Bracia Kliczko byli częstymi gośćmi taksówkarza z Przemyśla. Do dzisiaj przechowuje po nich pamiątkę [WIDEO, GALERIA]

2022-05-19 12:25
BRACIA KLICZKO
Autor: Beata Olejarka Mikołaj Baran ciągle trzyma pozłacany zegarek ówczesnej partnerki Witalija Kliczko, który zostawiła u niego w domu.

Witalij i Wołodymir Kliczko dzisiaj są bohaterami Ukrainy, która od 24 lutego 2022 walczy z rosyjskim agresorem. Bracia zrobili karierę w sporcie, teraz walczą o wolność swojego kraju. Ćwierć wieku temu, gdy stawiali pierwsze kroki na ringu bokserskim, mieli przyjeżdżać na Podkarpacie i tutaj zaopatrywać się w sprzęt sportowy. Ich przewodnikiem i taksówkarzem był Mikołaj Baran z Przemyśla.

Lata dziewięćdziesiąte XX wieku były czasem wielkich przemian zarówno dla Polski jak i dla naszych sąsiadów z Ukrainy. U nas w siłą rósł kapitalizm, a Ukraina przestała być częścią komunistycznego ZSRR,  stała się wolnym krajem. Nasi  wschodni sąsiedzi przyjeżdżali pohandlować do kraju nad Wisłą. Polacy szukali swojej szansy na lepsze życie. Wśród nich był przemyślanin Mikołaj Baran (67 l.). Wówczas trudniący się fachem nauczyciela przedmiotów zawodowych w szkole budowlanej. Po lekcjach dorabiał na taksówce. To wtedy do jego samochodu miał wsiąść potężnej budowy Ukrainiec. Przyjechał na zakupy, chciał zobaczyć miasto i znaleźć miejsce na nocleg. Pan Mikołaj szukał hotelu z wolnym pokojem, zawiózł nawet gościa do Krasiczyna, ale nigdzie nie było miejsca. Taksówkarz wówczas zaproponował młodemu mężczyźnie, że przenocuje go w swoim domu. Rosły mężczyzna się ucieszył i tak miała zacząć się znajomość Mikołaja Barana z braćmi Kliczko.

Pamiątka po odwiedzinach braci Kliczko

Czasem miał przyjeżdżać jeden z nich, który dzisiaj jest merem Kijowa, czasem obaj. Raz Witalij i Wołodymir przyjechali na stancję do Przemyśla ze swoimi trenerami. Bywało i tak, że Witalij Kliczko do domu w Przemyślu przywoził piękną brunetkę. Ta w przyszłości miała zostać żoną ukraińskiego polityka. Podczas jednej z ostatnich wizyt w domu Mikołaja Barana, a był to rok 1997 lub 1998 kobieta zostawiła pozłacany zegarek w łazience. Przemyślanin ma go do dzisiaj i zaznacza, że jeżeli tylko będzie okazja, odda go właścicielce.

Dalsza część artykułu poniżej galerii zdjęć: 

- Często przyjeżdżali. Żona jest kucharką, więc robiła im nasze dania. Zarówno Witalij jak i jego partnerka zajadali się polskimi pierogami, które im bardzo smakowały. Ja wówczas miałem mercedesa tzw. "beczkę", to było coś. Zawoziłem ich do Rzeszowa na giełdę. Oglądali samochody i kupowali sprzęt sportowy, bo na Ukrainie było tego bardzo mało. W ogóle robili u nas zakupy. Już wtedy chcieli dostać się do Niemiec, na zachód i powtarzali, że jeszcze o nich usłyszę - wspomina Mikołaj Baran.

Bracia Kliczko: serdeczni i zdecydowani

Przemyślanin wspomina braci Kliczko jako konkretnych, zdecydowanych i zdeterminowanych ludzi, przy tym bardzo serdecznych i towarzyskich. Dzisiejszy mer Kijowa miał wybawić taksówkarza od mandatu. Poczuwał się w obowiązku, bo to bracia mieli namówić Pana Mikołaja do przekroczenia prędkości.

Zobacz też: Leżajsk. Z konta 77-latki zniknęło 250 tys. zł! Sprzedała nieruchomość, by kupić nierefundowany lek

- Zawoziłem  ich wtedy na giełdę do Rzeszowa. Wyjechaliśmy bardzo wcześnie rano, mgła, to jadę powolutku, a Witalij mnie podpuszczał: "Taka mocna  maszyna, a tak słabo jedzie". No i dałem się sprowokować. W Łańcucie policjant zmierzył nas radarem. Mieliśmy przekroczoną prędkość. Witalij mówi, że to załatwi. Wyszedł do mundurowego, pogadał. Policjant nic już od nas nie chciał, jeszcze mnie ostrzegł, żebym już tak nie pędził, bo pod Rzeszowem też stoją z radarem i pojechaliśmy dalej. Ja, bracia Kliczko i ich trenerzy - uśmiecha się mężczyzna.  

W latach 90 gościł u siebie braci Kliczków, teraz pomaga Ukraińcom

Kiedyś bracia Kliczko, teraz mieszkają uchodźcy z Ukrainy

Potem kariera Witalija i Wołodymira nabrała rozpędu i już nie odwiedzali Przemyśla. Jednak Mikołaj Baran śledził ich losy i kibicował podczas kolejnych walk. Teraz obserwuje działania polityczne mera Kijowa oraz ich walkę o wolność.  W domu, gdzie kiedyś gościli bracia Kliczko obecnie mieszkają uchodźcy z Ukrainy.

- Gościłem ich w pokoju na piętrze. Teraz ten dom stałby pusty, bo wybudowałam go dla córek, które rozjechały się po świecie, więc jak tylko wybuchła wojna, od razu z żoną zdecydowaliśmy, że przyjmiemy kilka osób, które nie będą miały się gdzie podziać. W sumie mamy ich 26. Głównie kobiety z dziećmi. Bardzo żal mi tych ludzi i tych dzieci. Nigdy, nigdzie nie powinno być wojny, dlatego robimy co możemy, żeby im pomóc, żeby dobrze się u nas czuli - mówił ze łzami w oczach mężczyzna.

Sytuacja w Ukrainie bardzo go dotyka. Nie tylko dlatego, że pochodzi z rodziny polsko-ukraińskiej, ale codziennie rozmawia z kobietami, które gości i one przekazują informacje od mężów, ojców i braci. O trudach wojennego życia i o samotności, której doświadczają. Wyrwani ze swoich domów i ze swojego życia. Mikołaj Baran ciągle śledzi sytuację na froncie i podziwia braci Kliczko, którzy wykazują się ogromną odwagą i determinacją, by mobilizować naród ukraiński w tych trudnych czasach. Kiedyś marzył, by zobaczyć jakąś ich walkę na żywo. Teraz  marzy tylko, by Witalij i Włodymir Kliczko nie musieli już nigdy walczyć o swój kraj.

Sonda
Kiedy skończy się wojna na Ukrainie?
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE