Zdaniem śledczych, Svitłana P. (56 l.) nie tylko znęcała się na dziećmi z rodzinnego domu dziecka, ale prowadziła też w Polsce i Ukrainie… dziecięcą agencję towarzyską. Choć proces w tej sprawie trwał w Sądzie Okręgowym w Poznaniu aż trzy lata, wyroku nadal nie ma. Sędzia chce jeszcze raz przesłuchać oskarżoną i zajrzeć do prokuratorskich akt. Tymczasem Svitłana P. zarzeka się, że oskarżenia wobec niej są zmyślone. Przyznaje, że z długiej listy przestępstw zgadza się tylko to, że czasami biła dzieci, które były pod jej opieką w ramach rodzinnego domu dziecka. Svitłana opiekowała się sierotami jeszcze w Ukrainie, a po wybuchu wojny trafiła ze wszystkimi do Poznania. To tutaj dzieci poskarżyły się, że są ofiarami wyrachowanych tortur.
Czytaj także: Piekło w domu dziecka. Ukrainka biła krzakiem z kolcami i po genitaliach. Na talerzu podawała psie odchody
Lista okropieństw, jakich zdaniem śledczych zafundowała kobieta dzieciom jest długa. - Poniżała, zastraszała, zmuszała do wielogodzinnego stania w kącie czy jedzenia zepsutych pokarmów. Ograniczała im także dostęp do jedzenia, picia i toalety - mówiła na sali rozpraw prokurator Nina Tybinkowska-Sepsiak z Poznania. To jeszcze nie wszystko: kobieta miała również bić dzieci krzakiem z kolcami, gałęziami, ale też tłuczkiem do mięsa. Miała wyrywać dzieciom włosy i do ust wkładać brudnego pampersa. Jeden z chłopców miał być bity po penisie i przywiązywany do drążka, pianina, a na talerzu do jedzenia miał podawaną psią kupę. Szczegóły poniżej.
Ukrainka odpiera zarzuty, obrońca mówi o absurdach procesu. Sąd jeszcze raz zajrzy do akt sprawy
Jakby tego było mało, kobieta miała też rzekomo zapraszać do domu pedofilów i oddawać w ich ręce bezbronne dzieci. Maluchy miały być również faszerowane lekami, a budziły się obolałe i bez bielizny. Ukrainka sama również miała molestować dzieci, m.in. zmuszać je do "innej czynności seksualnej", by zaspokajać swoje potrzeby. Śledczy w sprawie siatki pedofili prowadzili osobne postępowanie, ale ze względu na brak wykrycia sprawców, zostało ono umorzone. To właśnie do tych akt chce jeszcze przed wydaniem wyroku zajrzeć Sąd Okręgowy w Poznaniu.
Mimo wcześniejszych zapowiedzi o końcu procesu, przesłuchana także jeszcze raz zostanie sama oskarżona. - Sąd dokładnie przeanalizował akta - cieszy się mec. Jędrzej Kwiczor, obrońca Ukrainki. - Obiektywnie dowody nie wskazują, żeby doszło do przestępstwa pedofilii. Jeśli zarzuty wobec niej miałyby być prawdą, to moja klienta musiałaby być lepsza od Epsteina - mówi adwokat.
Mężczyzna wskazuje, że ani badania lekarskie, ani badania fizykochemiczne włosów, ani nawet odzieży dzieci nie wskazywały na to, żeby były ofiarami przemocy seksualnej. Proces Svitłany P. trwa już trzy lata i - jak wynika z naszych ustaleń - może przeciągnąć się niemal do końca 2026 roku.