- Tragiczny wypadek w Stryjewie: Mercedes uderza w drzewo, kierowca ginie na miejscu.
- Początkowo wyglądało to na nieszczęśliwy wypadek.
- Śledztwo ujawniło kłótnię Grzegorza O. z Kacprem B. tuż przed wypadkiem.
Grzegorz zginął na prostej drodze
29 czerwca 2025 roku. Letnie popołudnie, suchy asfalt. Grzegorz wraca swoim Mercedesem. Chwilę później auto z ogromną siłą uderza w drzewo. Nie ma śladów hamowania. Samochód jest zmiażdżony. Mężczyzna ginie na miejscu.
Na początku wszystko wskazywało na nieszczęśliwy wypadek. Brano pod uwagę awarię samochodu, zasłabnięcie kierowcy lub zwykły błąd za kierownicą. Sprawa mogła zostać szybko zamknięta. Jednak śledczy nabrali wątpliwości.
Kłótnia tuż przed śmiercią
Prokuratura przez kilka miesięcy analizowała szczegóły: nagrania z monitoringu, logowania telefonów, ślady lakieru, zeznania świadków. Krok po kroku odtwarzano ostatnie minuty życia 29-latka.
Z ustaleń wynika, że chwilę przed tragedią pod sklepem w Biskupcu Reszelskim doszło do ostrej kłótni między Grzegorzem O. a 21-letnim Kacprem B. Obaj są mieszkańcami Stryjewa. Według śledczych emocje były tak silne, że po wymianie zdań obaj kierowcy odjechali z piskiem opon.
Celowo zepchnął auto z drogi?
Jak twierdzi prokuratura, w trakcie manewru wyprzedzania kierujący Mazdą miał nagle odbić w stronę Mercedesa. Samochód Grzegorza został zepchnięty z drogi i uderzył w drzewo. Śledczy uznali, że nie był to przypadek, lecz celowe działanie. Według ustaleń, po zderzeniu drugi kierowca odjechał z miejsca zdarzenia i nie udzielił pomocy pokrzywdzonemu.
Zarzut: zabójstwo z zamiarem ewentualnym
Po miesiącach śledztwa 21-letni Kacper B. został zatrzymany i tymczasowo aresztowany. Usłyszał zarzut zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Grozi mu nawet dożywotnie więzienie.
– Podejrzany nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień – poinformował prok. Daniel Brodowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.
Jedna matka opłakuje syna, druga stoi murem za swoim
W Stryjewie, niewielkiej miejscowości w warmińsko-mazurskim, sprawa wywołała duże poruszenie. Mieszkańcy niechętnie rozmawiają o tragedii. Największy dramat rozgrywa się w domu Grzegorza. Matce pozostał portret syna. W szufladzie leżą jego łańcuszek i bransoletka, które nosił na co dzień.
Matka Kacpra B. nie chciała rozmawiać z dziennikarzami. Jak wynika z jej wypowiedzi, nie zgadza się z ustaleniami biegłych i uważa syna za niewinnego.