Tata samotnie walczy o zdrowie syna. Artur pilnie potrzebuje rehabilitacji

2026-08-06 21:02

Historia Roberta i jego syna Artura to poruszająca opowieść o walce, miłości i nadziei wbrew tragicznym diagnozom lekarzy. Dziś samotny tata staje przed kolejnym wyzwaniem – musi w kilka dni zebrać pieniądze na kluczowy turnus rehabilitacyjny. Bez niego postępy Artura mogą zostać zaprzepaszczone.

Historia Artura i jego taty, Roberta, to gotowy scenariusz na film o sile ojcowskiej miłości. Zostali sami, by zmierzyć się z chorobą, która na zawsze odmieniła ich życie. Jak pisze tata chłopca, na portalu Siepomaga.pl trwa zbiórka pod hasłem "Tata i synek - sami przeciwko chorobie... Pomóż Arturkowi!". Cel jest jeden: zapewnić Arturowi leczenie i rehabilitację, które są dla niego jedyną szansą na sprawność. 14-letni Artur  z Kleczewa w Wielkopolsce ma niedowład spastyczny czterokończynowy i niedowidzenie znacznego stopnia. 

Robert w poruszających słowach zwraca się o pomoc, podkreślając, że choć wie, że jego syn nigdy nie będzie w pełni zdrowy, nie przestanie walczyć o jego lepsze jutro.

- Znów tu jestem i proszę o pomoc dla mojego synka! On nigdy nie wyzdrowieje - wiem to. A ja nigdy nie przestanę prosić o wsparcie, bo to jedyna szansa na jak najlepsze życie dla mojego tak ciężko skrzywdzonego przez los Arturka...

- pisze Robert, tata Artura, w opisie zbiórki.

Dramat, który zaczął się od złej diagnozy

Szczęście Roberta i jego żony trwało zaledwie trzy miesiące po narodzinach wyczekiwanych bliźniaków, Artura i Lenki. Wtedy chłopiec ciężko zachorował. Mimo wielokrotnych wizyt w szpitalu i pogarszającego się stanu, lekarze przez pięć miesięcy upierali się przy diagnozie zapalenia płuc. Tragedia wisiała w powietrzu. Po jednym z wypisów do domu, Artur nagle zsiniał i przestał oddychać, zapadając w 24-godzinną śpiączkę. Po wybudzeniu koszmar trwał dalej.

Punktem zwrotnym było potężne zakrztuszenie, po którym chłopiec ponownie zapadł w śpiączkę. Tym razem się nie obudził. Diagnoza była jak wyrok.

- Wynik rezonansu - mózg obumarł w 99 %. Grunt usunął mi się spod stóp, gdy lekarz powiedział, że nie ma nadziei. Mieliśmy tylko czekać na śmierć synka… Próbował nas jeszcze "pocieszać", że taki stan to wegetacja, więc nawet lepiej, że Arturek umrze. Jak można coś takiego powiedzieć do rodzica umierającego dziecka?!

- wspomina tata Artura.

Dopiero w Centrum Zdrowia Dziecka, dokąd ojciec przeniósł syna na własne żądanie, postawiono właściwą diagnozę - refluks żołądka, który powodował zachłystowe zapalenie płuc. Gdyby chorobę rozpoznano od razu, Artur byłby dziś zdrowym dzieckiem.

"Jestem dla niego mamą i tatą w jednym"

Robert został sam z chorym synem. Wbrew stereotypom, to on podjął się opieki, poświęcając wszystko dla Artura.

- Jestem dla niego mamą i tatą w jednym, opiekunem, rehabilitantem, jego oczami i rycerzem, który obroni go przed całym złem świata i będzie się starał, by nikt już go nie skrzywdził. (...) Nie czuję się żadnym bohaterem - przecież jestem ojcem, a mój syn mnie potrzebuje. Nigdy go nie zostawię i będę walczył o niego do końca życia

- wyznaje Robert.

Wbrew prognozom lekarzy, którzy kazali przygotowywać się na pogrzeb, Artur zaczął odzyskiwać świadomość. To był prawdziwy cud i początek żmudnej walki o każdy, nawet najmniejszy postęp.

Wyścig z czasem o przyszłość Artura

Dziś, dzięki intensywnej rehabilitacji, Artur robi niesamowite postępy. Chociaż niedawno nadeszła kolejna druzgocąca wiadomość - chłopiec nigdy nie odzyska wzroku - ojciec i syn nie poddają się. Artur potrafi już samodzielnie siedzieć, a nawet stawać na nogach. To wszystko efekt ciężkiej pracy, która teraz może zostać zaprzepaszczona.

Robert otrzymał informację o zwolnieniu się miejsca na kluczowym, trzytygodniowym turnusie rehabilitacyjnym. To ogromna szansa, ale brakuje pieniędzy, a czasu jest dramatycznie mało.

- Nie mamy środków na turnus - zostały nam tylko 4 dni! Potrzebna PILNA pomoc! (...) Otrzymałem informację, że zwolniło się miejsce na trzytygodniowym turnusie rehabilitacyjnym, na który Artur może wyjechać już od najbliższej niedzieli. Koszt turnusu wynosi 18 000 zł, a do zebrania brakuje nam jeszcze około 8 000 zł. To dla nas ogromna szansa, której bardzo nie chcielibyśmy stracić

- alarmuje tata Artura w najnowszej aktualizacji na stronie zbiórki.

Ojciec Artura podkreśla, że przerwanie rehabilitacji może doprowadzić do katastrofy - zwiększenia spastyki, a nawet zwichnięcia bioder i ogromnego cierpienia. Dlatego z całego serca prosi o pomoc.

- Mój syn to całe moje życie. Staram się, jak mogę, jednak codzienność jest ciężka. Chciałbym zapewnić Arturkowi wszystko, co najlepsze, jednak barierą są pieniądze. Jesteśmy zgraną drużyną, która prosi o pomoc. (...) Za każde wsparcie z całego serca dziękuję w imieniu swoim i synka!

- podsumowuje Robert.

Link do zbiróki: Tata i synek - sami przeciwko chorobie... Pomóż Arturkowi!

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki