trwa proces

Policjant zastrzelił 21-letniego Adama. Ojciec chłopaka nie kryje żalu. "Jestem załamany..."

2023-12-08 14:08

- Jestem załamany zeznaniami byłych funkcjonariuszy, wierzyłem, że powiedzą, jakim człowiekiem jest oskarżony i jakie ma metody w pracy – powiedział w piątek, 8 grudnia po rozprawie Artur Czerniejewski, ojciec 21-letniego Adama zastrzelonego przez policjanta. W sądzie podczas rozprawy obowiązywały nadzwyczajne środki ostrożności.

Sprawa tocząca się przed Sądem Okręgowym w Kaliszu dotyczy wydarzeń z 14 listopada 2019 r., kiedy przed południem na jednym z konińskich osiedli patrol policji próbował wylegitymować 21-latka i dwóch 15-latków. Adam Czerniejewski, zaczął uciekać i - według informacji śledczych - nie reagował na wezwania do zatrzymania. Dlatego, goniący go funkcjonariusz Sławomir L. użył broni. Postrzelony przez policjanta młody mężczyzna zmarł na miejscu, pomimo udzielonej mu pomocy medycznej. Kula przebiła klatkę piersiową mężczyzny na wylot, rozrywając serce i płuca.

Zobacz: Policjant śmiertelnie postrzelił 21-letniego Adam. Teraz kaja się przed sądem. "Gdybym mógł cofnąć czas..."

Prokuratura Regionalna w Łodzi oskarżyła policjanta o nieumyślne spowodowanie śmierci 21-latka, za co grozi do pięciu lat więzienia. Ustalenia śledztwa doprowadziły do wniosku, że oskarżony w sposób niewłaściwy i niezgodnie z ogólnymi zasadami postępowania z bronią palną posługiwał się nią podczas interwencji.

Według prokuratury, policjant prowadził pościg z niezabezpieczoną bronią, trzymając palec prawej dłoni w pobliżu języka spustowego. Podczas próby zatrzymania uciekającego użył do tego ręki, w której trzymał przeładowany pistolet, kierując broń w stronę 21-latka, na skutek czego doszło do wystrzału. Sławomir L. od początku nie przyznawał się do zarzutu. Zdaniem pełnomocnika rodziny 21-latka oskarżony powinien odpowiadać za zabójstwo. Obrona - ja powiedział PAP adwokat policjanta Michał Wójcik - będzie wnioskować o uniewinnienie funkcjonariusza.

W piątek, 8 grudnia swoje zeznania w sądzie złożyli dwaj byli policjanci z Konina, z którymi - jak powiedzieli - rozwiązano stosunek pracy w jednostce ze względu na "ważny interes służby".

Zdaniem przełożonych Maciej M. i Łukasz S. mieli wystąpić w filmiku nagranym przez Zbigniewa Stonogę, w którym negatywnie wypowiedzieli się na temat sposobów pracy między innymi oskarżonego. Choć ich głosy były zniekształcone, inni policjanci podpisali oświadczenia, z których wynikało, że na nagraniu rozpoznają głosy właśnie tych policjantów.

Przybyli do sądu mężczyźni zaprzeczyli, że byli bohaterami nagrania. Zeznali też, że nie mają żadnej wiedzy na temat sposobów pracy oskarżonego. - Na komendzie mówiło się, że oskarżony lubił robić wyniki nie patrząc na środki, których używał. Mówiono, że jego metody pracy nie zawsze były zgodne z prawdą, naciągał fakty ale przykładów nie podam i nie mogę tego potwierdzić. To są tylko plotki – zeznał jeden z nich. Podkreślił, że plotki zaczęły krążyć dopiero po tragicznym zdarzeniu.

Drugi zeznał, że "wcześniej nawet nie wiedziałem, że taki policjant pracuje, bo nie znaliśmy się". Na treść ich zeznań nerwowo zareagował ojciec zastrzelonego. - Cały się trzęsę. Liczyłem na nich. Wierzyłem, że potwierdzą to, co powiedzieli na nagraniu. Jestem załamany. Byli moją nadzieją – powiedział PAP po wyjściu z sądu mężczyzna.

Na trzecim i czwartym terminie rozprawy obowiązywały w Sądzie Okręgowym w Kaliszu specjalne środki ostrożności. Wchodzących na salę kontrolowali policjanci, oskarżonemu towarzyszyli uzbrojeni funkcjonariusze w maskach na twarzach, natomiast konwój przewoził mężczyznę na sygnałach.

Powodem mógł być wpis Artura Czerniejewskiego na stronie społecznościowej, w którym zagroził oskarżonemu policjantowi. O wyjaśnienie znaczenia słów zwróciła się do mężczyzny przewodnicząca składu orzekającego sędzia Katarzyna Maciaszek. Na sali nie było słychać jego wyjaśnień, ponieważ sędzia kazała podejść do stołu sędziowskiego.

Kolejny termin rozprawy sąd wyznaczył na 19 stycznia 2024 r.

Sonda
Czy policji uda się ustalić przebieg tragedii?
Policjant przed sądem