Bartosz G. usłyszał uszczegółowiony zarzut
Śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Płocku wkroczyło w decydującą fazę. Bartoszowi G. przedstawiono zarzut w ostatecznym kształcie. Zmieniony został przede wszystkim opis obrażeń stwierdzonych u zamordowanej 16-latki.
– Bartoszowi G. przedstawiony został zarzut w ostatecznym kształcie. W trakcie przesłuchania w charakterze podejrzanego, w obecności trojga obrońców, nie przyznał się do zarzucanego mu przestępstwa i odmówił złożenia wyjaśnień – przekazał w komunikacie prokurator Marcin Bagiński, zastępca prokuratora okręgowego w Płocku.
Śledczy nie ujawniają, jakie dokładnie informacje znalazły się w uzupełnionym opisie czynu. Jak tłumaczy prokuratura, wynika on z końcowych opinii dotyczących obrażeń Mai. Szczegóły pozostają niejawne ze względu na drastyczny charakter sprawy i dobro postępowania.
Obrońcy czytają akta. Śledztwo jest na ostatniej prostej
Bartosz G. i jego obrońcy rozpoczęli zapoznawanie się ze zgromadzonymi materiałami. To jeden z ostatnich etapów postępowania przygotowawczego.
Oznacza to, że postępowanie przygotowawcze prowadzone przeciwko niemu znajduje się już na absolutnie końcowym etapie. Zgromadzony został pełny materiał dowodowy.
Zapoznawanie się z obszernymi aktami ma potrwać kilka dni. Następnie podejrzany i jego obrońcy otrzymają trzy dni na ewentualne złożenie wniosków o uzupełnienie śledztwa. Prokurator zdecyduje, czy zostaną one uwzględnione.
Jeżeli nie pojawią się nowe przeszkody, kolejnym krokiem może być sporządzenie i skierowanie do sądu aktu oskarżenia.
Pełnomocnik rodziny Mai: proces może ruszyć jeszcze w tym roku
Na zakończenie śledztwa czekają bliscy zamordowanej 16-latki. Ich pełnomocnik, mecenas Wojciech Kasprzyk, ma nadzieję, że sprawa szybko trafi na wokandę.
– Liczę, że do końca wakacji do sądu wpłynie akt oskarżenia i jeszcze w tym roku rozpocznie się proces Bartosza G. Obrońcy, z tego co wiem, zapoznają się z materiałami zgromadzonymi w sprawie – mówi mecenas Wojciech Kasprzyk, pełnomocnik rodziny Mai Kowalskiej.
Bartosz G. nadal przebywa w areszcie. Prokuratura wnioskowała o przedłużenie stosowania tego środka zapobiegawczego o kolejne trzy miesiące.
Jednym z najważniejszych dokumentów zgromadzonych w śledztwie jest opinia biegłych psychiatrów. Po przeprowadzonej obserwacji uznali oni, że podejrzany był poczytalny w chwili zarzucanego mu czynu.
Oznacza to, że mógł rozpoznać znaczenie swojego postępowania i nim pokierować. Zdaniem specjalistów jego obecny stan psychiczny pozwala mu również brać udział w postępowaniu i prowadzić obronę w sposób samodzielny oraz rozsądny.
Maja wyszła z domu i już nie wróciła
Dramat rozpoczął się 23 kwietnia 2025 roku. Maja Kowalska wyszła z domu, by spotkać się z mieszkającym w pobliżu znajomym. Wieczorem kontakt z 16-latką się urwał.
Następnego dnia oficjalnie zgłoszono jej zaginięcie. Rodzina, znajomi i policjanci rozpoczęli gorączkowe poszukiwania. Bliscy wciąż mieli nadzieję, że dziewczyna wróci do domu.
29 kwietnia rodzina przekazała funkcjonariuszom, że Maja mogła zostać pozbawiona wolności. Dwa dni później, 1 maja, nadeszła tragiczna wiadomość. Ciało nastolatki odnaleziono w zaroślach w pobliżu zakładu produkcyjnego należącego do rodziny Bartosza G.
Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci były rozległe obrażenia głowy zadane trzonkiem lub podobnym tępokrawędzistym przedmiotem. Nastolatka miała też obcięty kciuk.
Zatrzymany podczas szkolnego wyjazdu do Grecji
Bartosz G. przebywał w tym czasie w Grecji, dokąd wyjechał w ramach szkolnego wyjazdu. Został zatrzymany na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania.
Początkowo nie zgadzał się na przekazanie do Polski. Postępowanie ekstradycyjne trwało przez kolejne miesiące. W maju 2025 roku, podczas pobytu w specjalnym ośrodku dla nieletnich, podjął próbę samobójczą i został przewieziony do szpitala.
Do Polski trafił ostatecznie 23 grudnia 2025 roku. Dwa dni później - w święta Bożego Narodzenia- prokuratura przedstawiła mu zarzut zabójstwa Mai ze szczególnym okrucieństwem. Już wtedy nie przyznał się do popełnienia zarzucanego czynu i odmówił składania wyjaśnień.
Bartoszowi G. grozi od 15 do 30 lat pozbawienia wolności. Ponieważ w chwili zarzucanego czynu miał 17 lat, nie może zostać wobec niego orzeczona kara dożywotniego więzienia.
Kilka dni, które pozostały obrońcom na przejrzenie akt, może więc zamknąć trwające od ponad roku śledztwo. Dla rodziny Mai nie będzie to jednak koniec bolesnej drogi. Następnym jej etapem może być proces, podczas którego sąd zdecyduje, czy Bartosz G. odpowiada za śmierć 16-latki.