Dramat w kopalni Pniówek. Zaginęło dwóch pracowników, akcja ratunkowa w toku

2025-12-22 22:25

Dramat w kopalni Pniówek. Trwa akcja ratownicza, po tym jak utracono kontakt z dwoma pracownikami. Informację przekazał Wojciech Sury, rzecznik Jastrzębskiej Spółki Węglowej, do której należy zakład. Poszukiwanych jest dwóch bardzo doświadczonych pracowników, z kilkunastoletnim stażem pracy na kopalniach, w wieku powyżej 40 lat, zatrudnionych bezpośrednio przy drążeniu wyrobiska.

Kopalnia Pniówek

i

Autor: Zaremba Kasia / Super Express
Super Express Google News
  • W kopalni Pniówek doszło do groźnego zdarzenia, w wyniku którego dwóch górników zostało uwięzionych pod ziemią.
  • W przodku N-9 na poziomie 830 metrów nastąpił wyrzut metanu, co doprowadziło do utraty kontaktu z dwoma doświadczonymi pracownikami.
  • Trwa intensywna akcja ratownicza z udziałem specjalistycznych zastępów, aby dotrzeć do zaginionych. Czy uda się ich bezpiecznie wydobyć?

- O godz. 17.10 w przodku N-9, na poziomie 830 metrów pod ziemią, doszło do zdarzenia, w wyniku którego utracono kontakt z dwoma pracownikami. W miejscu tym pracowało łącznie 10 górników — ośmiu zostało bezpiecznie ewakuowanych, natomiast z dwoma nadal nie ma kontaktu. Natychmiast po zdarzeniu podjęto akcję ratowniczą - poinformował rzecznik JSW.

- Wkrótce ma zostać podjęta penetracja rejonu wyrzutu metanu w kopalni Pniówek, aby dotrzeć do dwóch górników, z którymi dotąd nie ma kontaktu - poinformował w poniedziałek (22 grudnia) wieczorem wiceprezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej, do której należy zakład, Adam Rozmus.

Jak przekazał na briefingu przed kopalnią Rozmus, o godz. 17:10 w Pniówku doszło do wydzielenia się dużej ilości gazu złożowego - metanu, co zarejestrowały czujniki metanometrii automatycznej, zabudowane w drążonym przodku na poziomie 1000, na głębokości ok. 900 metrów.

- Sam przodek był obłożony normalnie, do postępu. Fedrowanie za pomocą wysokowydajnego kombajnu chodnikowego. W momencie urabiania o godz. 17.10 czujniki zanotowały wzrost metanu, wydzieliła się jego duża ilość - obrazował wiceprezes.

W przodku w tym momencie znajdowało się 10 pracowników. Zgodnie z procedurą rozpoczęto ewakuację - o własnych siłach wycofało się ośmiu pracowników. Z dwoma pracownikami w tym momencie utracono kontakt.

Ośmiu pracowników, bez jakichkolwiek obrażeń, wycofało się bezpiecznie w rejon skrzyżowania i równocześnie rozpoczęto akcję ratowniczą: powołano sztab akcji, który koordynuje działania z Centralną Stacją Ratownictwa Górniczego w Bytomiu i stacją okręgową.

 Rozmus dodał, że akcja prowadzona jest przy udziale Wyższego Urzędu Górniczego, Okręgowego Urzędu Górniczego i służb kopalnianych. Dotąd zadysponowano 10 zastępów ratowniczych. W przodku przywrócono przewietrzanie, osiągając stężenie 20,9 proc. tlenu.

 - Jest to wartość pozwalająca na normalne prace. Lada moment zaczniemy penetrację wyrobiska. Zastępy zostaną skierowane bezpośrednio w miejsce zdarzenia i za jakiś czas będziemy mieli informacje bezpośrednio od zastępów - zasygnalizował wiceprezes.

Dopytywany uściślił, że poszukiwanych jest dwóch bardzo doświadczonych pracowników, z kilkunastoletnim stażem pracy na kopalniach, w wieku powyżej 40 lat, zatrudnionych bezpośrednio przy drążeniu wyrobiska. Jednym z nich jest operator kombajnu chodnikowego.

Miejsce bazy ratowniczej zostało założone ok. półtora kilometra od miejsca zdarzenia. Sztab nie spodziewa się dynamicznego zjawiska, np. w postaci wstrząsu, które mogłoby wpłynąć na stan wyrobiska i tym samym przedłużać akcję ratowniczą.

 Rozmus zastrzegł jednak, że wydzielaniu dużej ilości metanu mogą towarzyszyć inne, jak wydzielanie się masy skalnej czy dużej ilości drobnego materiału węglowego, tzw. pyłu.

- Czyli w momencie pracownicy wycofujący się zostają pozbawieni widoczności. Oni się wycofują po omacku, zabezpieczając życie i zdrowie, używając niejednokrotnie aparatu - opisywał wiceprezes wskazując, że w tym wypadku tylko jeden z ośmiu wycofujących pracowników użył aparatu ratowniczego.

Zaznaczył, że w ramach prowadzonej akcji, zgodnie z procedurą, rejon zdarzenia został wyizolowany z normalnego prowadzenia - znajdują się tam tylko ratownicy prowadzący akcję ratowniczą. Pozostałe rejony są niezależne - w nich prowadzony jest normalny ruch zakładu. Adam Rozmus podkreślił, że rodziny dwóch poszukiwanych pracowników zostały poinformowane i otoczone opieką.

Zgodnie z informacjami spółki, kopalnia Pniówek była budowana w latach 1963-1974. W skład JSW weszła w 1993 r. Obszar górniczy złoża Pniówek wynosi 28,6 km kw., a zasoby operatywne to 101,9 mln ton. Obszar górniczy złoża Pawłowice 1 to 15,8 km kw., a zasoby operatywne to 54,0 mln ton. Kopalnia produkuje węgiel koksowy typu 35.1.

W ostatnich dniach JSW zakończyła w Pniówku pogłębienie szybu III do głębokości 1053 metrów i oddała do użytkowania nowy poziom 1000 metrów. Prace nad tymi inwestycjami były prowadzone od 2020 r.

Mimo nowoczesnych technologii i rygorystycznych procedur bezpieczeństwa, wypadki w górnictwie niestety nadal się zdarzają. Każde takie zdarzenie jest przypomnieniem o poświęceniu i odwadze górników, którzy codziennie ryzykują życie, by dostarczyć surowce niezbędne dla gospodarki. Oprócz fizycznych zagrożeń, praca pod ziemią wiąże się również z ogromnym obciążeniem psychicznym, zarówno dla samych pracowników, jak i ich rodzin. Miejmy nadzieję, że akcja ratunkowa w kopalni Pniówek zakończy się pomyślnie i obaj zaginieni górnicy wrócą bezpiecznie do swoich bliskich.

Sonda
Czy ktoś z Twoich bliskich pracuje w kopalni?
Kopalnie na Górnym Śląsku, które udało się uratować przed rozbiórką

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki