Mama łkała głośniej, niż biły kościelne dzwony. Przejmujący pogrzeb maleńkiej Blanki z Włocławka [ZDJĘCIA]

2021-03-22 13:53

Płacz Mileny W. (30 l.) wstrząsnął każdym, kto był na cmentarzu we Włocławku. Ten płacz powinien zostać nagrany i puszczany przez słuchawki lekarzom z miejscowego szpitala. Gdy Milena zaczęła rodzić, trafiła do szpitala we Włocławku. Lekarz jej nie przyjął bo kobieta miała koronawirusa. Gdy po godzinie lekarze zdecydowali się na jej przyjęcie do lecznicy, na ratunek dla jej dziecka było już za późno. Kobieta urodziła martwe dziecko.

Mama wyła z bólu głośniej od cmentarnych dzwonów. Przejmujący pogrzeb maleńkiej Blanki z Włocławka [ZDJĘCIA]

W poniedziałek (22.03.2021) o godzinie 10.30 na cmentarzu komunalnym we Włocławku zaczęły bić dzwony. Spod cmentarnej bramy ruszył kondukt żałobny. Poruszał się tuż za małą trumienką. Żałobnicy i przypadkowi gapie nie słyszeli jednak dzwonów, tylko przeraźliwy płacz z bólu Mileny W.. Kobieta szła za malutką trumienką podtrzymywana przez męża Mariusza (33-l). Płaczu kobiety nie da się opisać, tak jak i tego bólu, który wydobywał się z ciała zrozpaczonej matki. W malutkiej białej trumience były zwłoki Blanki. Nie było jej dane poznać najbliższych, chociaż jej mama 12 marca, gdy dziewczynka postanowiła przyjść na świat, wezwała karetkę. Był wtedy przy niej mąż. To on zawiózł swoją żonę do szpitala we Włocławku.

Tak komentujecie dramat z Włocławka: Pogrzeb maleńkiej Blanki z Włocławka. Dramat rodziny poruszył czytelników. "Ból nie do zniesienia"

Czytaj też: MARTWE dziecko w szpitalu we Włocławku. Lekarze MILCZĄ po dramacie

7 marca Pani Milena źle się czuła. Tego dnia zrobiła wszystko, aby przebadał ja lekarz. Ginekolog po przeprowadzeniu niezbędnych badań odesłał ją do domu. Kobieta na wszelki wypadek kupiła urządzenie, dzięki któremu sama mogła sprawdzać czy serduszko jej córeczki bije. Blanka postanowiła przyjść na świat trochę szybciej. 12 marca o godz. 14.25 jej mama została przyjęta do szpitala i zbadana przez pielęgniarkę i lekarza. Pielęgniarka z trudem, ale wyczuwała serduszko Blanki. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że to ostatni raz kiedy może je usłyszeć. Po 10 minutach lekarz odesłał je do domu z informacją, że muszą jechać 100km do Grudziądza na oddział. Twierdził, że dziecko jest w porządku. Miała skurcze co kilka minut, 3-4.

Pan Mariusz i jego żona przechodzili koronawirusa. Pani Milena była jeszcze w kwarantannie. Jej mąż już nie. W szpitalu we Włocławku małżeństwo od lekarza usłyszało, że rozpoczął się poród ale oni zdążą spokojnie wrócić do domu. Spokojnie się spakują i zdążą dojechać do szpitala w Grudziądzu. To szpital covidowy Małżeństwo zdążyło dojechać do domu. Po niespełna 15 minutach Pani Milena czuła się coraz gorzej, zadzwoniła na pogotowie. Po rozmowie z dyspozytorem została tym razem wysłana karetka. W karetce od razu zostały zrobione badanie i pojechali do szpitala. Matka czuła jeszcze ruchy, przyłożyła dłoń ratownika do brzucha twierdząc, że się jeszcze rusza.

W szpitalu toczyła się dyskusja miedzy ratownikami, a lekarzem, który nie chciał przyjąć pacjentki. Pielęgniarka szukała bicia serduszka, ale nie słyszała.  Lekarz zawrócił i na blok operacyjny kazał jechać najszybciej jak się da. Ten sam lekarz, który kazał małżeństwu jechać do Grudziądza, przeprowadził cesarskie cięcie.

Niestety na ratunek dla blanki było już za późno. Była godz. 15.55. Po zabiegu lekarz powiedział, że "już po wszystkim, dziecko martwe"...  Do tej pory Pani Milena miała 3 rozmowę z psychologiem, rodzina wcale. Mąż i rodzeństwo Blanki pozostawione sami sobie. Na szczęście mają ogromne wsparcie w rodzinie. Rodzina ustanowiła pełnomocnika w osobie adwokat Justyny Sadowskiej prowadzącej kancelarie adwokacka we Włocławku. Ojciec dziecka w obecności Pani mecenas w dniu 13.03.2021r. złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

Na wniosek pełnomocnika niezwłocznie zabezpieczono dokumentacje medyczna z pobytów Pani Mileny w szpitalu oraz zlecono przeprowadzenie sekcji zwłok przez Akademie medyczna Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy. Dyrekcja szpitala we Włocławku poinformowała dziennikarzy Super Expressu, że wyjaśnia sprawę. Rodzinie dziecka składamy wyrazy głębokiego współczucia. 

- Ja nie chcę nikogo oskarżać. Chcę tylko, aby ta sprawa została dobrze wyjaśniona. Żona bardzo tę sprawę przeżywa. Dla niej to ogromna trauma. Fizycznie jest cała obolała, jak to po cesarce, ale i psychicznie potrzebuje wsparcia. Coś było tutaj nie tak. O godzinie 14 żona była badana w szpitalu przez lekarza. Ten uznał, ze z dzieckiem jest wszystko w porządku - mówił po dramacie "Super Expressowi" pan Mariusz (33 l.).

Rodzinie i bliskim składamy wyrazy głębokiego współczucia. Do tematu będziemy jeszcze wracać w naszym lokalnym oddziale.

Tragiczna śmierć Angeliki
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE