Ksiądz Krzysztof pochowa pielgrzymów po dramacie na Węgrzech. "Ogromna tragedia, smutny czas dla parafii"

Ksiądz Krzysztof będzie musiał pochować pielgrzymów, którzy zginęli w tragicznym wypadku na Węgrzech. Grupa kilkudziesięciu osób wracała akurat z trasy do Polski, mieli bezpiecznie dotrzeć do domu. Niestety, zdarzył się wypadek, w którym śmierć poniosło aż dwanaście osób, a wiele innych zostało rannych - mniej lub bardziej poważnie. - To smutny czas dla parafii - mówi ks. Krzysztof w rozmowie z "Super Expressem". Poznajcie szczegóły.

Pielgrzymka do Medjugorie wyruszyła 8 sierpnia 2026 roku. Wśród uczestników znalazło się aż 18 mieszkańców Siedlisk, niewielkiej miejscowości w województwie podkarpackim. Wszyscy mieli na spokojnie, bezpiecznie wrócić do domu, dokładnie w niedzielę rano, 16 sierpnia. Tak się jednak nie stało. W drodze powrotnej, na autostradzie na Węgrzech, doszło do wypadku, w którym zginęło 12 osób, w tym kilkoro mieszkańców Siedlisk. Wielu innych uczestników, których łącznie było kilkudziesięciu, zostało mniej lub bardziej rannych. Niektórzy z nich walczą o życie w szpitalu. Podczas gdy trwają szczegółowe ustalenia śledczych dotyczące okoliczności zdarzenia, w Siedliskach trwa żałoba. Ludzie modlą się o ich szybki powrót do rodzin. Wcześniej lokalna społeczność przygotowywała dla nich wielkie powitanie: miało być świętowanie dożynek, zabawa i radość. Zamiast tego nadeszły tragiczne wieści i żałoba. Na pierwszej porannej mszy ksiądz proboszcz poinformował parafian o okropnym wypadku, który wydarzył się w nocy. Autokar, wracający z pielgrzymki do Medjugorje, miał poważny wypadek. 

Czytaj także:  W ostatniej chwili zrezygnował z pielgrzymki. "Opatrzność czuwa nade mną"

Jak ustaliła Anita Leszaj, dziennikarka "Super Expressu", oficjalnie zidentyfikowano już co najmniej trzy ofiary. Wiadomo, że są mieszkańcami Siedlisk, choć nieoficjalnie mówiło się nawet o pięciu mieszkańcach wsi. Jednym z nich jest 64–letni Józef K., który pojechał z żoną na pierwszą od lat wspólną wycieczkę. Niedługo miał przejść na emeryturę, cieszył się z tego. – We wrześniu miał narodzić się im wnuk. Tak się cieszyli. To była ich pierwsza od lat wycieczka. Godzinę przed wypadkiem zamienił się z żoną miejscami, chciał, żeby wygodniej jej się jechało. Ona przeżyła, a on zginął w wypadku – powiedział w rozmowie z "Super Expressem" krewny rodziny.

Siedliska okryły się żałobą,o niczym innym się nie mówi, tylko o tragedii, która dotknęła miejscowość. Ksiądz Krzysztof z miejscowej parafii znał niemal wszystkich, którzy wyruszyli w trasę. Teraz nie kryje emocji. Szczegóły poniżej.

Siedliska w żałobie. Ksiądz mówi o modlitwie i nadziei. "Oni potrzebują wsparcia"

Ksiądz Krzysztof w rozmowie z "Super Expressem" mówi wprost, że trwa bardzo smutny czas dla parafii, bo tragedia jest ogromna. Nigdy podobnej nikt tutaj nie przeżył i ma nadzieję, że więcej nie przeżyje. Kolosalny cios dla wielu rodzin, całych społeczności.

- Ale musimy się z tym jako parafia zmierzyć. Modlimy się za zmarłych, modlimy się za tych, co przeżyli, przebywają w szpitalach. Polecamy w modlitwie rodziny, one też potrzebują wsparcia. Osoby, które zginęły to osoby znane w naszej lokalnej społeczności, w parafii, takie zaangażowane w życie parafii - podkreśla ksiądz Krzysztof.

Z relacji duchownego wynika, że w kościele pojawia się jeszcze więcej parafian niż zwykle: przychodzą na msze święte, by modlić się za tych, którzy teraz tego najbardziej potrzebują. - To jest to, co w tej chwili możemy zrobić: to wsparcie modlitewne, ale też wsparcie dobrym słowem – powiedział ksiądz Krzysztof. Teraz, niestety, przyjdzie mu pochować pielgrzymów, którzy zginęli w tragicznym wypadku.

Galeria zdjęć: Ksiądz Krzysztof pochowa pielgrzymów po dramacie na Węgrzech. "Ogromna tragedia, smutny czas dla parafii"

Sonda
Czy byłeś/aś kiedyś na pielgrzymce?
Pokój Zbrodni - były policjant zabił tynkarza

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki