Żona odeszła do innego! Zazdrosny mąż ZAATAKOWAŁ kobietę i jej kochanka MŁOTKIEM [ZDJĘCIA]

2020-02-13 12:30 MROK

Ta historia pokazuje, że od miłości do nienawiści jest naprawdę blisko… Grzegorz W. (50 l.) z Jarocina (woj. wielkopolskie) rzucił się na żonę i jej kochanka z młotkiem. Walił na oślep i o mało nie wysłał ich na „tamten” świat. Za usiłowanie zabójstwa zostanie za kratkami 12 długich lat.

To cud, że ta zbrodnia nie skończyła się na cmentarzu. Grzegorz W. tak wściekł się na żonę, która odeszła od niego z kochankiem, że wyposażony w młotek siłą i przymusem postanowił sprowadzić niewierną ukochaną do domu i dzieci. Wściekłość nie jest jednak dobrym doradcą i Grzegorz W. o mało nie zabił.

Dramat rozegrał się na początku marca dwa lata temu. Grzegorz W. wypił parę głębszych i pokłócił się ze swoimi dziećmi.   Przeszkadzało mu wszystko. I to, że zbyt długo dzieci siedzą przed telewizorem, a co najważniejsze - że mądre dzieci schowały przed ojcem kluczyki do auta. Grzegorz W. w końcu usłyszał, że to przez niego matka odeszła z domu. Wtedy wpadł na szatański plan. Postanowił pojechać po żonę, która odeszła z kochankiem i od kilku miesięcy mieszkała już z nowym partnerem. - Zaraz przywiozę matkę do domu - rzucił do jednego z synów Grzegorz W.

Jak powiedział, tak zrobił. Chwycił do ręki młotek i gdy pojawił się pod mieszkaniem żony, zaczął walić w drzwi. Kobieta ani myślała otwierać mężowi. Grzegorz W. Najpierw zaczął więc w drzwi uderzać młotkiem, a potem bezpardonowo je po prostu wyważył. Z dziką furią zdaniem śledczych rzucił się na Elżbietę W. i jej partnera Janusza K. Uderzał prosto w głowę. - Biegły ustalił, że oskarżony uderzał swoje ofiary z dużą siłą oraz w sytuacji, gdy oboje pokrzywdzeni stracili przytomność, byli bezbronni i nie stawiali oporu - mówił rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wlkp. Maciej Meler.

Grzegorz W. w sądzie nie przyznawał się do usiłowania zabójstwa. Pokrętnie tłumaczył, że potknął się o dywanik, a obrażenia powstały u żony i jej kochanka powstały, bo jego ofiary uderzyły się o kanapę i szafkę. Sąd jednak mu nie uwierzył. - Oskarżony chciał zabić pokrzywdzonych i wszystko miał przygotowane i przemyślane - podkreślił w uzasadnieniu wyroku sędzia Marcin Borowiak.