Jacka Sz. - pseudonim „Szambo” - w Krotoszynie znają wszyscy. Mężczyzna ma bogatą kartotekę kryminalną, często bywał za kratkami, a gdy nie siedział w więzieniu, wzbudzał postrach w mieście. Wiele osób, widząc go, po prostu przechodziło na drugą stronę ulicy.
Wszyscy wiedzieli, że jest agresywny i brutalny. W jego mieszkaniu znaleziono też na przykład kobietę w połogu i zawiniętego w reklamówkę noworodka. Zarzuty usłyszała wtedy tylko matka dziecka. 13 lat temu, 3 lutego 2013 roku, 48-letni wtedy „Szambo” wybrał się do miasta na imprezę z dużo młodszym kolegą - Pawłem R. (25 l.). Nie wylewali za kołnierz, aż w końcu - w nocy - trafili do mieszkania Jacka Sz. To tam doszło do dramatu, bo „Szambo”, bez ostrzeżenia, rzucił się na Pawła i zaczął go bić.
Wielokrotnie uderzał go w głowę i klatkę piersiową. Zakrwawionego mężczyznę znaleziono z opuszczonymi spodniami i bielizną przed domem, w którym został skatowany. Chociaż Jacek Sz. twierdził, że Paweł R. wyszedł z jego mieszkania cały i zdrowy i się po prostu przywrócił na ulicy, śledczy i sąd nie uwierzyli mu.
Jacek Sz. skatował kolegę w swoim mieszkaniu, a potem jego zwłoki wyrzucił na ulicę, za co Jacek Sz.usłyszał wyrok 12 lat więzienia. Latem, po odsiedzeniu całej kary, „Szambo” wyszedł na wolność. Długo się nią jednak nie nacieszył, bo… znów zaatakował.
Tym razem Jacek Sz. trafił do mieszkania Ryszarda M. (56 l.). Rysiek był spokojny i nikomu nigdy krzywdy nie zrobił.
- Nie pracował, ale zawsze był grzeczny i nigdy z nim nie było kłopotów - mówią sąsiedzi mężczyzny, którzy nigdy nie widzieli go w towarzystwie Jacka Sz. Dlaczego on go tutaj przyprowadził? - zastanawiają się głośno.
Wiadomo, że feralnej nocy z 27 na 28 października Jacek Sz. rzucił się na niego, tak jak 13 lat temu na Pawła R.
- Zaczął go bić, kopać, następnie ta skala przemocy, która została zastosowana, miała charakter tak wielki, że doprowadziła do szeregu obrażeń, które w efekcie doprowadziły do zgonu pokrzywdzonego - mówi Maciej Meler, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim.
Ryszarda znalazł inny kolega, który pojawił się rano jego mieszkaniu. Zakrwawiony Ryszard leżał na podłodze w kuchni.
- Był skulony, zakrwawiony i już nie oddychał - mówi sąsiadka, która zadzwoniła na pogotowie. Na ratunek dla Ryszarda było już jednak za późno. Jak się później okazało, 61-latek usiłował zmyć z podłogi ślady krwi, ale zostawił przy tym tyle śladów, że zidentyfikowanie mordercy było już tylko kwestią czasu. Jacek Sz.znów trafił za kratki.
- Mężczyźnie grozi kara pozbawienia wolności w wymiarze od lat 15 do kary dożywotniego pozbawienia wolności - wyjaśnia Meler, dodając, że w związku z wcześniejszym skazaniem za zabójstwo, prokurator przedstawił mężczyźnie zarzut popełnienia kolejnego takiego przestępstwa w warunkach recydywy kwalifikowanej.