Zrzucili Grzegorza z mostu. Koledzy zrobili to celowo. Jest finał głośnej sprawy

2026-01-15 19:26

Kiedy zrzucali z mostu nad Odrą pana Grzegorza (+45 l.) nie było w nich krztyny pomyślunku, nie mówiąc o litości. Wypchnięty za barierki mężczyzna roztrzaskał się o podstawę filaru przeprawy. Zginął na miejscu. Refleksja nie przyszła też później. Gdy sąd pierwszej instancji skazywał ich na kary więzienia, na ich twarzach gościły uśmieszki. Potem jednak miny im zrzedły i chcieli niższych kar. Sprawę zabójców z mostu w Chałupkach rozpatrywał dziś Sąd Apelacyjny w Katowicach.

Super Express Google News

To była ich ostatnia szansa, by otrzymać niższe wyroki. Tobiasz B. (22 l.) oraz Jakub K. (21 l.) dokonali morderstwa tyleż irracjonalnego, co bezwzględnego. 4 kwietnia 2024 r. wracali obaj w towarzystwie Grzegorza S. z Czechów, z Bogumina, do rodzimych Chałupek. Cała trójka była już pijana. Na moście granicznym nad Odrą doszło do tragedii. Z błahego powodu obaj młodzi mężczyźni, chwycili Grzegorza S. i wyrzucili za barierki mostu. Mężczyzna z głuchym klagiem uderzył w betonową podstawę filara mostu. Jeden z młodych oprawców wychylił się jeszcze, by zobaczyć co się stało z 45-latkiem. Mimo że widział go roztrzaskanego o beton nie zrobił nic. Potem obaj kaci poszli spokojnie do swych domów.

Czytaj także: 45-letni Grzegorz zginął z rąk kolegów. Jeden z oskarżonych zaskoczył wszystkich. "Chcę przeprosić całą rodzinę"

Gdy rankiem ktoś zauważył leżące pod filarem ciało policja rozpoczęła dochodzenie. Początkowo sadzono, że doszło do wypadku. Grzegorz S. był znany w Chałupkach z tego, że nie wylewał za kołnierz. Zakładano, że pijany wypadł za barierki sam. Prawda była jednakże bardziej mroczna. Wkrótce zatrzymano Tobiasza B. oraz Jakuba K. Obaj młodzi mężczyźni, z zarzutami o zabójstwo, powędrowali do aresztu.

Odpowiadali za swój podły czyn w procesie przed Sądem Okręgowym w Rybniku. Po kilku miesiącach usłyszeli wyroki. Tobiasz B. został skazany na 12 lat więzienia, jego kompan Jakub K. dostał karę odsiadki dłuższej o rok. Sąd uznał, że dokonali zabójstwa "z zamiarem ewentualnym", czyli musieli mieć świadomość tego, że wyrzucenie człowieka z mostu o wysokości 8-metrów może skończyć się jego śmiercią.

Sędzia Anna Górny z SO w Rybniku uzasadniając wyrok podkreśliła kompletną bezmyślność zbrodni oraz demoralizację napastników, którzy często traktowali Grzegorza S. jak "chłopca do bicia". Dodawała też, że choć ofiara nadużywała alkoholu, to jednak w zgodnej opinii większości świadków była osobą niekonfliktową i nienarzucająca się innym. Tobiasz B. i Jakub K. słuchali tego wyroku i uzasadnienia online, siedząc w celach aresztu. Z ich twarzy nie zniknęły nawet wówczas lekceważące uśmiechy, co zresztą nie umknęło uwagi składu sędziowskiego.

Prokuratura nie odwoływała się od werdyktu sądu niższej instancji uznając go za prawidłowy. Apelacje złożyli jednak pełnomocnicy zabójców.

W czwartek, 15 stycznia w katowickim Sądzie Apelacyjnym odbyła się rozprawa odwoławcza.

Sąd pierwszej instancji przyjął złą kwalifikację czynu. To nie było zabójstwo z zamiarem ewentualnym, lecz dokonanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu skutkującego śmiercią - przekonywał skład sędziowski adwokat Michał Migas, obrońca Jakuba K. 

Nie przyznanie się do winy oskarżonego nie miało intencji zaprzeczenia jego udziałowi w zdarzeniu. On, jako osoba młoda i nie znająca się naprawie, chciał w ten sposób wyrazić, że nie zgadza się z kwalifikacją czynu, jako zabójstwa. Nie kwestionował swego sprawstwa. Oskarżony nie kwestionował, że brał udział w w tym zachowaniu, tego, że brał udział w przerzuceniu pokrzywdzonego przez barierkę. Schemat zachowań, który pojawia się u obu oskarżonych to nie jest schemat zachowań zabójców. Nie jest to schemat zachowań typowy dla osób, które chcą popełnić zabójstwo. To zdarzenie miało charakter bardziej spontaniczny. Tam nie było zamiaru zabójstwa. Oskarżeni tego nie planowali. Ta sytuacja się stworzyła. Nie było tak, że "tu jest podpora mostu, tu zrzucamy pokrzywdzonego, żeby poniósł śmierć - przekonywał mecenas.

Po nim głos zabrał obrońca Tobiasza B. Bartosz Kunicki. On również podniósł, kwestię zakwalifikowania zdarzenia jako zabójstwa. 

