Spis treści
Dramat w kopalni Knurów-Szczygłowice
Do tragedii doszło w styczniu 2025 roku podczas rutynowej zmiany. Eksplozja metanu wywołała pożar, który błyskawicznie strawił wszystko na swojej drodze.
Mirosław Romańczuk został uwięziony głęboko pod ziemią. Półprzytomny i z rozległymi ranami oparzeniowymi, czekał na ratunek.
Pomoc dotarła do niego dopiero po sześciu długich godzinach.
– Pamiętam tylko moment wybuchu… potem już straciłem przytomność. Obudziłem się w szpitalu – mówi dziś.
Lekarze stanęli przed ogromnym wyzwaniem, walcząc nie tylko z uciekającym czasem, ale i ze statystykami medycznymi. Poparzenia obejmujące około 90 proc. ciała oznaczają zazwyczaj wyrok śmierci.
Mimo to górnik przeżył.
Mirosław Romańczuk pokonał śmierć
Początkowo przebywał w śpiączce farmakologicznej, a następnie spędził wiele miesięcy na oddziale intensywnej terapii. Przeszedł liczne operacje i transfuzje krwi, a jego życie nieustannie wisiało na włosku.
– To był cud na skalę światową. Przy 60 procentach poparzeń mówimy o granicy życia i śmierci. Tu mieliśmy niemal 90 procent – podkreśla Daniel Kocur. – Lekarze wykonali niewiarygodną pracę, żeby go uratować. Ale dziś wiemy, że to dopiero początek drogi – dodaje.
Powrót do świadomości był dla niego bolesnym zderzeniem z nową rzeczywistością. Jego ciało zmieniło się nie do poznania, a każdy ruch sprawiał ogromne cierpienie.
– Dostałem drugie życie. Widocznie mam jeszcze coś do zrobienia na tym świecie – mówi.
Obecnie jego życie to codzienna, czterogodzinna rehabilitacja. W specjalistycznej sali ćwiczeń mężczyzna walczy o odzyskanie sprawności.
Fizjoterapeutka Ewa Wręczycka wyjaśnia, że proces ten jest niezwykle trudny. – „To bardzo wymagająca rehabilitacja. Zaczynamy od wzmacniania górnych partii ciała, potem przechodzimy do ćwiczeń równowagi. Każdy element ma znaczenie, bo uczymy organizm funkcjonować na nowo” – tłumaczy ekspertka.
Rehabilitacja wymaga indywidualnego podejścia i wypracowania każdego ruchu od zera.
– Korzystamy m.in. z bieżni antygrawitacyjnej. Dzięki niej możemy odciążyć ciało i stopniowo przyzwyczajać je do chodzenia. To ogromna pomoc, ale też ogromne wyzwanie – dodaje Ewa Wręczycka.
To właśnie na tej bieżni Mirosław stawia swoje niepewne kroki, nieustannie posuwając się naprzód.
Żmudna rehabilitacja Mirosława Romańczuka
Jeszcze niedawno toczyła się walka o jego przetrwanie, teraz on sam toczy bój o każdy wykonany krok.
– Powiem panu szczerze, początki były bardzo trudne. Ale widzę postępy. Z dnia na dzień jest coraz lepiej – mówi.
Mężczyzna mówi o swojej walce ze zmęczeniem i wielką determinacją. Przyznaje, że udało mu się wejść po schodach, pokonując kilka stopni bez użycia kuli, trzymając się jedynie poręczy, co uważa za ogromny sukces.
Najtrudniejsze w tym procesie okazuje się utrzymanie równowagi oraz wykazanie się anielską cierpliwością.
– Chciałbym już więcej, szybciej. Ale wiem, że muszę poczekać – przyznaje.
Górnik szczerze opowiada o chwilach zwątpienia. Zastanawia się wtedy nad sensem swoich starań i swoimi możliwościami. Jednak, jak sam mówi: „wtedy się prześpię… i rano wstaję z innym nastawieniem”.
To nieskomplikowane podejście przynosi rezultaty.
– Nie poddaję się. Muszę walczyć – dodaje.
Ewa Wręczycka jest pełna podziwu dla jego postawy: – „Pan Mirek jest niesamowicie zdeterminowany. Ćwiczenia są trudne, często bardzo wymagające, ale on zawsze daje z siebie wszystko. I to przynosi efekty.”
Codzienne marzenia ocalałego górnika
Marzenia Mirosława są niezwykle skromne i dotyczą czynności, które dla innych są zwykłą rutyną.
– Chciałbym sam wsiąść do samochodu i pojechać do domu. Albo wyjść i kupić bułki na śniadanie – mówi.
Daniel Kocur, prezes fundacji, zwraca uwagę, że często nie doceniamy tych prostych czynności. „A dla pana Mirka to dziś największe cele. I my chcemy mu pomóc je osiągnąć” – mówi.
Losy Mirosława Romańczuka to historia przetrwania, ale też opowieść o potężnym bólu i mozolnej, codziennej pracy.
– Życie zostało uratowane. Teraz walczymy o jego jakość – podkreśla prezes fundacji.
Dalsze leczenie, nowoczesne technologie i niezbędne protezy to ogromne koszty, sięgające setek tysięcy złotych. Zbiórka środków jest prowadzona pod adresem: podarujdobro.pl/zbiorki/k683mlc.
Górnik ma jednak w sobie bezcenną siłę do walki. „Ja walczę do końca. Skoro dostałem szansę, to chcę ją wykorzystać” – deklaruje.
Nowa rzeczywistość Mirosława Romańczuka
42-letni mężczyzna ma dla kogo żyć – czeka na niego syn i cała rodzina.
Niegdyś aktywny i chętny do pomocy innym, dziś sam musi uczyć się przyjmować wsparcie.
– Nie jestem przyzwyczajony do tego. Ale wiem, że muszę to przejść – mówi.
Z każdym kolejnym dniem posuwa się do przodu.
Jego kroki bywają niepewne i małe, ale nieustannie prowadzą go ku nowemu życiu.