zabójstwa Joanny Gibner

2020-06-25 15:12 SCH
Joanna Gibner
Autor: Archiwum rodzinne

Zabójstwo Joanny Gibner. 24 lata temu w Olsztynie doszło do makabrycznej zbrodni. Marek W. udusił swoją żonę, Joannę Gibner, zaledwie kilka tygodni po ślubie. Następnie wraz z bratem zatopił zwłoki kobiety nad Jeziorem Dywickim. Dzięki informacjom Sądu Okręgowego w Olsztynie możemy poznać makabryczne szczegóły, zarówno samej zbrodni, jak i relacji pomiędzy Joanną i Markiem.

Joanna Gibner i Marek W. poznali się w maju. Trzy miesiące później wzięli ślub

Marek W. - jak ustalił podczas śledztwa Sąd Okręgowy w Olsztynie - poznał Joannę Gibner na dyskotece w Dywitach na początku maja 1996 roku. Już kilka tygodni później, 24 czerwca, doszło do zaręczyn.

Wówczas narzeczeni zdecydowali, że Joanna będzie mieszkać w Dywitach, w domu rodziców Marka W. Później przeprowadzili się do wynajętego mieszkania przy ul. Partyzantów w Olsztynie. 24 sierpnia 1996 roku Joanna Gibner wzięła ślub z Markiem W.

Wydawać by się mogło, że chwilę po ślubie młodzi małżonkowie będą cieszyć się swoim szczęściem. Tymczasem dzień po weselu Joanna poskarżyła się swojej matce, że w nocy doszło do awantury z Markiem W., w czasie której jej mąż bił ją, a nawet dusił ją za szyję oraz groził śmiercią, trzymając w ręku nóż.

Ledwo odbył się ślub Joanny i Marka, a 23-letnia wówczas kobieta przyznała w rozmowie z matką, że jej małżeństwo to nieporozumienie i musi ten związek "unieważnić".

Mąż udusił Joannę Gibner. W tle znajomość z byłym chłopakiem

Jak ustalili śledczy, już po zawarciu związku małżeńskiego Joanna spotkała się kilka razy z Andrzejem M. — swoim poprzednim chłopakiem, z którym widziała się m.in. w klubie, gdzie ten ówcześnie pracował jako ochroniarz.

Jakby tego było mało, na Joannę Gibner spadły nie tylko kłopoty małżeńskie. Do szpitala trafiła jej chora matka. 13 września 1996 r. młoda mężatka odwiedziła chorą mamę, a następnie wróciła do mieszkania przy ul. Partyzantów w Olsztynie.

Następnie pomiędzy 13 a 16 września 1996 r. Joanna wychodziła z mieszkania i nie nocowała w nim przynajmniej jedną noc. Z tego powodu, doszło do kłótni pomiędzy nią a Markiem W.

Jak ustalili śledczy, podczas kłótni Joanna na pytanie męża, gdzie spędzała noc, odpowiedziała, że nie powinno go to obchodzić oraz że była u swojego byłego chłopaka Andrzeja M.

W czasie kłótni zarzucała również mężowi, że jest kiepskim kochankiem i nie zaspokaja jej seksualnie. Doszło wówczas pomiędzy małżonkami do szarpaniny, w trakcie której Marek W. przewrócił swoją żonę na wersalkę w pokoju i dusił oburącz za szyję tak długo, aż przestała dawać jakiekolwiek oznaki życia. Joanna próbowała się bronić, ale nawet drapanie paznokciami po szyi męża nie przerwało morderczego uścisku.

Morderca Joanny Gibner ukrył zwłoki z pomocą brata

Marek W. zabił swoją żonę. Kiedy przekonał się, że Joanna nie żyje, wystraszył się tego, co zrobił. Próbował nawet udzielić pomocy żonie, ale było na to zbyt późno. W obawie przed konsekwencjami swojego czynu ukrył jej ciało w wersalce - w pojemniku na pościel - i posprzątał mieszkanie.

Następnie Marek W. udał się do domu swoich rodziców w Dywitach, gdzie o zabójstwie żony poinformował swego brata Arkadiusza W. Obaj bracia wspólnie ustalili, że zwłoki trzeba zabrać z mieszkania i ukryć.

Wspólnie uznali, że najlepiej będzie zatopić zwłoki w pobliskim Jeziorze Dywickim, skąd 27 maja 2020 roku płetwonurkowie wyłowili ciało. Specjalistyczne badania mają za kilka tygodni wyjaśnić, czy zwłoki to zamordowana Joanna Gibner.

Marek W. sam zajął się przewiezieniem pożyczonym samochodem zwłok żony z mieszkania przy ul. Partyzantów do Dywit. Następnie wspólnie z Arkadiuszem W. przepakowali zwłoki do dużego, zapinanego na suwak worka. Worek ze zwłokami obciążyli złomem o małych gabarytach oraz cegłami i owinęli sznurkiem do wieszania bielizny.

W dalszej kolejności bracia zapakowali worek ze zwłokami do bagażnika należącego do ich rodziców samochodu i pojechali nad Jezioro Dywickie. Marek W. umieścił zwłoki w pontonie, po czym odpłynął w kierunku środka jeziora, gdzie je zatopił. Po tym wszystkim obaj bracia udali się do baru w Dywitach.

