Obietnica grzybiarza, który nieświadomie otruł znajomych: "Przysięgam, nie będę już zbierał grzybów"

2020-10-05 12:42 Ewa Ruszkiewicz
Robert J.
Autor: Cezary Małecki Robert J.

Robert J. z Wrześni (woj. Wielkopolskie) nie daruje sobie tego do końca życia! Jego grzybobranie skończyło się tragicznie. Cztery osoby nie żyją, bo mężczyzna myślał, że zbiera gąski zielone, a zebrał muchomory sromotnikowe, a grzyby rozdał znajomym. - Już nigdy nie pójdę na grzyby! - zarzeka się teraz grzybiarz. Sprawą śmiertelnych zatruć zajmuje się już Prokuratura Rejonowa we Wrześni. Chodzi o nieumyślne spowodowanie śmierci i bezpośrednie sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia.

Tego jesiennego dnia Robert J. był w lesie aż dwa razy.  - Trafiały nam się same gąski zielone - mówi mężczyzna. Tak przynajmniej myślał… A ponieważ grzyby same wskakiwały mu do koszyka i było ich naprawdę sporo, postanowił się nimi podzielić. - Najpierw poszedłem z miseczką grzybów do sąsiadek, a potem część grzybów sprzedałem koledze - mówi Robert J. I tutaj zaczyna się dramat… Sąsiadki - matka z córką - zjadły grzyby na niedzielny obiad, a w poniedziałek o ich życie walczyli już lekarze z poznańskiej toksykologii. - Stan był ciężki - mówi Eryk Matuszkiewicz, toksykolog ze szpitala im. Raszei w Poznaniu. Niestety kobiety zmarły. Tak samo jak kolega Roberta J., który kupił trujące grzyby i zjadł je razem z matką. Kobieta zmarła dwa dni po zjedzeniu, mężczyzna po kolejnych trzech.

ZOBACZ KONIECZNIE: Trujące grzyby na bazarach i targowiskach

Sprawą Roberta J. zajmuje się już miejscowa prokuratura. - Gdybym mógł cofnąć czas, ale wiem, że będę musiał odpowiedzieć za to, co się stało… - mówi szczerze pan Robert i obiecuje, że już nigdy nie pójdzie do lasu na grzyby.  Toksykolog, Eryk Matuszkiewicz, apeluje z kolei o wielką rozwagę. - Nie jedzmy grzybów, które mają blaszki - mówi lekarz.

CZYTAJ: Września: Matka broni PECHOWEGO grzybiarza. "Ja też jadłam te grzyby i żyję"

"Duma ochotnika" - strażacy nagrali teledysk o swojej służbie