Tobiasz B. przyznał się co do tego, ze tam był, że doszło do wyrzucenia pokrzywdzonego z mostu powodując jego śmierć. Natomiast oskarżony nie dopuścił się zabójstwa. Znał pokrzywdzonego, z żadnych zeznań ani wyjaśnień nie wynika, żeby oskarżony był z pokrzywdzonym w konflikcie i chciał wykorzystać pierwszą nadarzającą się okazje do pozbawienia go życia. Oskarżony jest osoba młodocianą, swoje już przeszedł, stracił ojca w młodym wieku, miał problemy natury psychicznej. Natomiast co do samej sytuacji, to ona oczywiście nie powinno miejsca, była jednak, nagła, incydentalna, pod wpływem tak naprawdę nie wiadomo czego. Natomiast w mojej ocenie,w materiale dowodowym nie znalazłem takiego punktu, który by wskazywał i uzasadniał, że oskarżony Tobiasz B. godziłby się na to, by pozbawić pana Grzegorza życia. To była chwila, której się niestety nie cofnie, jednakże nie każdy upadek z mostu kończy się śmiercią. W rzece była woda, gdyby pokrzywdzony nie spadł na filar być może woda zamortyzowałaby upadek - mówił mecenas Kunicki.

Z kolei prokurator Mariusz Klekotka przekonywał, że doszło do zabójstwa, a obaj oskarżeni działali w porozumieniu. Prokurator przypomniał, że całe zdarzenie zostało nagrane przez kamerę.

Jest ono na tyle dobrze, ze pozwala na kategoryczne ustalenie: w pewnym momencie dwóch mężczyzn łapie trzeciego mężczyznę i przerzuca go przez barierkę mostu. Jeden z mężczyzn wygląda przez barierkę po czym obydwaj powoli odchodzą - streszczał nagranie z monitoringu prokurator. 

Wysoki sądzie pozwolę sobie zarysować alternatywny scenariusz. Gdyby pokrzywdzony upadł do wody, to na co godzili się i co przywidywali sprawcy wówczas? Że osoba w stanie upojenia alkoholowego wypłynie z tej wody? Jeżeli nie odniosła obrażeń na skutek uderzenia czy to w lustro wody, czy też w dno? Zachowanie sprawców po przerzuceniu Grzegorza S. przez barierkę ewidentnie wskazuje na działanie z zamiarem popełnienia zabójstwa. Jeżeli oskarżony B. wyjrzał przez barierkę, spojrzał w dół, to zobaczył Grzegorza S. leżącego na podporze. Sam w wyjaśnianiach wskazał, że słyszał coś w rodzaju łomotu. Obydwaj sprawcy w tym momencie mieli wiedzę, że pokrzywdzony nie upadł do rzeki lecz podporę. Gdyby ich zamiarem nie było pozbawienie go życia, to powinni zrobić coś dla ratowania pokrzywdzonego. Jeszcze chcę zaakcentować jedną rzecz, która pojawia się w wyjaśnieniach Tobiasza B., oskarżony powiedział tam, że pojawił się wcześniej tego dnia pomysł wyrzucenia Grzegorza S. z mostu - dodawał prokurator.

Wysiłki obrońców obu oskarżonych na niewiele się zdały. Sąd uznał, że wyrok pierwszej instancji jest prawidłowy. I podtrzymał go niemal w całości, nie zmieniając nic w części najbardziej zasadniczej, czyli kwalifikacji przestępstwa oraz wysokości kar. 

Sprawa z punktu widzenia dowodowego jest dość oczywista. Nagranie z monitoringu nie jest oczywiście super jakości, żeby było wszystko doskonale widać, ale zapis, skonfrontowany z innymi dowodami w procesie, równie z wyjaśnieniami oskarżonych, generalnie pozwala na przypisanie obydwu oskarżonym sprawstwa. Jeśli chodzi o kwestię zamiaru. Odwołując się wyłącznie do zasad logiki, do zasad doświadczenia życiowego: jaki zamiar może mieć osoba, która zrzuca kompletnie pijaną osobę z mostu, który ma 8 metrów wysokości? Nie wiadomo, tego sąd nie stwierdza, czy oskarżeni chcieli go zrzucić na to betonowe przęsło czy też do wody, przy czym trzeba by wiedzieć jak wygląda dno, a żaden dowód nie potwierdza, żeby oskarżeni, choćby jako dzieci się tam bawili, wiedzieli jak to wygląda. Trzeba oczywiście brać też pod uwagę dynamikę działania wody. Wreszcie stan upojenia alkoholowego pokrzywdzonego. Nawet jednak zakładając najbardziej korzystny scenariusz, nawet gdyby pokrzywdzony nie doznał żadnych obrażeń od upadku, to woda w początku kwietnia, wieczorem, ma taka temperaturę, że nie sposób nie zakładać, że taka osoba się utopi. Jeżeli to odnieść do sposoby zachowania się oskarżonych, którzy tam nie próbowali przecież wchodzić, sprawdzić, co się tam wydarzyło, to nie można mieć innego wniosku niż taki, ze oskarżeni, nie chcąc zabić pokrzywdzonego, bo tego im sąd absolutnie nie przypisał, natomiast przewidując, że taka śmierć nastąpi, na taki skutek się godzili - mówił w uzasadnieniu przewodniczący składu sędzia Gwidon Jaworski.

Wyrok jest prawomocny. Obrońcom przysługuje jeszcze kasacja do Sądu Najwyższego.

Zrzucili Grzegorza z mostu, stanęli przed sądem

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki