Gdy Mykola Studzinskyi (39 l.) z Poznania, magazynier, który od 6 lat jest w Polsce, poczuł się bardzo źle, poszedł po pomoc do swojego lekarza rodzinnego. Krótki wywiad, badanie ekg i było już wszystko jasne: mężczyzna ma problemy z sercem i arytmię, więc szybko powinien pojawić się w szpitalu.
Od razu tam ruszyłem, bo bałem się o swoje życie - mówi Mykola Studzinskyi.
Pojechał do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu przy ul. Grunwaldzkiej. Wjechał na parking, pobrał bilet parkingowy i od razu poszedł na SOR. Tam lekarze nie mieli wątpliwości, że mężczyzna musi zostać w szpitalu i trafić na Oddział Intensywnej Terapii Kardiologicznej i Chorób Wewnętrznych.
Trzy dni zajęło lekarzom stabilizowanie pracy serca 39-latka. Jakież było jego zdziwienie, gdy przy próbie wyjazdu z parkingu zobaczył na wyświetlaczu, że ma do zapłacenia… 1320 zł. Od razu skontaktowałem się z operatorem przez interkom na szlabanie. Co usłyszał? Że stawka 10 złotych za pół godziny parkowania obowiązuje wszystkich bez wyjątków i pieniądze musi zapłacić.
Wyjaśniłem, że nie mam w tej chwili takiej kwoty na koncie, ale nikogo to nie obchodziło. Byłem bez wody, bez jedzenia, po trzech dniach w szpitalu - mówi Mykola, który w akcie desperacji zadzwonił też na policję, ale od mundurowych usłyszał, że to sprawa cywilno-prawna i oni nie mają na to żadnego wpływu.
Co ważne, w tym czasie, gdy mężczyzna zastanawiał się, skąd ma wziąć taką sumę za opłacenie parkingu, opłata dalej się naliczała.
Zadzwoniłem do mojego pracodawcy, który powiedział, że właśnie przelał mi wypłatę, bo to był 10 lipca i dzięki temu mogłem zapłacić i stamtąd wyjechać - mówi Mykola.
Z bolącym sercem mężczyzna zapłacił całą kwotę. Od razu pojechał też do redakcji Głosu Wielkopolskiego, by nagłośnić temat. Napisał też pismo do dyrekcji Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu i liczy na zwrot pieniędzy.
Ja przecież zaparkowałem pod szpitalem, a nie pod kinem czy supermarketem. Nie byłem też tam nikogo odwiedzić, ale sam potrzebowałem pomocy - mówi mężczyzna.
Ewa Żurowska, kierownik biura dyrekcji szpitala zapewniła Głos Wielkopolski, że wniosek mężczyzny zostanie rozpoznany niezwłocznie. Jak podkreśla, opłaty zostały podniesione na tak wysokie, by kierowcy nie parkowali zbyt długo i nie blokowali małej liczby miejsc parkingowych.