Morderca Joanny Gibner ułożył sobie nowe życie, ale przeszłość go dopadła

Policyjne poszukiwania Joanny W. nie przyniosły pożądanego efektu, a przez kolejne 7 lat jej mąż pozostawał bezkarny. Marek W. już pięć miesięcy od „zaginięcia” Joanny W. poznał i związał się z Emilią F., z którą następnie pozostawał w konkubinacie aż do chwili aresztowania. Z tego związku mają dwoje dzieci. Zamieszkiwali razem na posesji rodziców w Dywitach.

Stosunki panujące w rodzinie oskarżonego ulegały stopniowemu pogorszeniu, dlatego we wrześniu 2003 r. Marek W. przeniósł się wraz z konkubiną i dziećmi do wynajętego mieszkania w Olsztynie.

Zawiadomienie o popełnieniu przez Marka W. przestępstwa zabójstwa żony, złożone zostało na policji przez jego konkubinę Emilię F., która posiadała na ten temat wiadomości od samego Marka W.

O popełnieniu przez Marka W. tego przestępstwa informowała również policję matka oskarżonego Elżbieta W. Jednak wobec faktu, że zarówno Elżbieta W. jako matka braci W. i Emilia F. jako konkubina Marka W. skorzystały z przysługującego im prawa odmowy złożenia zeznań w sprawie, bliższej treści tych zawiadomień, stanowiących w istocie zeznania, nie można odtworzyć.

Morderca Joanny Gibner najpierw przyznał się do zabicia żony, ale zmienił zdanie

Marek W. i jego brat Arkadiusz zostali zatrzymani w dniu 17 września 2003 r. Mąż Joanny Gibner w toku postępowania przygotowawczego przyznał się początkowo do popełnienia zarzuconego mu przestępstwa zabójstwa Joanny W. i złożył wyjaśnienia, szczegółowo odtwarzając przebieg całego zdarzenia.

Wyjaśnił m.in., że feralnego dnia w wynajmowanym przez nich mieszkaniu pomiędzy nim a żoną doszło do kłótni, w trakcie której Joanna W. zaczęła go upokarzać. W rezultacie Marek W. wpadł w szał i udusił swoją żonę, choć jak zapewniał nie miał zamiaru jej zabić.

W dalszym toku śledztwa Marek W. odwołał swoje wyjaśnienia, w których przyznał się do zabójstwa, podając, że zostały na nim wymuszone przez funkcjonariuszy policji, którzy mieli go bić i zastraszać.

- Nadmienię, że podjęte kilkanaście lat temu na Jeziorze Dywickim specjalistyczne poszukiwania nie przyniosły rezultatu w postaci odnalezienia chociażby fragmentu zwłok pokrzywdzonej. Jednak Sąd Okręgowy, dokonując analizy przedmiotowej sprawy w oparciu o zgromadzony w sprawie materiał dowodowy, ustalił, iż Joanna W. nie żyje, sprawcą jej śmierci jest Marek W. i że została ona zabita w okolicznościach, które zostały ujęte w zarzucie - mówi Olgierd Dąbrowski-Żegalski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie.

Zabójca Joanny Gibner był poczytalny

W toku postępowania przygotowawczego oskarżonego Marka W. poddano badaniom psychiatrycznym, które doprowadziły do stwierdzenia, że nie ujawnia on objawów choroby psychicznej, czy niedorozwoju umysłowego.

Biegli rozpoznali u niego nieprawidłową osobowość, niedostatek uczuciowości wyższej, zaburzenia w sferze emocji oraz woli, obniżony wgląd we własną osobowość, obniżony krytycyzm, postawę aspołeczną oraz doraźne zaspokajanie swoich potrzeb nie zważając na konsekwencje.

W czasie czynów, o których popełnienie został oskarżony, Marek W. miał w pełni zachowaną zdolność rozpoznania ich znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem. Biegły psycholog stwierdził u Marka W. sprawność umysłową w granicach normy. Jak wynikało z opinii dysponował on sprawną pamięcią, dobrym intelektem, dość wysoką inteligencją oraz sprawną funkcją postrzegania.

15 lat więzienia dla mordercy, 2 lata dla jego brata

Sąd Okręgowy w Olsztynie w dniu 9 listopada 2006 wydał wyrok w sprawie, w którym uznał Marka W. za winnego popełnienia m.in. zbrodni zabójstwa swojej żony Joanny W. w mieszkaniu przy ul. Partyzantów w Olsztynie w dniach pomiędzy 13 – 16 września 1996 r. i skazał go za to na karę łączną 15 lat pozbawienia wolności.

Tym samym wyrokiem na karę łączną 2 lat pozbawienia wolności został skazany Arkadiusz W., brat Marka, który odpowiadał m.in. za to, że we wrześniu 1996 r. w Olsztynie i Dywitach utrudniał postępowanie karne pomagając sprawcy przestępstwa zabójstwa Joanny Gibner uniknąć odpowiedzialności karnej, zacierając ślady przestępstwa przez przewiezienie i utopienie zwłok tej kobiety w Jeziorze Dywickim.

Marek W. przed dokonaniem zabójstwa Joanny W. nigdy wcześniej nie był karany, co przy wymierzaniu mu kary sąd wziął pod uwagę jako okoliczność łagodzącą. Marek W. skończył odbywać karę we wrześniu 2018 r. Zmarł w lutym ubiegłego roku.

Super Raport 2 VI (goście: Kowal, Grzesiowski)

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.