- Dwadzieścia lat więzienia lub nawet dożywocie to kara grożąca dwudziestolatkowi oskarżonemu o brutalne morderstwo ojca.
- Prokuratorzy twierdzą, że sprawca uderzał 56-latka narzędziem zbliżonym wyglądem do miecza.
- Agresor uszkodził ciało jednego mundurowego oraz rzucił się na kolejnego policjanta.
- Funkcjonariusze postrzelili napastnika z broni służbowej i skutecznie go obezwładnili.
- Mężczyzna może spędzić resztę życia w więzieniu, a śledczy wnioskują o natychmiastowe umieszczenie go w areszcie.
- Mężczyźnie przedstawiono zarzuty: zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem ojca, usiłowania zabójstwa jednego z funkcjonariuszy policji, który interweniował na miejscu zdarzenia. Trzeci zarzut dotyczy czynnej napaści na drugiego funkcjonariusza policji, który też interweniował na miejscu zdarzenia, ale nie odniósł obrażeń. Z kolei czwarty zarzut dotyczy kierowania groźby pozbawienia życia, którą podejrzany kierował wobec jednego z sąsiadów – powiedziała prokurator.
Tragiczna sytuacja rozegrała się w sobotę przed godziną dwudziestą. Jak poinformował nadkomisarz Maciej Święcichowski z wielkopolskiej policji, mundurowi otrzymali sygnał o awanturze w jednym z bloków mieszkalnych. Na miejscu powitał ich wściekły dwudziestolatek. Chłopak ranił w rękę jednego ze stróżów prawa narzędziem przypominającym miecz. Funkcjonariusze musieli sięgnąć po pistolety i oddali strzały w kierunku napastnika. Kule dosięgły celu, a ranny sprawca oraz poszkodowany policjant zostali natychmiast przewiezieni do placówki medycznej. Przed budynkiem mundurowi znaleźli leżącego 56-latka, który okazał się ojcem krewkiego młodzieńca.
Prokurator Magdalena Roman z placówki w Trzciance przekazała Polskiej Agencji Prasowej szczegóły śledztwa. Rozmowa z podejrzanym Michałem H. miała miejsce w poniedziałek na terenie szpitala.
Przedstawicielka oskarżyciela publicznego podkreśliła spokojny przebieg tych czynności. Podejrzany odniósł się do przedstawionych zarzutów i przyznał się do zadania dwóch ciosów swojemu ojcu. Zaprezentował również własną wersję wydarzeń, którą organy ścigania poddadzą teraz szczegółowej weryfikacji poprzez kolejne przesłuchania świadków.
Czytaj też: Zabili 17-letniego Fabiana i wrzucili do Warty. Ciała nie odnaleziono do dziś!
Na pytanie Polskiej Agencji Prasowej o ewentualną skruchę sprawcy prokurator stwierdziła jednoznacznie, że „tak, mówił, że mu przykro. Przepraszał policjanta, który odniósł obrażenia. Mówił też, że żałuje tego, co się stało”. Młody mężczyzna głośno wyraził szczery żal z powodu rozegranej tragedii.
Z akt sprawy wynika ponadto czysta przeszłość kryminalna napastnika. Nigdy wcześniej nie popadł w żaden konflikt z obowiązującym prawem. Grozi mu jednak spędzenie reszty życia w celi więziennej, a oskarżyciele zapowiedzieli błyskawiczne wysłanie dokumentów o tymczasowe odizolowanie go od społeczeństwa.
Rozmowa z dziennikarzami Polskiej Agencji Prasowej rzuciła światło na pierwsze ustalenia śledczych.
- 56-letni mężczyzna został zaatakowany w miejscu zamieszkania. Ciosy przy użyciu przedmiotu przypominającego miecz zadał mu jego 20-letni syn. Świadkiem tego zdarzenia była matka sprawcy i jednocześnie żona pokrzywdzonego. Pokrzywdzony zdołał wyjść przez klatkę schodową tego bloku i tam wychodząc krzyczał, wołał o pomoc. Usłyszeli to sąsiedzi, więc to oni jako pierwsi wybiegli z mieszkań. Był tam jeszcze jeden sąsiad, który podjechał samochodem na parking i to sąsiedzi przystąpili jako pierwsi do udzielania mu pomocy i wezwali pogotowie ratunkowe – powiedziała.
Przedstawicielka wymiaru sprawiedliwości zauważyła, że oprócz załogi karetki pogotowia na miejsce przyjechały również policyjne radiowozy. Mundurowi „którzy znajdując się na parkingu przed klatką schodową jako pierwsi zostali zaatakowani przez napastnika, który zszedł z mieszkania mając w ręku ten sam miecz. W wyniku tego ataku obrażeń ciała doznał jeden z funkcjonariuszy policji; to były obrażenia ręki. Wtedy policjanci wyciągnęli broń”. Zdecydowana postawa agresora zmusiła interweniujący patrol do podjęcia radykalnych kroków.
Prokurator relacjonowała, że w kolejnych minutach napastnik ruszył w stronę następnego policjanta. Funkcjonariusz wykonał unik, a chwilę później agresor zmienił cel i poszedł prosto w kierunku załogi pogotowia ratunkowego. Medycy musieli natychmiast uciekać dla własnego bezpieczeństwa i porzucili leżącego na chodniku 56-latka. Wtedy właśnie rozwścieczony syn ponowił brutalny atak i wymierzył bezbronnemu ojcu ciosy w głowę oraz szyję. Policyjna broń ostatecznie przerwała ten krwawy szał.
W dalszej części swojej wypowiedzi przedstawicielka oskarżyciela stwierdziła, że „strzały doprowadziły do tego, że napastnik upadł i wówczas policjanci podbiegli do niego i go unieruchomili, skuli w kajdanki. Natomiast ratownicy medyczni mogli w dalszym ciągu udzielać pomocy temu pokrzywdzonemu mężczyźnie (…) przetransportowali go na noszach do karetki, tam próbowali go jeszcze reanimować, ale niestety mężczyzna w trakcie tych czynności zmarł”. Dramatyczne wysiłki medyków okazały się niestety całkowicie niewystarczające do uratowania życia 56-latka.