Klara oddała serce chłopakowi, który ukrył przed nią prawdę. Czy uczucie zbudowane na kłamstwie może przetrwać? Łucja odważyła się po raz pierwszy wyznać, co naprawdę czuje – i została oszukana. Plotki i utrata dobrego imienia… czy znajdzie w sobie siłę, by zawalczyć o szczęście? Ania znalazła się w samym środku podwójnego skandalu – dotyczącego jednocześnie jej mamy i córki. W świecie, gdzie życie prywatne staje się publiczną sensacją, nie ma dokąd uciec.
Przeczytaj fragment książki Krystyny Mirek „Do trzech razy serce”.
Styczeń to nie jest najlepszy moment, by jechać rano do pracy, zwłaszcza w poniedziałek. Do takiego wniosku doszła Klara, stojąc w zatłoczonym tramwaju, który z hałasem przetaczał się właśnie przez ośnieżony most. Śnieg, jak na złość, topniał, zamieniając się na chodnikach w szarą breję, a wiatr wciskał się pod płaszcz i przypominał, że zima nie zamierza odpuścić. Miała nadzieję, że weekend coś zmieni w sytuacji pogodowej, a ona odpocznie, nabierze dystansu.
Ale dwa wolne dni minęły równie błyskawicznie jak chwila, w której uświadomiła sobie, że Maks wcale jej nie kocha. Posiedziała sporo nad książkami, nadrobiła zaległości, posprzątała mieszkanie, zrobiła zakupy i nagotowała jedzenia na zapas, a poniedziałek już pukał do drzwi jak kurier, którego nikt nie zamawiał.
Spojrzała na zegarek. Spieszyła się do pracy. A miała jeszcze do przejechania spory kawałek. Wysiadła i ruszyła biegiem, starając się omijać wielkie płatki śniegu sypiące obficie z nieba w wielkiej obfitości.
– Hej! – przywitał się z nią Tomek, gdy wpadła do pachnącej kawą, cukrem i cynamonem kawiarni na Dworcu Głównym w Krakowie.
– Czy mnie się tylko wydaje, czy znowu się spóźniłaś? – Puścił do niej oko. Klara ubrana w ciężką, ciepłą kurtkę zimową nie mogła dyskretnie zerknąć na ukryty pod długim rękawem zegarek. A jawnie nie miała odwagi. Co, jeśli kolega miał rację? Zawsze była punktualna, ale ostatnio zwleczenie się z łóżka kosztowało ją mnóstwo energii i niestety zajmowało więcej czasu niż zwykle. Tomek nie robił problemów, lubili się i wspierali, ale nie mogła tego nadużywać. To by było wobec tego fajnego chłopaka nie w porządku.
– Już ci pomagam! – zawołała, przebierając się szybko na zapleczu w służbowe ubranie. Ruch był już bardzo duży. Wiele osób pragnęło o poranku mocnej kawy i słodkości, żeby się postawić na nogi. Klara weszła za ladę i natychmiast zaczęła robić kilka rzeczy jednocześnie, podstawiła filiżankę pod ekspres dla jednego klienta, przygotowała wysoką szklankę do zaparzenia herbaty dla drugiego, nałożyła ciasto na talerzyk, spakowała drożdżówki na wynos. Szybko, jeszcze szybciej…
Praca tutaj nigdy się nie kończyła. Ile by się zamówień nie zrealizowało, ciągle pojawiały się kolejne, a do niewielkiego pomieszczenia napływały nowe osoby. W takich momentach marzyła o spokojnych porankach w domu w Bobrówce. Jednej kawie, którą parzyła dla siebie, a czasem robiła to dla niej babcia. Nie kilkudziesięciu jak tutaj. Kawałku szarlotki zjedzonej w spokoju i ciszy. Łagodnego szumu drzew za oknem. Ale to zostawiła za sobą. Wynajęła mieszkanie zamiast pokoju, nie wracała już do rodzinnego domu w każde piątkowe popołudnie, by zostać tak długo, jak to tylko możliwe. Uciekła z tego starego dobrego świata, który ją wychował i ukształtował. Lecz niestety nie uchronił przed złamanym sercem.
– Spóźniłaś się, ale ja nie mam żalu – powiedział Tomek.
Uśmiechnął się, aż mu się oczy zaświeciły, kiedy mijał ją w drodze do stolika klienta.
– Coś się stało? – zapytała, kiedy wrócił.
Tak najczęściej ze sobą rozmawiali, mijając się w ciasnym przejściu za ladą i wymieniając krótkie zdania, kiedy następował moment, gdy znajdowali się najbliżej.
– Julia wróciła – dodał szybko, odstawiając brudne filiżanki do okienka. A potem zakręcił się w miejscu z radości.
– O nie! – Zareagowała zbyt głośno, aż się obejrzały dwie stojące w kolejce dziewczyny.
