Jak informuje fundacja, dla pani Ani i jej męża to miał być zwykły weekend w górach. Chcieli odpocząć, wspólnie spędzić czas i pojeździć rowerami. Kiedy zaczął padać deszcz, małżeństwo postanowiło schronić się w schronisku. Gdy do bezpiecznego miejsca brakowało zaledwie kilkudziesięciu metrów, wydarzyło się coś najgorszego.
W głowę pani Anny uderzył piorun. Potężny impuls elektryczny przeszedł przez całe jej ciało, powodując rozległe obrażenia. Doszło do ciężkich uszkodzeń głowy, płuca i wątroby oraz rozległych poparzeń. Mąż, który również stracił przytomność, gdy się ocknął, zobaczył ukochaną leżącą bez oznak życia. Natychmiast rozpoczął resuscytację i wezwał pomoc.
Dzięki błyskawicznej reakcji przypadkowych świadków oraz ratowników udało się przywrócić Ani funkcje życiowe. W szpitalu kobieta przeszła operację tętnic szyjnych, doszło też do obrzęku mózgu oraz dwóch wylewów podpajęczynówkowych. Na szczęście, kobieta przeżyła. Teraz każdy dzień to walka lekarzy o jej zdrowie i szansę na powrót do normalnego życia. Dziś - choć pani Ania jest już wybudzona ze śpiączki - nadal nie nawiązuje kontaktu z otoczeniem.
Kilka tygodni temu ratownicy GOPR Karkonosze opublikowali poruszające zdjęcie kasku. To, co z niego zostało, najlepiej pokazuje siłę uderzenia pioruna.
Czy zastanawialiście się, jak wygląda kask po rażeniu piorunem? Spójrzcie na zdjęcie. Właśnie tak. Wczoraj o godzinie 13:40 nasz ratownik dyżurny odebrał zgłoszenie z CPR: w Górach Izerskich, w rejonie schroniska Orle, doszło do porażenia piorunem, a u poszkodowanej nastąpiło nagłe zatrzymanie krążenia – przekazali ratownicy w mediach społecznościowych.
Zdjęcie zniszczonego kasku jest wymownym przypomnieniem, jak ogromną siłę ma wyładowanie atmosferyczne i jak niebezpieczne może być przebywanie w górach podczas burzy.
Jak mówią przedstawiciele Fundacji Bread of Life przed ich podopieczną jeszcze długie miesiące intensywnej rehabilitacji neurologicznej, specjalistycznego leczenia oraz kosztownej terapii, która będzie jedyną szansą na odzyskanie sprawności. Żeby to się wydarzyło, potrzebne są fundusze, bo tak intensywna rehabilitacja jest bardzo kosztowna.
Pani Annie można pomóc, wpłacając pieniądze TUTAJ.