Dyrektor tnie pensje w szpitalu w Lesku
Szef placówki rozesłał do załogi oficjalne pismo. Poinformował w nim, że ze względu na tragiczną kondycję finansową szpitala, lutowe wynagrodzenia wyniosą zaledwie 75 procent podstawy. Mirosław Leśniewski wytłumaczył całą sytuację w rozmowie z reporterem Radia ESKA.
- Powodem jest to, że po prostu na koncie szpitala [...] nie było pełnej sumy na wypłacenie wynagrodzeń. Wystarczyło na wypłacenie 75 proc. Pozostałą sumę wypłacimy, jak tylko pojawią się warunki do tego, żeby to wszystko uzupełnić. [...] Nie mam dofinansowania z ministerstwa, nie mam na razie dofinansowania w ogóle znikąd. W tym momencie to jest sytuacja doraźna, a w którą stronę się rozwinie - nie mam pojęcia. To jest sytuacja, którą zastałem [...]. Musiałem podjąć taką decyzję, bo fizycznie nie było więcej pieniędzy na koncie - powiedział.
Związki zawodowe reagują na cięcia
Cięcia wywołały duże obawy wśród pracowników szpitala. Przedstawiciele związków zawodowych przygotowują już stanowczą odpowiedź i nie zamierzają ustąpić w walce o swoje prawa.
- Pielęgniarki, jak i pracownicy z innych grup zawodowych pracujących w SPZOZ Lesko, nie zgadzają się na wypłatę wynagrodzenia w 75 proc., ponieważ wszyscy pracują na 100 proc. W związku z tym, jeżeli w najbliższych dniach pracodawca nie wypłaci reszty zaległego wynagrodzenia, to będą stosowane m.in. wezwania do zapłaty do pracodawcy - powiedziała Magdalena Dąbrowska, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w Szpitalu Powiatowym w Lesku.
Działaczka zapowiedziała dodatkowo powiadomienie organu założycielskiego placówki, wojewody oraz samego Ministerstwa Zdrowia o zaistniałym kryzysie.
- Zgłosimy to również do Państwowej Inspekcji Pracy. Wykorzystamy wszystkie możliwości, żeby pracownicy odzyskali zaległe wynagrodzenia - stwierdziła.
Jak podkreślił reporter Radia ESKA, szpital w Lesku od lat zmaga się z poważnymi problemami finansowymi. Zadłużenie placówki wynosi obecnie ok. 120 milionów złotych.