Nie podzielała jego radosnego entuzjazmu ani trochę. Aż jej się serce ścisnęło nagłym przeczuciem bólu, jaki za chwilę spadnie na tego miłego, radosnego chłopaka. Tomek się zatrzymał, ściskając w dłoniach tacę z kolejnym zamówieniem, choć czujny wzrok głodnego mężczyzny siedzącego pod ścianą zarejestrował to opóźnienie i chłopak usłyszy zapewne za moment kilka przykrych słów. Dworzec Główny w Krakowie to miejsce, gdzie ludzie się spieszą. Zaryzykował.
– Znam twoją opinię – zastrzegł od razu. – Ale ludzie się zmieniają i trzeba dać im szansę.
– Proszę cię. – Klara złapała go za rękaw. – Zrobiłeś to już dwukrotnie…
– Ale teraz Julia naprawdę zrozumiała, w czym leżał problem. Naprawimy to. Maks też zasłużył przynajmniej na to, żebyś go wysłuchała. Musiał iść. Patrzyło na nich już kilka osób, a w niewielkiej kawiarni ich słowa, nawet jeśli wypowiadane cicho, niosły się po pomieszczeniu. Tomek ruszył szybko w stronę stolika, a ona przyjęła kolejne zamówienie. Kolega wrócił i zaparzył kawę, tym razem na wynos, Klara spakowała drożdżówki. Tak się nawzajem wspierali i od trzech miesięcy tworzyli świetny duet. Szef był z nich bardzo zadowolony. Oboje wykazywali się pracowitością, bystrością umysłu, uśmiechali się do klientów i nie mylili przy obsłudze. Skarb. Diamenty – jak mawiał właściciel, jeden z tych nielicznych, którzy umieli nie tylko docenić, lecz także zauważyć, że ktoś się przykłada do obowiązków. Nie wiedział jednak, że oba te klejnoty mają mocne pęknięcie. Złamane serca. Choć żadne z nich niczym sobie na to nie zasłużyło. Kochali tak samo, jak pracowali. Z całym zaangażowaniem. A mimo to oboje przegrali.
* * *
Trzy godziny później Klara wyciągnęła pojemnik z sałatką. Krótka chwila przerwy na zapleczu stanowiła jedyny moment wytchnienia w pracy. Dobrze, że przygotowała jedzenie wczoraj, bo dziś rano pewnie nie starczyłoby jej na to energii. Czuła się trochę jak rekonwalescentka po trudnej operacji. Powoli dochodziła do siebie. Ale droga, jaka się jeszcze przed nią rozpościerała, sprawiała wrażenie bardzo długiej. Nie wiedziała też, co znajdzie na końcu. Czy naprawdę siebie? A może kogoś zupełnie innego, bo powrót do starej wersji raczej nie był już możliwy.
Telefon zawibrował jej w kieszeni. Wiadomość. Wystarczyło jedno spojrzenie i serce zabiło szybciej, choć wcale nie chciała, żeby tak było. Ciepły prąd przeszył jej ciało. Od wielu tygodni starała się nad tym zapanować, ale wciąż nie wychodziło. Nie miała nad tym żadnej kontroli. Oczywiście od razu wiedziała, kto do niej napisał. Dostawała mnóstwo powiadomień – od koleżanek ze studiów, mamy, babci, dawnych znajomych z Bobrówki, a czasem nawet profesorów, ale teraz nie musiała sprawdzać. To był on.
Maks.
Nie pisał od trzech dni. Tyle zazwyczaj najdłużej wytrzymywał bez kontaktu. Potem za każdym razem coś w nim pękało, jakby musiał się odezwać, żeby przypomnieć o swoim istnieniu. A ona wciąż nie umiała opanować w sobie tego napięcia, bo choć postanowiła już nigdy więcej się z nim nie spotkać i jak na razie słowa dotrzymała, to nie dało się ukryć, że czekała.
Nawet w najciemniejszą styczniową noc może być jasno – brzmiał początek wiadomości. Klara aż przewróciła oczami. – Kiedy masz obok siebie tego wyjątkowego człowieka i jego prawdziwe uczucie. A gdy go stracisz, ciemność nie ma już końca…
Zagotowało się w niej. Czemu wciąż kłamał? Naprawdę miał o niej tak niskie mniemanie? Może raz w życiu faktycznie dała się nabrać na takie tanie słowa, ale przecież nie zrobi tego po raz drugi. A najgorsze, że chłonęła każde słowo tego ckliwego tekstu. Ogarnęła ją złość. Już sama nie wiedziała, czy bardziej na siebie, czy na Maksa. Miała ochotę odpisać: „Spieprzaj”.
Powieść „Do trzech razy serce” Krystyny Mirek dostępna w najlepszych sieciach księgarskich i księgarniach stacjonarnych oraz internetowych, jak też w wersji e-book m.in. na empik, virtualo, woblink.pl, legimi.pl, publio.pl, ebookpoint.pl. Premiera 28 stycznia.