Przeżył wybuch metanu i 90 proc. poparzeń ciała. Teraz walczy o każdy krok

2026-04-21 13:23

Sześć godzin czekał na ratunek pod ziemią, mając poparzone 90 proc. powierzchni ciała. Medycyna dawała mu zerowe szanse na przetrwanie, a jednak pokonał śmierć. Mirosław Romańczuk, ocalały z katastrofy w Kopalni Knurów-Szczygłowice, uczy się chodzić w protezie. Dla lekarzy to fenomen, a on sam przyznaje, że „dostał drugie życie”.

Dramat w kopalni Knurów-Szczygłowice

Do tragedii doszło w styczniu 2025 roku podczas rutynowej zmiany. Eksplozja metanu wywołała pożar, który błyskawicznie strawił wszystko na swojej drodze.

Mirosław Romańczuk został uwięziony głęboko pod ziemią. Półprzytomny i z rozległymi ranami oparzeniowymi, czekał na ratunek.

Pomoc dotarła do niego dopiero po sześciu długich godzinach.

– Pamiętam tylko moment wybuchu… potem już straciłem przytomność. Obudziłem się w szpitalu – mówi dziś.

Lekarze stanęli przed ogromnym wyzwaniem, walcząc nie tylko z uciekającym czasem, ale i ze statystykami medycznymi. Poparzenia obejmujące około 90 proc. ciała oznaczają zazwyczaj wyrok śmierci.

Mimo to górnik przeżył.

Mirosław Romańczuk pokonał śmierć

Początkowo przebywał w śpiączce farmakologicznej, a następnie spędził wiele miesięcy na oddziale intensywnej terapii. Przeszedł liczne operacje i transfuzje krwi, a jego życie nieustannie wisiało na włosku.

– To był cud na skalę światową. Przy 60 procentach poparzeń mówimy o granicy życia i śmierci. Tu mieliśmy niemal 90 procent – podkreśla Daniel Kocur. – Lekarze wykonali niewiarygodną pracę, żeby go uratować. Ale dziś wiemy, że to dopiero początek drogi – dodaje.

Powrót do świadomości był dla niego bolesnym zderzeniem z nową rzeczywistością. Jego ciało zmieniło się nie do poznania, a każdy ruch sprawiał ogromne cierpienie.

– Dostałem drugie życie. Widocznie mam jeszcze coś do zrobienia na tym świecie – mówi.

Obecnie jego życie to codzienna, czterogodzinna rehabilitacja. W specjalistycznej sali ćwiczeń mężczyzna walczy o odzyskanie sprawności.

Fizjoterapeutka Ewa Wręczycka wyjaśnia, że proces ten jest niezwykle trudny. – „To bardzo wymagająca rehabilitacja. Zaczynamy od wzmacniania górnych partii ciała, potem przechodzimy do ćwiczeń równowagi. Każdy element ma znaczenie, bo uczymy organizm funkcjonować na nowo” – tłumaczy ekspertka.

Rehabilitacja wymaga indywidualnego podejścia i wypracowania każdego ruchu od zera.

– Korzystamy m.in. z bieżni antygrawitacyjnej. Dzięki niej możemy odciążyć ciało i stopniowo przyzwyczajać je do chodzenia. To ogromna pomoc, ale też ogromne wyzwanie – dodaje Ewa Wręczycka.

To właśnie na tej bieżni Mirosław stawia swoje niepewne kroki, nieustannie posuwając się naprzód.

Żmudna rehabilitacja Mirosława Romańczuka

Jeszcze niedawno toczyła się walka o jego przetrwanie, teraz on sam toczy bój o każdy wykonany krok.

– Powiem panu szczerze, początki były bardzo trudne. Ale widzę postępy. Z dnia na dzień jest coraz lepiej  – mówi.

Mężczyzna mówi o swojej walce ze zmęczeniem i wielką determinacją. Przyznaje, że udało mu się wejść po schodach, pokonując kilka stopni bez użycia kuli, trzymając się jedynie poręczy, co uważa za ogromny sukces.

Najtrudniejsze w tym procesie okazuje się utrzymanie równowagi oraz wykazanie się anielską cierpliwością.

– Chciałbym już więcej, szybciej. Ale wiem, że muszę poczekać – przyznaje.

Górnik szczerze opowiada o chwilach zwątpienia. Zastanawia się wtedy nad sensem swoich starań i swoimi możliwościami. Jednak, jak sam mówi: „wtedy się prześpię… i rano wstaję z innym nastawieniem”.

To nieskomplikowane podejście przynosi rezultaty.

– Nie poddaję się. Muszę walczyć – dodaje.

Ewa Wręczycka jest pełna podziwu dla jego postawy: – „Pan Mirek jest niesamowicie zdeterminowany. Ćwiczenia są trudne, często bardzo wymagające, ale on zawsze daje z siebie wszystko. I to przynosi efekty.”

Codzienne marzenia ocalałego górnika

Marzenia Mirosława są niezwykle skromne i dotyczą czynności, które dla innych są zwykłą rutyną.

– Chciałbym sam wsiąść do samochodu i pojechać do domu. Albo wyjść i kupić bułki na śniadanie – mówi.

Daniel Kocur, prezes fundacji, zwraca uwagę, że często nie doceniamy tych prostych czynności. „A dla pana Mirka to dziś największe cele. I my chcemy mu pomóc je osiągnąć” – mówi.

Losy Mirosława Romańczuka to historia przetrwania, ale też opowieść o potężnym bólu i mozolnej, codziennej pracy.

– Życie zostało uratowane. Teraz walczymy o jego jakość – podkreśla prezes fundacji.

Dalsze leczenie, nowoczesne technologie i niezbędne protezy to ogromne koszty, sięgające setek tysięcy złotych. Zbiórka środków jest prowadzona pod adresem: podarujdobro.pl/zbiorki/k683mlc.

Górnik ma jednak w sobie bezcenną siłę do walki. „Ja walczę do końca. Skoro dostałem szansę, to chcę ją wykorzystać” – deklaruje.

Nowa rzeczywistość Mirosława Romańczuka

42-letni mężczyzna ma dla kogo żyć – czeka na niego syn i cała rodzina.

Niegdyś aktywny i chętny do pomocy innym, dziś sam musi uczyć się przyjmować wsparcie.

– Nie jestem przyzwyczajony do tego. Ale wiem, że muszę to przejść – mówi.

Z każdym kolejnym dniem posuwa się do przodu.

Jego kroki bywają niepewne i małe, ale nieustannie prowadzą go ku nowemu życiu.

Super Express Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki