Natalia P.-R. - świetnie prosperująca i piękna doradczyni finansowa z Poznania - zaginęła w czerwcu 2024 roku. Policjanci szybko zorientowali się, że to nie jest sprawa jak inne… Wszystko dlatego, że kobieta była w trakcie rozwodu i silnego konfliktu z mężem Adamem R. Kłócili się o majątek, jego podział po rozwodzie, koszty opieki nad ich 10-letnim synkiem.
Adam domagał się, by kobieta oddała mu część domu, który przepisał na żonę, gdy miał kłopoty w firmie. Natalia z kolei żądała wyprowadzki z domu matki Adama i chciała go sprzedać, by kupić dwa mieszkania, które będą przepisane na ich syna. Dzień po dniu problemów było coraz więcej. Małżeństwo mieszkało wspólnie, ale łączył ich tylko syn, a dzieliło wszystko inne. Kilkanaście dni przed śmiercią kobieta dziwnie poczuła się po zjedzeniu obiadu przygotowanego przez męża.
Kręciło jej się w głowie, straciła przytomność, a gdy się ocknęła, pomyślała, że Adam chce ją otruć. Nie czekając już na nic, zmieniła swój testament, przepisując wszystko na syna. Gdy na dokument w jej biurze trafili śledczy, puzzle jeszcze bardziej zaczęły się łączyć. Do testamentu Natalia dołączyła też oświadczenie, że boi się o swoje życie, a gdy jej się coś stanie… należy podejrzewać męża. Kobieta pisała też pamiętnik. To z niego wynika, dlaczego zdecydowała się na przerwanie małżeństwa i jak bardzo doskwierało jej, że mąż żądał podporządkowania i oszukiwał ją finansowo, sam przy tym mając problemy z prawem.
Tej feralnej nocy, gdy zniknęła, Natalia P. - R. wracała do domu ze spotkania z mężczyzną, którego darzyła uczuciem. Nie ukrywała, że jest otwarta na nowe znajomości, mimo że formalnie była jeszcze mężatką. Radosna i zadowolona, zdążyła jeszcze porozmawiać ze swoją siostrą i… przepadła jak kamień w wodę.
Gdy następnego dnia zaginięcie kobiety zgłosił mąż, do pracy ruszyli policjanci, którzy od razu podejrzewali, że to on stoi za tajemniczym zaginięciem Natalii. Po pięciu dniach poszukiwań, ciało Natalii P.-R. zostało odkryte w lesie pod Poznaniem, w rejonie zapory na Jeziorze Kowalskim. Było nagie, posiniaczone, a biegli z Zakładu Medycyny Sądowej nie mieli wątpliwości, jak kobieta zginęła.
Po odkryciu zwłok 39-latki, śledczy zatrzymali męża Natalii.
Polecany artykuł:
Coś we mnie pękło - powiedział śledczym, utrzymując, że kłótnia z żoną rozpoczęła się w kuchni, tam ją uderzył w twarz, a potem udusił. Do lasu przewiózł kobietę w bagażniku auta.
W Sądzie Okręgowym w Poznaniu trwa proces w tej sprawie.
Według ustaleń śledztwa, gdy pokrzywdzona wróciła krytycznej nocy do domu, weszła do kuchni i tam spotkała swojego męża. Między małżonkami doszło do wymiany, zdań, które doprowadziły Adama R. do wybuchu agresji. Mężczyzna uderzył żonę w twarz, a gdy ta leżała na podłodze, trzymając rękoma za szyję i przytrzymując nogą klatkę piersiową, ją udusił. Gdy przestała dawać oznaki życia, jej ciało zaciągnął do garażu, a następnie wpakował do bagażnika samochodu i wywiózł w okolice jeziora. Tam je porzucił i wrócił do domu - opisuje Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Adam R. do wszystkiego się przyznał, ale zaprzeczał, by rozebrał Natalię. Twierdził zresztą, że nie chciał zabić i przekonywał o nieszczęśliwym zbiegu okoliczności. Wiadomo już, że mężczyzna w chwili zbrodni był poczytalny. Dlaczego zabił Natalię? Czy to przez rozwód, konflikt o majątek i pieniądze? Nic nie tłumaczy tego, co się stało.
Śledczy nie znaleźli okoliczności łagodzących. Proces Adama R. toczy się za zamkniętymi drzwiami. Synkiem Natalii i Adama zajmuje się teraz siostra zabitej kobiety.