Nastoletnie obywatelki Ukrainy zostały słownie zaatakowane w autobusie miejskim linii nr 8 w Bielsku-Białej, dokładnie 12 lipca 2026 roku. Wideo, które uwieczniła jedna z pokrzywdzonych, szturmem podbiło media społecznościowe, notując kilkanaście milionów wyświetleń łącznie w różnych serwisach. W efekcie o sprawie napisały nie tylko polskie media, ale również te zagraniczne, stając się dla niektórych pożywką do podsycania napiętych relacji między Polakami a Ukraińcami. Z czasem okazało się, że 54-letni mężczyzna, który wulgarnie wyzywał dziewczynki, a w pewnym momencie jedną złapał za rękę, był kierowcą zatrudnionym w MZK w Bielsku-Białej. W momencie ataku przebywał na zwolnieniu lekarskim, podróżował jako pasażer, a następnie został wyproszony z pojazdu przez faktycznego kierowcę, co zakończyło awanturę. Agresor stracił już zresztą pracę w MZK, o czym zawiadomiły władze przedsiębiorstwa. Śledztwo wszczęła również policja, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Żywcu, w związku z podejrzeniem szerzenia mowy nienawiści przez 54-latka.
Czytaj także: Skandal w autobusie. Pracownik MZK obrażał nastoletnie Ukrainki. Jest decyzja prokuratury
Tymczasem słowna napaść na 11-letnie Ukrainki to nie wszystko, co spotkało dziewczynki. Teraz w mediach społecznościowych krążą przerobione zdjęcia i nagrania z ich udziałem, na których rzekomo uśmiechają się i mają ubaw z całej sytuacji. Serwis "Demagog", demaskujący tego typu manipulacje, zdążył zweryfikować doniesienia: są nieprawdziwe.
- W sieci opublikowano wpisy z grafiką przedstawiającą uśmiechającą się dziewczynę – tę samą, którą jest widoczna na nagraniu dokumentującym znieważenie ukraińskich nastolatek, do którego doszło w autobusie w Bielsku-Białej. W rzeczywistości nagranie ze zdarzenia nie zawiera jednak takiego ujęcia. Analiza obrazu wykonana za pomocą narzędzia (...) wykazała bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że obraz ten został zmodyfikowany przy użyciu sztucznej inteligencji - donoszą eksperci.
MZK również odniosło się do sprawy, rzucając na nią nowe światło. Chodzi o przebieg całego zdarzenia. Szczegóły poniżej.
Nogi na siedzeniu i niekontrolowany wybuch agresji. 54-latek zachował się nieadekwatnie do sytuacji
Przedstawiciele MZK w Bielsku-Białej, po przeanalizowaniu zapisów monitoringu, ustalili że jedna z poszkodowanych Ukrainek faktycznie wyłożyła nogi w kierunku swojej koleżanki, siedzącej na fotelu poniżej, skierowanym w stronę jazdy, co miało rozwścieczyć 54-latka. Mężczyzna zachował się jednak nieadekwatnie do sytuacji, ponieważ po początkowym zwróceniu uwagi 11-latce, ta posłuchała go i zdjęła nogi.
- Sytuacja ta – jakkolwiek odstępująca od przyjętych standardów – w ocenie spółki nie odbiegała od zachowań, które na co dzień można obserwować wśród młodzieży podróżującej naszymi autobusami. Ponadto z analizy monitoringu wynika, że sytuacja ta nie zakłócała komfortu podroży innych pasażerów, gdyż młode pasażerki głównie były zajęte korzystaniem z telefonów komórkowych - podało MZK.
Nagle, mimo już właściwego zachowania i siedzenia dziewczynek po zwróceniu im uwagi, agresor znowu zaczął je zaczepiać. Tym razem nie został niczym "sprowokowany", po prostu obserwował Ukrainki, a potem skierował w ich stronę wyzwiska i przekleństwa. Przedstawiciele MZK mówią wprost, że poszkodowane nie sprowokowały zajścia, a nawet jeśli zachowanie na samym początku odbiegało od "zasad dobrego wychowania", to agresja dorosłego mężczyzny będąca na to odpowiedzią jest nieakceptowalna i niewspółmierna do sytuacji.
Sprawa wciąż jest w toku i pod lupą funkcjonariuszy.