Miał jeden cel: zebrać pieniądze na ratowanie ukochanej
Kuba Heisig ruszył w wyjątkową podróż rowerową pod hasłem „Rajza dla Marceliny”. Jego plan był ambitny – objechać historyczne granice Górnego Śląska i przy okazji nagłośnić zbiórkę pieniędzy na leczenie swojej partnerki.
Powód tej wyprawy jest dramatyczny. Marcelina ma 30 lat, jest mamą trójki dzieci i spodziewa się kolejnego. W czasie ciąży usłyszała diagnozę, która wywróciła życie całej rodziny do góry nogami – rak szyjki macicy w III stadium.
Kobieta walczy o zdrowie i życie, a jednocześnie musi mierzyć się z wyjątkowo trudnym leczeniem. Obecnie przechodzi chemioterapię. Jak opisuje w swojej zbiórce, jej organizm bardzo ciężko ją znosi. Doszły do tego ogromne osłabienie, skutki uboczne oraz zakrzepica.
Marcelina nie może normalnie pracować. Kuba również musiał ograniczyć swoją pracę, żeby zajmować się partnerką i dziećmi.
Rodzina znalazła się więc w niezwykle trudnej sytuacji.
„Walka o dwa życia”. Marcelina jest w ciąży i choruje na raka
Diagnoza przyszła w momencie, kiedy rodzina powinna przygotowywać się przede wszystkim na narodziny kolejnego dziecka.
– Zamiast przygotowywać się do narodzin dziecka, musiałam rozpocząć walkę o dwa życia – swoje i nienarodzonego maluszka – napisała Marcelina w opisie zbiórki.
30-latka podkreśla, że najbardziej chce wrócić do swoich dzieci. Chce odzyskać siłę, móc normalnie funkcjonować i znów cieszyć się zwyczajnym rodzinnym życiem.
Problemem są jednak nie tylko koszty samego leczenia. Rodzina mieszka w wynajmowanym mieszkaniu, a rachunki nie znikają wraz z chorobą.
Do wydatków dochodzą nierefundowane leki, leczenie wspomagające, specjalistyczne żywienie, preparaty zalecone przez lekarzy, dojazdy do ośrodków onkologicznych oraz prywatne konsultacje.
Dlatego Kuba postanowił zrobić coś więcej niż tylko udostępnić zbiórkę w internecie.
Wsiadł na rower.
Powódź 2024: Pękła tama w Ostrawie:
„Rajza dla Marceliny” zakończyła się dramatycznie
Celem wyprawy było zebranie 300 tys. złotych na leczenie Marceliny i zabezpieczenie podstawowych potrzeb rodziny.
Kuba rozpoczął trasę rowerową wokół historycznych granic Górnego Śląska. Wyprawa miała być sposobem na nagłośnienie historii Marceliny i dotarcie do kolejnych osób, które mogłyby wesprzeć rodzinę.
Niestety, w sobotę wieczorem wydarzyło się coś, czego nikt nie mógł przewidzieć. W czeskiej Ostrawie Kuba został brutalnie pobity.
Według relacji Marceliny napastnicy mieli krzyczeć pod jego adresem, że jest „Ukraińcem” i „banderowcem”. Powodem agresji miał być żółto-niebieski kapelusz, który Kuba nosił podczas wyprawy. Napastnicy mieli błędnie uznać jego kolory za barwy Ukrainy.
Zdarzenie zostało zgłoszone czeskiej policji. Kuba trafił również do szpitala na badania. Mimo dramatycznego zdarzenia Kuba początkowo chciał kontynuować swoją wyprawę.
Trudno się dziwić – cel był dla niego wyjątkowo ważny. Każdy przejechany kilometr miał przypominać o Marcelinie i jej walce z chorobą.
Ostatecznie jednak mężczyzna wrócił.
Marcelina przekonała partnera, że w jej obecnej sytuacji dodatkowy stres i ryzyko nie są potrzebne. Chciała przede wszystkim, żeby Kuba był bezpieczny.
Wyprawa została więc przerwana. Ale wtedy stało się coś niezwykłego.
Miał zebrać 300 tysięcy. Internauci odpowiedzieli lawiną pomocy
Historia pobitego rowerzysty, który przemierzał Górny Śląsk, próbując zebrać pieniądze na leczenie ciężarnej partnerki chorej na raka, błyskawicznie rozeszła się w internecie. Zamiast zakończyć się wyłącznie dramatem, brutalny atak wywołał ogromną falę solidarności.
Ludzie zaczęli wpłacać pieniądze na zbiórkę Marceliny. Cel wynosił 300 tys. zł. Tymczasem zbiórka została przekroczona z ogromną nawiązką. Na jej koncie znalazło się już ponad 600 tys. zł, a licznik cały czas rośnie. Link jest dostępny tutaj.
To oznacza, że historia rodziny Heisigów dotarła do tysięcy osób, które postanowiły odpowiedzieć na dramat nie agresją, ale pomocą.
Na co zostaną przeznaczone pieniądze?
Marcelina w opisie zbiórki wyjaśnia, że zgromadzone środki mają pomóc jej przede wszystkim przejść przez leczenie i odciążyć rodzinę.
Pieniądze są potrzebne m.in. na:
- nierefundowane leki i leczenie wspomagające,
- specjalistyczne żywienie medyczne i preparaty wysokobiałkowe,
- witaminy i suplementację zaleconą przez lekarzy,
- dojazdy do ośrodków onkologicznych,
- prywatne wizyty u specjalistów i konsultacje medyczne,
- wynajem mieszkania,
- bieżące rachunki w czasie, gdy choroba uniemożliwia Marcelinie pracę.
– Nie proszę o pieniądze na wygodne życie. Proszę o możliwość skupienia się na walce o zdrowie bez ciągłego strachu o to, czy wystarczy nam na podstawowe potrzeby – napisała Marcelina.
Jej największym marzeniem jest powrót do dzieci i zwyczajnego życia.
Zamiast 300 tysięcy jest już ponad 600 tysięcy złotych
Historia „Rajzy dla Marceliny” pokazuje, jak nieprzewidywalny może być finał nawet najbardziej dramatycznych wydarzeń. Kuba ruszał w drogę z konkretnym celem – chciał zebrać 300 tys. zł na leczenie swojej partnerki. Wyprawę przerwał brutalny atak w Ostrawie.
Dziś na zbiórce jest już ponad dwa razy więcej, niż zakładano. Kuba nie przejechał zaplanowanej trasy, ale jego historia dotarła znacznie dalej, niż prawdopodobnie ktokolwiek zakładał.
Teraz najważniejsza pozostaje walka Marceliny o zdrowie. 30-latka, będąc w ciąży i mierząc się z III stadium raka szyjki macicy, przechodzi kolejne etapy leczenia.
A za nią stoi rodzina i tysiące ludzi, którzy pokazali, że nawet po wyjątkowo bolesnym wydarzeniu można odpowiedzieć dobrem. Zbiórka dla Marceliny nadal trwa. Można ją wesprzeć wpłatą lub udostępnieniem informacji o niej.