Policjanci wprowadzili Marcina R. na salę rozpraw skutego kajdankami zespolonymi. Mężczyzna stanął bowiem przed Sądem Okręgowym w Olsztynie, oskarżony o bardzo poważne czyny. Podejrzany zachowywał spokój. Uwagę zwracał za to jego wygląd: miał na sobie okulary, które nadawały mu bardziej stateczny wizerunek. Trudno było nie zauważyć różnicy między mężczyzną siedzącym przed sądem a Marcinem R. znanym ze zdjęć wykonanych po zatrzymaniu. Za tym spokojnym obrazkiem kryje się jednak historia, której finał był tragiczny.
Czytaj także: Bił żonę, śledził, groził i nagrywał, ale sąd odmówił aresztu. Gdy Kasia odeszła, zastrzelił ją na ulicy
51-letnia Agnieszka K. z Okartowa (woj. warmińsko-mazurskie) znała Marcina R. bardzo dobrze. W ich związku wcześniej miało dochodzić do przemocy. Były policyjne interwencje i procedura Niebieskiej Karty. Mężczyzna trafił też za kraty. Gdy wyszedł na wolność, ponownie pojawił się w życiu kobiety. Niedługo później Agnieszka już nie żyła.
Z ustaleń śledczych wynika, że dramat rozegrał się w nocy z 18 na 19 listopada 2025 roku. Prokuratura twierdzi, że kobieta została wówczas brutalnie pobita. Jej głowa była praktycznie zmiażdżona od uderzeń. Jak wskazał patolog, obrażenia były zadawane pięściami i poprzez kopanie. Okazały się śmiertelne. Sprawca tłukł tak długo, że kobieta zmarła na miejscu. Szczegóły poniżej.
Próbował załatwić sobie alibi? Pobiegł do sąsiada, prosił o pomoc. "Nie przyznaje się do zbrodni"
Marcin R. - jak wynika z materiału dowodowego - miał po wszystkim pobiec do sąsiada i powiedzieć, że Agnieszka nie oddycha. - Coś się stało, Aga nie oddycha, ty dzwoń na pogotowie - wymamrotał wtedy. Najpierw przyjechało pogotowie, a później policja. Niestety, kobiety nie udało się uratować. Gdy na miejscu pojawiła się karetka, 51-latka była już martwa. Lekarz stwierdził jej zgon.
Zobacz również: Zabili trzy pracownice banku i ochroniarza. Kazali klękać kobietom, ofiary błagały o litość. Makabra w Warszawie
Funkcjonariusze szybko zaczęli wyjaśniać, co wydarzyło się w domu. Marcin R. został zatrzymany, a następnie usłyszał zarzut zabójstwa i trafił do aresztu. Od początku nie przyznaje się do zabójstwa. Według wcześniejszych informacji miał przekonywać, że kobieta się przewróciła, więc do śmierci doszło w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Teraz o tym, czy tak naprawdę to on odpowiada za jej śmierć, zdecyduje sąd.
Proces ruszył przed Sądem Okręgowym w Olsztynie. To tutaj będą analizowane dowody i zeznania dotyczące ostatnich godzin życia Agnieszki. Na sali rozpraw nie było już jednak człowieka ze zdjęć z zatrzymania. Był spokojny mężczyzna w okularach, wprowadzony przez policjantów. Tylko kajdanki zespolone przypominały, jak poważny zarzut nad nim ciąży. Marcinowi R., za zabójstwo grozi dożywocie.