Ta historia zaczęła się w nocy z 20 na 21 listopadzie 2004 r., gdy w lesie, niedaleko dyskoteki Faraon w Lądku (woj. wielkopolskie), znaleziono ciało 26-letniej Małgorzaty W. Młoda kobieta poszła tam z siostrą, ale do domu miały wracać już osobno. Gdy Małgorzata do niego nie dotarła, rozpoczęły się jej poszukiwania. Niestety, na pomoc było za późno i już na pierwszy rzut oka było widać, że została wykorzystana seksualnie i uduszona.
Do sprawy szybko policja zatrzymała 21-letniego Jarosława Sosnowskiego, którego widziano jak wracał z lasu, gdzie znaleziono zwłoki. Feralnego wieczoru był też na dyskotece.
Ale ja byłem na dyskotece ze swoją dziewczyną - mówi dzisiaj Sosnowski.
Dlaczego jednak początkowo policjantom przyznał się do zbrodni i opowiedział śledczym, że przydusił kobietę do ziemi i przytrzymał tak długo, aż znieruchomiała? Mówi, że się bał, ale szybko wycofał się z tych zeznań i tłumaczył, że wszystko było wymuszone przez policjantów.
Bili mnie i grozili też, że coś złego może spotkać moją rodzinę, więc zgodziłem się na wszystko, czego ode mnie żądali - mówił przed sądem.
Zarówno Sąd Okręgowy w Koninie, jak i Sąd Apelacyjny w Poznaniu nie dały wiary tej wersji wydarzeń. Sosnowski został skazany na 25 lat więzienia. Właśnie wyszedł na wolność, dzięki przedterminowemu zwolnieniu.
Jestem szczęśliwy i chcę wszystkim udowodnić, że tego nie zrobiłem - mówi Sosnowski, tłumacząc, że śledczy nie znaleźli żadnych materiałów biologicznych mężczyzny, świadczących o tym, że to on skrzywdził Małgorzatę W.
Sprawa nadal nie jest zakończona, a samo przedterminowe zwolnienie nie oznacza uniewinnienia. Zaangażował się nią już Rzecznik Praw Obywatelskich, który nawet złożył kasację w tej sprawie, dopatrując się błędów w śledztwie. Sosnowskiemu pomaga również senator Grzegorz Fedorowicz, który wierzy w jego niewinność.
Czekamy teraz na termin rozprawy, więc przed nami jeszcze długa walka o prawdę - mówi senator.