Zabrali dzieciom psa. Urzędnicy przyznali później: nie było podstaw! Oliwka i Emilka pytają, kiedy wróci

Najpierw zabrali rodzinie ukochanego psa. Potem przyszły urzędowe decyzje, które powinny wszystko odwrócić, ale nie odwróciły niczego. Perszing, owczarek niemiecki dwóch małych dziewczynek spod Braniewa (woj. warmińsko-mazurskie), zniknął z posesji podczas interwencji w asyście policji. Choć gmina i Samorządowe Kolegium Odwoławcze uznały później, że nie było podstaw do odebrania zwierzęcia, pies do dziś nie wrócił do domu.

Super Express Google News
  • Urzędnicy zabrali dzieciom ukochanego psa, Perszinga, mimo że później sami przyznali, że nie było do tego podstaw.
  • Pies trafił do schroniska oddalonego o 70 km.
  • Pomimo stwierdzenia braku podstaw do odebrania pupila, Perszing nadal nie wrócił do domu. Dlaczego?

Weszli na posesję i zabrali psa

To był pies dzieci. Ich ukochany przyjaciel, domownik, część codzienności. Nie bezpańskie zwierzę z ulicy, nie anonimowy przypadek z „interwencji”, ale Perszing - młody owczarek niemiecki dwóch małych dziewczynek. I właśnie jego zabrano jak rzecz. Bez uprzedzenia. Bez właścicieli. Bez serca.

Dramat rozegrał się 5 grudnia 2025 roku pod Braniewem. Na posesję weszli działacze prozwierzęcy w asyście policji. Nie było właścicieli, nie było weterynarza, nie było nawet telefonu z informacją. Psa wyprowadzono z kojca i wywieziono do innego powiatu. Rodzina o wszystkim dowiedziała się dopiero następnego dnia. - Gdy rano przyjechałem na posesję, psa już nie było. Myślałem, że został skradziony - mówi Łukasz A.- Poszliśmy z żoną na policję, a tam z uśmiechem powiedziano nam, że pies został odebrany! - dodaje.

Schronisko dla psów w Sobolewie zamknięte

Pies był zadbany, a podstaw do odebrania nie było

Rodzina była wtedy w trudnym momencie. Sprzedała mieszkanie, wykańczała kupiony dom i tymczasowo wynajmowała lokal, do którego nie mogła zabrać psa. Perszing przebywał więc na posesji. Miał kojec, wodę, jedzenie i opiekę. Nie był wychudzony, chory ani porzucony. Przeciwnie - był zadbany, zdrowy i miał rodowód. Nie chcą pokazywać twarzy, bo się boją. Pan Łukasz pracuje jako instruktor, a jego żona w służbie zdrowia. - Boimy się - mówią zgodnie.

A potem kolejne szokujące decyzje. Wójt Gminy Braniewo odmówił wydania decyzji o czasowym odebraniu psa, o co wnioskowali „animalsi” z Pasłęka. To stanowisko podtrzymało Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Elblągu. Jasno: nie było podstaw, by odebrać zwierzę. Tylko że Perszing nadal nie wrócił do domu.

Dzieci pytają tylko o jedno: kiedy wróci?

Pies trafił do schroniska w Pasłęku, około 70 kilometrów od Braniewa, w innej gminie i innym powiecie. Rodzina nie może go nawet zobaczyć, bo placówka odmawia pokazania zwierzęcia. Najbardziej cierpią Oliwka i Emilka, córeczki Angeliki i Łukasza A. Nie rozumieją urzędowych decyzji, policyjnych tłumaczeń ani papierów. Pytają tylko, kiedy ich pies wróci.

Na tym jednak koszmar się nie kończy. Rodzina mówi o strachu, opluwanym aucie, wyzwiskach i obcych samochodach pojawiających się pod domem. W tle trwa policyjne dochodzenie nadzorowane przez prokuraturę. Młodym ludziom grozi nawet 5 lat więzienia i 100 tys. zł grzywny, bo według zawiadamiających i policjantów pies miał być zaniedbywany, bo czasem zostawał sam w kojcu.

Obraz nędzy i rozpaczy

Szokuje także obraz miejsca, do którego trafił Perszing. To, co zobaczył tam nasz reporter „Super Expressu”, trudno opisać inaczej niż jako obraz nędzy i rozpaczy. Tuż za płotem walają się odpady odzwierzęce, wysypana słoma, porzucone przedmioty, rozszarpane poduszki i powrozy. Największe poruszenie budzi ogromne palenisko, w którym - jak można przypuszczać - wielokrotnie coś spalano. Taki widok rodzi pytania o warunki, w jakich przebywają tam zwierzęta. To miejsce powinny skontrolować odpowiednie służby.

I właśnie dlatego ta historia tak porusza. Bo nie zabrano „psa z interwencji”. Zabrano dzieciom przyjaciela. A potem urzędnicy sami przyznali, że nie było do tego żadnych podstaw. To był pies kochającej rodziny. Nie z urzędowej teczki, nie z anonimowego zgłoszenia, ale z domu. I choć dokumenty mówią jedno, Perszing wciąż nie wrócił tam, gdzie czekają na niego najbardziej.

Sonda
Czy obecny system prawny w Polsce w wystarczający sposób chroni zwierzęta w schroniskach?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki