Burmistrz gminy Jedlicze, Wojciech Tomkiewicz, zabiera głos po tragedii, która wydarzyła się 19 października 2026 roku na terenie Przedszkola Samorządowego, gdzie na zaproszenie pani dyrektor przyjechała karetka pogotowia. Warsztaty prowadzili wówczas studenci i wykładowca Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Krośnie. Wśród przedszkolaków, którzy mieli okazję zobaczyć wnętrze karetki i jej wyposażenie, był 3-letni Miecio. Niestety, w trakcie pokazu coś poszło nie tak. Chłopiec został potrącony na terenie przedszkola przez pojazd pogotowia ratunkowego. Jego stan od początku był bardzo poważny. Po pięciu dniach dziecko zmarło.
Burmistrz Tomkiewicz nie kryje poruszenia całą sytuacją. – To bardzo przykre i tragiczne wydarzenie przede wszystkim dla rodziny zmarłego dziecka. Jest to także bardzo trudna sytuacja w naszej placówce przedszkolnej, nad którą staramy się zapanować. Kierujemy tam dodatkową pomoc, ponieważ ta placówka cały czas funkcjonuje i sprawuje opiekę nad dziećmi - powiedział w rozmowie z "Super Expressem".
Czytaj także: 3-latek miał imię po dziadku, tata jest ratownikiem. Maluch zginął pod kołami karetki. "To było kochane dziecko"
Włodarz zapewnia, że wszystko odbywa się we właściwych warunkach. I choć trudno dziś odpowiedzieć na pytanie, jak doszło do wypadku, bo sprawę wciąż badają odpowiednie służby, to jedno jest pewne. - Z całą pewnością dziecko w niczym nie zawiniło - ujawnił burmistrz Wojciech Tomkiewicz. - Jest to niezrozumiały wpadek i musimy poczekać na ustalenia policji, która pracuje pod nadzorem prokuratora - dodaje.
Przypomnijmy, że rodzice małego Miecia - tata jest ratownikiem, a mama pielęgniarką - zdecydowali oddać narządy synka do transplantacji, a tym samym dać szansę śmiertelnie chorym dzieciom na życie. Ten piękny gest spotkał się z ogromnym odzewem w mediach społecznościowych.
"Wypłakaliśmy wszystkie łzy świata". Gmina w żałobie po śmierci 3-letniego Miecia
Sąsiadka rodziny 3-letniego Miecia w rozmowie z "Super Expressem" mówi wprost: - My już wypłakaliśmy wszystkie łzy świata. To było kochane, rezolutne dziecko. Jedynak. Kilka lat temu zmarł dziadek Miecia, w młodym wieku, też miał na imię Mieczysław. Myślę, że to po nim wnuk dostał imię. A teraz razem będą leżeć na cmentarzu. Straszna tragedia. Nie umiem zrozumieć, jak do niej mogło dojść – wyznała kobieta.
Mieszkańcy Jedlicza, podobnie jak ona, są wstrząśnięci tragedią, która wydarzyła się tu przed tygodniem. To mała miejscowość, koło Krosna. Liczy zaledwie 5,5 tysiąca mieszkańców. Wszyscy się tu znają. – Modlimy się o siłę dla nich, bo nic innego już nie można zrobić – powiedziała inna osoba spotkana w okolicy przedszkola, w którym doszło do tragedii.
Mieszkańcy składają bliskim chłopca kondolencje oraz wyrazy współczucia. Postępowanie policji pod nadzorem prokuratury, które ma wyjaśnić okoliczności wypadku, nadal trwa.