Spis treści
Lekarze masowo odeszli z pracy w centrum onkologii dziecięcej
Stworzenie Śląskiego Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej w Zabrzu było ambitnym projektem Ministerstwa Zdrowia. Ośrodek miał połączyć siły oddziałów onkologii dziecięcej z Zabrza i Katowic, zapewniając najwyższą jakość leczenia dla najmłodszych pacjentów. Jak przekazała Polska Agencja Prasowa, nowa placówka znalazła się w strukturach Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu. Cel był jasny – zbudować jeden, potężny punkt medyczny na mapie Śląska.
Jednak zamiast hucznego świętowania 1 lipca, w dniu otwarcia gruchnęła informacja o buncie personelu. Telewizja Polska podała, że zespół sześciu medyków, dotychczas pracujących w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, rozwiązał umowy o pracę. Lekarze skierowali odpowiednie pismo do prof. Jana Styczyńskiego, Konsultanta Krajowego ds. Onkologii i Hematologii Dziecięcej.
Alarmujące zarzuty lekarzy z Katowic
Onkolodzy z Katowic zarzucają nowej placówce, że nie jest przygotowana na przyjęcie pacjentów z guzami litymi i guzami ośrodkowego układu nerwowego. Jak tłumaczą, zabrzański oddział wcześniej nie prowadził tego typu leczenia, a opieka nad takimi dziećmi wymaga ścisłej współpracy z wieloma specjalistami i wypracowanych ścieżek diagnostycznych. Zdaniem lekarzy, brak odpowiedniego zaplecza może skończyć się dramatycznie dla najmłodszych chorych.
Medycy wytykają też placówce w Zabrzu poważne braki w logistyce i organizacji pracy. Wskazują, że na cały trzykondygnacyjny budynek, w którym znajduje się 58 łóżek, przewidziano zaledwie jednego dyżurującego lekarza. Takie rozwiązanie uważają za skrajnie nieodpowiedzialne i niebezpieczne. Co więcej, brakuje jasnych procedur dotyczących konsultacji specjalistycznych. Mali pacjenci będą musieli podróżować na badania do oddalonych o 25 kilometrów Katowic, co tylko utrudni i tak już ciężki proces leczenia.
Zbuntowani onkolodzy odnieśli się też do plotek, jakoby ich odejście z Zabrza podyktowane było kwestiami finansowymi. Odrzucają te oskarżenia, traktując je jako próbę dyskredytacji zespołu z Katowic i zrzucenia na nich winy za błędy organizacyjne dyrekcji.
Z przykrością i zażenowaniem odbieramy również podtrzymywaną narrację, jakoby ewentualne trudności w funkcjonowaniu nowego Centrum Onkologii miałyby wynikać z naszych rzekomych wygórowanych żądań finansowych. (...) Oświadczamy, że jest to nieprawda. Uważamy, że taka narracja to próba przykrycia braku właściwej organizacji pracy Centrum kosztem dobrych opinii o pracy zespołu katowickiego - napisali lekarze.
Szpital w Zabrzu odpowiada na krytykę
Na zarzuty lekarzy ostro zareagowała dyrekcja Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu. Dyrektor placówki, Dariusz Budziński, w rozmowie z PAP stwierdził, że ośrodek był w 100 procentach przygotowany na przyjęcie pacjentów. Jego zdaniem to nie braki sprzętowe, ale grupowe zwolnienia medyków wywołały kryzysową sytuację.
Rozwiązanie stosunków pracy przez wszystkich lekarzy specjalistów oraz ich jednoczesna nieobecność od pierwszego dnia funkcjonowania nowego ośrodka stanowiły okoliczność, która obiektywnie zwiększyła ryzyko organizacyjne i wymagała natychmiastowego wdrożenia działań zabezpieczających. Szpital niezwłocznie wdrożył zaplanowane wcześniej procedury przygotowane na taką ewentualność - stwierdził Dariusz Budziński.
Szpital odpiera też zarzuty dotyczące cięć finansowych. Według komunikatu, żadnemu z lekarzy nie zaproponowano niższej pensji, a nowością były jedynie standardowe zasady rozliczania czasu pracy. Mimo masowych odejść, w Śląskim Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej zatrudnionych jest aktualnie dziewięciu specjalistów i dziewięciu rezydentów. Harmonogramy dyżurów dopasowano do możliwości kadrowych, a dyrekcja stanowczo zaprzecza, jakoby odsyłano rodziców dzieci chorych na raka do innych ośrodków medycznych.